czwartek, 12 lutego 2015

O miłości słów kilka.

Przygniata nas ciężar codziennych obowiązków. Dobrze znana nam rutyna: praca, opieka nad dziećmi, gotowanie i porządkowanie. Jeśli dodamy do tego własne pasje, podtrzymywanie relacji z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi, to nagle okazuje się, że pozostają nam jakieś maleńkie skrawki czasu, który możemy przeznaczyć na odpoczynek. Zaplątani w rutynie, utopieni w obowiązkach, zapominamy często o tym, że tuż obok nas jest jeszcze partner / mąż i uczucie, które Was łączy. I że temu związkowi również trzeba poświęcić właściwą mu uwagę, ta relacja również domaga się odpowiedniej porcji ciepłych słów, wsparcia, intymności i czasu. I podobnie, jak przy pozostałych elementach naszej utartej codzienności, o uczuciach należy pamiętać codziennie, nie od przysłowiowego święta. Na przykład takiego, które zbliża się do nas wielkimi krokami.


Nie przepadam za celebrowaniem Walentynek. Mój brak sympatii do tego święta ma swoje źródło w moim osobistym postrzeganiu miłości jako czegoś bardzo intymnego. Miłość absolutnie nie kojarzy mi się z emocjami wystawianymi na pokaz, jak to się często dzieje w przypadku tego święta. Mimo to, nie przeszkadzają mi przepełnione tego dnia kina, kawiarnie i restauracje. Każda okazja jest dobra do świętowania wartości jaką jest miłość. Nawet jeśli towarzyszą temu dość infantylne przedmioty, jak maskotki, baloniki, kwiaty, czy kolorowe kartki.  

Absurdalności obchodów Walentynek dodają reklamy inspirujące do sprezentowania swojemu ukochanemu / swojej ukochanej tabletu, komputera, telewizora, koszuli albo butelki alkoholu. A może nowy akumulator do samochodu pełniej wyrazi Twoją miłość? Może jestem staromodna, ale żaden z wyżej wymienionych przedmiotów w ogóle nie kojarzy mi się z miłością. Mojej pogańskiej duszy znacznie bliższe są obchody nocy świętojańskiej, a w zasadzie nocy Kupały, bo tak wcześniej ją nazywano. Kiedy obok święta ognia i wody, księżyca i słońca, urodzaju i płodności, czciło się właśnie jedność mężczyzny i kobiety, ich miłość i radość. Milsze memu sercu są spacery z ukochanym po lesie w poszukiwaniu kwiatu paproci, kąpiel w świetle księżyca oraz wpatrywanie się w ogień, w którym pali się aromatyczne zioła.
 
Gdyby jednak mój ukochany zechciał celebrować Walentynki i poprosił mnie, abym wybrała prezent, który ma przyśpieszyć bicie mojego serca i wywołać pąs na moich policzkach, życzyłabym sobie otrzymać od niego list. Prawdziwy, odręcznie napisany. Miłosny. Wiem, że nie będzie to łatwe zadanie do wykonania. Epistolografia to już niemal zapomniana sztuka. Postawiłabym przed nim spore wyzwanie. Nie byłby to pierwszy list. Kilka drogich memu sercu kopert spoczywa w pamiątkowym pudełku, ale pokryła je tam patyna czasu. Przyznajcie szczerze, kiedy ostatni raz otrzymaliście prywatny list w kopercie, napisany ręcznie, ze znaczkiem, zaadresowany na wasz adres? Otrzymanie takiego listu rodzi ogromne emocje. Już samo otwieranie koperty to akt pełen przyjemności. A list miłosny? Pachnący zapachem jego wody kolońskiej, pełen sekretnych myśli, ciepłych uczuć i wyznań. Czytałabym go chyba wiele razy i wracała do niego w każdej chwili słabości, tęsknoty lub po prostu potrzeby wzruszenia. Czy mogłabym sobie życzyć lepszego prezentu z okazji święta miłości? Mogłabym?

2 komentarze:

  1. Uderzyłaś w moją czułą strunę tym wpisem. Taki list jest chyba w tej chwili jest mi najbardziej potrzebny... A poza tym mnie chce się trochę śmiać z tej całej otoczki walentynkowej, za to uwielbiam tak jak Ty noc Kułapy - magia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj dawno nie dostałam takiego listu... Ale trudno zauważalne drobiazgi, które robi mój mąż, by ułatwić mi życie, też są miłe :)

    OdpowiedzUsuń