piątek, 2 stycznia 2015

Mio w krainie książek.

Miłość, pasja, hobby, nałóg, adrenalina, inspiracja, wzruszenie, szczęście, a nawet tęsknota. Te wszystkie słowa silnie pasują do moich skojarzeń dotyczących czytania książek. Moje uwielbienie do szeleszczących kartek sięga wczesnych lat dzieciństwa i nie sądzę, żeby kiedykolwiek wydarzyło się coś, co pozbawiłoby mnie tej sympatii. 
 
Bywają takie chwile, kiedy  odwracanie stron w czytanej książce ulega spowolnieniu lub wstrzymaniu, zwłaszcza wtedy, kiedy obowiązki kradną znaczną część mojego wolnego czasu. Wtedy delektuję się jedną książką nawet i przez cały tydzień. Są też okresy, kiedy pożeram jeden tytuł po drugim, bo na przykład zapałałam sympatią do nowo poznanego pisarza i pragnę jak najszybciej zapoznać się z całym jego dorobkiem. Bywa tak, że poczuję palącą tęsknotę za znanymi mi ukochanymi tytułami i zaszywam się wtedy z całą stertą starannie wybranych pozycji. Najczęściej dzieje się tak z całym dorobkiem Andrzeja Sapkowskiego. Niemal każdego roku, z wypiekami na twarzy, sięgam po jego wszystkie książki, by po kilku dniach odłożyć je na półkę i oczekiwać czasu kolejnej tęsknoty. I tak już od niemal dwudziestu lat.

Nie przywiązuję się do gatunku. Lubię degustować różne smaki. Podziwiam mojego męża, który nieustannie zaczytuje się w literaturze dotyczącej czasów drugiej wojny światowej. Jego akademicka wręcz wiedza na temat tamtego okresu, niejednokrotnie wywołuje w nim irytacje, kiedy natyka się na jakieś błędy i nieścisłości w trakcie lektury nowych książek. To prawdziwy pasjonat gatunku.
 
Mam to wielkie szczęście, że najbliższe mi osoby lubią czytać i mocno odstają od wizerunku Polaka, który nie czyta w ogóle, a jak już czyta, to bardzo mało. Przyjemnie jest się z Nimi spotkać w kawiarni czy restauracji i dzielić recenzjami przeczytanych tytułów. Podobają mi się wszystkie inicjatywy zachęcające do czytania, czy lokalne, czy globalne. Ważny jest sam efekt. 




Moje prywatne minimum czytelnicze obejmuje 66 pozycji książkowych na rok. Tak sobie kiedyś wymyśliłam i tego się trzymam od wielu, wielu lat. Nie wliczam w to książek dla dzieci, tych ostatnich jest tak wiele, że nie sposób ich zliczyć. Jestem świadoma tego, że ilość codziennych obowiązków potrafi przytłoczyć każdego. Że te strzępy wolnych chwil znacznie prościej przeznaczyć na TV, surfowanie po Internecie, czy inne nie wymagające wiele intelektualnego wysiłku zajęcia. Pomimo wszystko mam nadzieję, że wśród Waszych postanowień noworocznych znajdzie się również miejsce dla regularnego czytania książek sobie i swoim dzieciom. Dla przyjemności, dla uczestnictwa w kulturze, dla szacunku wobec twórców, dla kompetencji i kapitału własnego, ale przede wszystkim dla wyobraźni i rozwoju Twojego dziecka. Wszak od pisma rozpoczęła się nasza cywilizacja. I warto o tym pamiętać. 

5 komentarzy:

  1. pięknie napisane moją pasją są książki i to prawda w chwilach wolny (choć ich niewiele) też staram się poczytać książki pod koniec roku jakoś więcej miałam okazji poczytać ale nadal za mało czytam gdzieś mi ten czas bez sensu ulatuje....

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaimponowałaś mi tą liczbą 66 wow a może zainspirujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna tradycja 66 książek rocznie wow. Ja też uwielbiam czytać, nie wyobrażam sobie bez tego życia, ale nie mam ostatnio czasu niestety. Kiedyś czytałam codziennie całymi godzinami, po nocach, a teraz no cóż wolę/muszę się wyspać..

    OdpowiedzUsuń
  4. Również popieram w 100% czytelnictwo .Proszę wybaczyć ale drugie zdjęcie przedstawia raczej kasety dvd a nie książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Nie pozostaje mi nic innego, jak wybrać się w końcu do okulisty :)

      Usuń