czwartek, 11 grudnia 2014

Tupot kocich stóp i One.

W mitologii nordyckiej jest wiele magicznych artefaktów. Jeden z nich, a jest nim magiczny sznur Gleipnir, wykonany został z korzenia góry, ścięgien niedźwiedzia, oddechu ryby, śliny ptaka, brody kobiety i tupotu kocich stóp. Ponieważ w naszym domu mieszkają trzy koty, wiem, że tupot kocich stóp nie jest wcale taką unikatową ingrediencją. Jeśli czyta nas jakiś krasnolud, który poszukuje tego magicznego składnika, niech czuje się zaproszony w nasze progi. Mamy tego pod dostatkiem. Dwanaście pędzących po panelach kocich stóp, to już całkiem przyzwoity hałas, a dwanaście kocich stóp i cztery nogi małych dziewczynek to już zupełnie inna bajka.

Są tacy, którzy po informacji, że nasze córki dzielą swój pokój z trzema kotami, chwytają się za głowę i uważają nas za lekko ekscentrycznych. Nie raz broniłam się przed gradem pytań o toksoplazmozę, o duszenie dzieci kocim ogonem, glistnice, grzybice i alergie. I właśnie z myślą o tych, którzy nie są przekonani do wspólnego dziecio-kocio bycia, słów kilka na temat pokutujących wokół miauczących istot mitów.

Alergie. Nasz dermatolog zdradził nam tajemnice, że nie istnieje coś takiego, jak alergia na kocią sierść. U części ludzi występuje uczulenie na pewien rodzaj białka, które rezyduje w złuszczonym naskórku i ślinie zwierząt. I nie dotyczy to wyłącznie kotów. Uczulony musi unikać gryzoni, kotów, psów, a nawet koni. 

Toksoplazmoza. Zarażenie tą chorobą dochodzi w 90% wskutek zjedzenia niedogotowanego lub surowego mięsa. Pozostałe 10% to zarażenia wynikające z jedzenia nieumytych warzyw i picia nieprzegotowanej wody z niepewnych źródeł. Ponieważ koty zjadają zarażone toksoplazmozą ptaki i gryzonie, również ulegają tej chorobie. Wtedy przez jakiś czas wydalają z siebie wraz z kałem oocysty, które stają się zagrożeniem dla dotykających ich odchody ludzi. Ale dzieje się to dopiero po dwóch dobach dojrzewania tych odchodów w kuwecie. Uwierzcie mi, nie znam ani jednego posiadacza kota, który przynajmniej raz dziennie nie czyści kuwety swojego pupila. A jeżeli tacy są, to pozostaje mi tylko współczuć ich zwierzętom.

Glista kocia. Występuje przede wszystkim u dziko żyjących kotów. Prawdopodobieństwo zarażenia się nią od kota domowego jest niemal zerowe. Większym zagrożeniem dla Twojego dziecka jest zabawa w piaskownicy, używanej przez dzikie koty jako publiczną kuwetę. 

Grzybica. Słyszałam, że na grzybicę narażone są koty kąpane w szamponach oraz karmione byle jak i byle czym. Miałam w swoim życiu 7 kotów i żaden z nich nie chorował na grzybicę.

Duszenie kocim ogonem, przegryzanie grdyki, wysysanie oddechu. Średniowiecze skończyło się w XV wieku. I tyle mam do powiedzenia w tym temacie.

Korzyści płynące z obcowania dzieci ze zwierzętami są po stokroć większe niż zagrożenia wypływające z tego faktu. To właśnie sierściuchy uczą dzieci prawidłowych relacji zwierzę - człowiek. Udzielają lekcji wrażliwości, delikatności, empatii. Dogoterapia, felinoterapia to dziś bardzo popularne metody wzmacniające efektywność rehabilitacji. Ale nie tylko. Jestem przekonana, że nasze koty miały ogromny wpływ na rozwój motoryki naszych córek, ich obecność przyśpieszyła naukę raczkowania dziewczynek. Udowodniono, że obecność kotów w domu ma wpływ na odporność dziecka. Od dawna wiadomo, że przesadna sterylność środowiska w którym żyjemy nie jest korzystna dla naszego zdrowia. Koty uczą również odpowiedzialności, starsza córka dba o pełną miskę jej czworonożnych przyjaciół. Widzę, że sprawia jej to wiele przyjemności, dzięki temu czuje się bardziej dorosła. I na koniec najważniejsza korzyść, miłość do zwierzęcia. Wspólna zabawa, pieszczoty i bliskość. Coś, co każdy posiadacz zwierzęcego przyjaciela miło wspomina do końca swojego życia. 
 
O kotach w Przystani Rodzina

Czy lecą z nami koty?
Międzynarodowy Dzień Mruczących Stworzeń
Ulecz się kotem!


 




5 komentarzy:

  1. Wysysanie oddechu mnie powaliło ;) ja bym się raczej o podrapane dzieci bała, ale to juz inna sprawa ;)
    Ps. Piekny rudzielec:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drapanie to normalna cena docierania się ich przyjaźni. Na szczęście były to tylko sygnały ostrzegawcze wysyłane przez koty, drapały delikatnie i bardzo rzadko.

      Usuń
  2. Najpierw byla kotka. Nigdy nie balam sie, ze zrobi krzywde moim dzieciom. Nigdy nie zamykalam drzwi naszej sypialni, nie zabranialam jej wskakiwania do dzieciecego lozeczka. Potem urodzil sie Starszak. Nigdy do niego nie skoczyla, ona byla nim bardziej przerazona niz On nia. Unikala go jak mogla, nie wchodzili sobie w droge. Mlodszego Syna kocia pokochala bardziej, chociaz tez jest do niego zdystansowana. Nigdy nie martwilam sie, ze chlopcow ugryzie, podrapie czy wrecz udusi.
    A toksoplazmoza? Mialam dwa koty - nigdy nie przechodzilam...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przechodziłam toksoplazmozę bardzo dawno temu. Zapłaciłam karę za słabość do tatara :)

      Usuń
  3. Swietny post...u nas bardzo podobnie też mamy 3 koty...I malucha...oraz wielu nieprzychylne jest ludzi jak wielu przyjaciól..Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń