niedziela, 1 lutego 2015

Niedziela z książką "Baśnie polskie" Hanny Januszewskiej.

Na rynku księgarskim spotykamy ogromną ilość tytułów dedykowanych dzieciom. Wśród nowości często udaje się nam trafić na bardzo wartościowe tytuły, ale bywa i tak, że niektóre bajki przekazujemy dalej, bo nie odpowiadają one naszym oczekiwaniom. Mamy też strefę czytelniczego bezpieczeństwa, która opiera się o klasykę, a swoim uniwersalizmem trafia w gusta niemal wszystkich młodych czytelników. Mówię tu o baśniach i to one właśnie stanowią główny temat mojej dzisiejszej recenzji.

W trakcie moich licznych księgarnianych zakupów, za każdym razem, kiedy dotykam grzbietów książek na których figurują nazwiska Grimm, Andersen, czy Perrault, uśmiecham się do moich wspomnień. Na ich baśniach uczyłam się czytać i to one były moimi pierwszymi wrotami do krainy magii i fantazji. Wspomniane baśnie wychowały już kilkanaście pokoleń dzieci, ucząc ich wrażliwości, wspierając ich rozwój i objaśniając im prawa otaczającego ich świata przyrody i ludzi. Baśnie powinny znaleźć swoje miejsce na półkach naszych dzieci nie tylko dlatego, że łączą uniwersalnymi wartościami tyle pokoleń ludzi. Świat baśni zaprasza czytelnika do wspaniałej przygody. To magiczna podróż w zamierzchłe czasy, która otworzy przed nami bramę do wiedzy na temat dawnego języka, obyczajów oraz historycznych wydarzeń. 

Dziś zapraszamy Was do lektury "Baśni polskich" Hanny Januszewskiej. Ta bardzo znana poetka dwudziestego wieku, autorka popularnego cyklu o Pyzie, jest autorką wielu pięknych publikacji dla dzieci. Jej twórczość zachwyca piękną polszczyzną, sporą dawką urokliwej poezji, wierszy, piosenek i rymowanek. "Baśnie polskie" pozwolą nam zajrzeć na dawną wieś, przyjrzeć się tam życiu prostego ludu. Podsłuchujemy ich rozmowy, poznajemy ich problemy, marzenia, jesteśmy obserwatorami ich codziennej pracy. Podróż po stronach książki zabiera nas również do średniowiecznego Krakowa, gdzie towarzyszymy młodym żakom podczas ich edukacji i nauki zawodu. To nie koniec podróży. Zwiedzamy również dwór królewski, pływamy z flisakami po rzekach i żeglarzami po morzach. Zachwycamy się piękną przyrodą naszego kraju, wsłuchujemy się w odgłosy pól, lasów, słuchamy śpiewu szemrzącej wody w studni. Historie, których jesteśmy świadkiem, pozwalają nam cieszyć się ze spełnionych marzeń zwykłych ludzi, nawet tych najbardziej nierzeczywistych. W baśniach sprawiedliwość i dobro zawsze zwycięża, i nie jest ważne to, czy siłą sprawczą jest sam człowiek, czy magiczne siły, które dokonują rozmaitych cudów.  

Język jest żywą strukturą i podlega zmianie, dlatego nie zaskoczyły mnie częste pytania córki, o znaczenie nieznanych przez nią archaicznych słów. Nie jest to łatwa lektura. To książka na wiele długich wieczorów, którą poznaje się małymi kroczkami. Mimo wszystko córka słuchając tego przebrzmiałego języka oswaja się z nim, co pozwoli na łatwiejsze zmaganie z lekturami, które czekają na nią podczas edukacji szkolnej. Wielką stratą byłoby, gdyby takie słowa jak: kądziel, kołacz, pęciny, biesił, kobold i półkwaterek, utonęły w morzu zapomnienia. Warto je przybliżyć dziecku, by nie zapomniały o swoich korzeniach. Ciekawostką są również ilustracje Olgi Siemiaszko. Grafiki przypominające starodawne drzeworyty doskonale wplatają się w klimat opowiadanych przez poetkę baśni. Polecamy.  
 
Książkę można kupić na stronie Zysk i S-ka.
Rok wydania: 2009
Stron: 216
Oprawa: twarda z płóciennym grzbietem


Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

1 komentarz:

  1. kojarzę te książkę chyba gdzieś mam i to jeszcze starsze wydanie chyba po mojej Mamie :D

    OdpowiedzUsuń