piątek, 23 stycznia 2015

Niezwykłe przygody zielonego szpinaku.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, lasami i morzami, żył pewien wielki czarodziej. Jego pasją było zgłębianie właściwości roślin jadalnych. Wskutek swojego roztargnienia, a niektóre źródła podają, że i niechlujstwa, w trakcie pisania swojej niezwykłej księgi na temat tajemniczego warzywa o nazwie szpinak, dodał ów czarodziej o jedno zero za dużo. W ten oto sposób czytelnicy jego księgi pozyskali wiedzę o tym, jak potężna ilość żelaza schowana jest wewnątrz jego liści.

Wskutek tej ogromnej pomyłki w całym królestwie wybuchła moda na jedzenie ogromnych ilości szpinaku. Ze straganów wylewały się gigantyczne ilości tego zielonego warzywa. Niemal każde dziecko zmuszane było do jego spożywania. Królewscy błaźni wykreowali super-rycerza o wdzięcznym imieniu Popeye, który miał rozwiać wszelkie wątpliwości dzieci, że wmuszanie w nich tego nieciekawego w smaku warzywa, jest naprawdę najwyższą koniecznością. Szaleństwo szpinakowe opanowywało kolejne królestwa.

Po wielu, wielu latach, inny wielki uczony mag, odarł szpinak z jego czarodziejskiej mocy udowadniając, że znajdująca się w nim niewielka ilość żelaza, jest w zasadzie w ogóle nieprzyswajalna przez organizm. Chwilę po ogłoszonych przez niego naukach, szpinak został zapomniany, a jego czas bezpowrotnie minął.

Dość bajek. Dziś wiadomo, że szpinak miewał swoje kulinarne wzloty i upadki. A historia z nieprawdziwą wartością zawartego w nim żelaza, jest już tylko ciekawostką dla zainteresowanych. Nie należy zapomnieć o tym, że to zielone warzywo jest całkiem przyzwoitym źródłem przeciwutleniaczy, minerałów i witamin. Ma również jedną wielką wadę - zawiera kwas szczawiowy, który jest odpowiedzialny za podrażnienia skóry i błony śluzowej. To on jest odpowiedzialny za tworzenie się kamieni nerkowych. Szpinaku nie powinni jeść chorzy na wątrobę, cierpiący na dolegliwości przewodu pokarmowego, nerkowcy, artretycy i reumatycy. Jeśli lubisz często zajadać się tym warzywem, pamiętaj o tym, aby łączyć go z produktami zawierającymi wapń i witaminę C. Witamina pozwoli lepiej wchłaniać żelazo, a wapń zredukuje złe działanie kwasu szczawiowego.

W naszym domu najwięcej szpinaku zjadamy w sezonie. W pozostałych okresach ratujemy się zapasami z lata, lub sklepowymi mrożonkami. Dziś propozycja naszej ulubionej szpinakowej tarty.


Ciasto
250 g mąki
150 g masła
1 łyżeczka drobnoziarnistej soli
1 jajo
1 łyżka zimnego mleka i
szczypta cukru 
Wszystkie składniki zagniatam, owijam folią aluminiową i wstawiam do lodówki na min. 30 minut.

Farsz

500 g świeżego szpinaku
150 ml śmietany
2 jaja
150 g tartego żółtego sera
2 ząbki czosnku (przeciśnięty przez praskę)
sok z połowy cytryny
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Sos przygotowuję z wszystkich składników, prócz umytego i zblanszowanego sporą ilością osolonego wrzątku szpinaku. Schłodzone ciasto rozwałkowuję w tartownicy. Nakłuwam widelcem i podpiekam przez 10 minut w 180 stopniach. Na cieście układam liście szpinaku oraz zalewam go przygotowanym sosem. Piekę jeszcze 30 minut. Najlepiej smakuje na ciepło, ale na zimno również jest doskonałym daniem. Smacznego!

8 komentarzy:

  1. pychotka ten szpinak ja jednak myślę o szczawiówce z jajkiem.... mniami....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Niech tylko przyjdzie sezon na świeży szpinak.

      Usuń
  2. Szpinak jest coraz popularniejszy w rożnych potrawach - nawet słodkich. Za mną "chodzi" ciasto - zielony mech. Może podejmę wreszcie wyzwanie....? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaintrygowałaś mnie. Sprawdziłam ten przepis i już wiem, co będę piekła w nadchodzący weekend. Pięknie dziękuję!

      Usuń
  3. Ja ostatnio patrzę na szpinak, ale jakoś jeszcze mam opory przed zakupem. Muszę się w końcu przemóc i spróbowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto. Moje dziewczynki zapałały do niego miłością. I to wcale nie przymuszoną :)

      Usuń
  4. Lubię szpinak, mój mąż nie bardzo, więc rzadko coś z nim robię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię szpinak i różne jego kulinarne wariacje :)

    OdpowiedzUsuń