czwartek, 13 listopada 2014

Świat zabawek.


Kilkadziesiąt pluszaków, setki książek, skrzynia pełna kucyków i innych figurek, domki, lalki różnej wielkości, pudło przyrządów i akcesoriów kuchennych, instrumenty muzyczne, pociągi, samochody, półka wypełniona puzzlami, układanki, gry, kolorowanki oraz dziesiątki pozostałych zabawek zalegających na półkach, w kufrach i skrzyniach. Nasze córki niczym smoki siedzą na tej wielkiej górze zabawek, którymi bez wątpienia wybawiłoby się całe stado dzieci. 

A to wszystko moja wina. Kiedy patrzę na to zabawkowe szaleństwo, które rozpleniło się w pokoju dziewczynek, widzę w tym przede wszystkim moją niekonsekwencję. Kiedy urodziła się starsza córka postanowiłam, że zredukujemy ilość zabawek do minimum, wybierając je starannie, zwracając uwagę na to, z czego zostało wykonane i jakie jest ich przeznaczenie. Bardzo dobrze utkwił mi w głowie wywiad z Dorotą Zawadzką, która sugerowała, że dziecku w zupełności wystarczy góra 10-15 różnych zabawek, wybieranych w taki sposób, aby zaspokoić różne potrzeby dziecka. I tak jedna miała rozwijać logikę, inna zdolności techniczno-konstrukcyjne, jeszcze inna miała służyć wspieraniu koordynacji ruchowej. Reszta zabawek miała koncentrować się na pozostałych zdolnościach, np. muzycznych, lub po prostu zaspakajać potrzebę przytulania. Kiwałam wtedy głową na zgodę i mocno przytuliłam tą naukę do siebie. Co się stało od tamtego czasu? Dlaczego nie dotrzymałam danego sobie słowa?

Współwinnych jest wielu. Niemal każdy sympatyczny gość lubi przynieść w rączkach "małe co nieco" dla dziecka. I to właśnie te drobiazgi niczym małe kamyczki spowodowały w końcu tą lawinę, z którą mamy obecnie do czynienia. Bywało i tak, że sama dawałam się ponieść promocji, reklamie, czy rekomendacji zaprzyjaźnionej mamy lub taty. Aż w końcu zabawek było tak wiele, że córka przygnieciona ich wagą, zaczęła narzekać, że nie ma się czym bawić. To było dla nas światło ostrzegawcze i zaprzestaliśmy się biernie przyglądać temu zjawisku. Doświadczyliśmy kilka napadów zabawkowego minimalizmu, kiedy wynosiłam pełne skrzynie zabawek do piwnicy, do klubu dziecięcego lub po prostu na śmietnik. Mimo to, po kilku miesiącach w jakiś magiczny sposób ilość zabawek wracała do poprzedniego stanu.  

Wszystko zmieniło się dwa miesiące temu. Odwiedziliśmy wtedy wystawę klocków Lego. Uważnie obserwowaliśmy ten błysk w oku córki, która nie mogła się nasycić widokiem przygotowanych przez autorów wystawy fantastycznych makiet. W drodze powrotnej córka głośno marzyła o posiadaniu tych klocków, a ponieważ zbliżały się jej trzecie urodziny poprosiliśmy gości, aby obdarowali ją właśnie klockami Lego Duplo. Te kilka otrzymanych zestawów sprawiło, że córka trwale zapomniała o wszystkich swoich zabawkach i codziennie cały swój czas na zabawę poświęca budowaniu z klocków Lego. Wcześniej doświadczyła nas fazą klocków Wader, etapem kucyków, czy figurek Littlest Pet Shop, ale żadna z tych faz nie trwała tak długo i nie była tak efektywna jak właśnie przy klockach Lego. 

Przyznaję, że nie wiem na czym polega fenomen tych klocków, ale z całą pewnością mogę przyznać, że to najbardziej kreatywna zabawka, jaką miała w rękach nasza córka. Codziennie powstają nowe budowle. Codziennie jesteśmy świadkami opowiadania przez niej nowej historii. Co więcej, klocki przyciągają już uwagę 9-miesięcznej młodszej córki, która z uwagą bada wszystkie figurki i niczym Godzilla z radosną satysfakcją zajmuje się burzeniem wszystkich gotowych konstrukcji. Klocki Lego zyskały w naszych oczach. Zafascynowały nie tylko nasze dzieci, my sami z przyjemnością włączamy się do wspólnej rozrywki i sprawia nam to wiele radości. 

Zapomniane zabawki idą pod młotek, chowają się w pudłach lub wędrują do innych dzieci. Czytelniku drogi, jeśli zawitasz kiedyś w nasze progi, prosimy Cię, nie przynoś w swoich rękach nowych zabawek. Wrzuć lepiej te kilka złotych do świnki skarbonki, a my dołożymy resztę i kupimy kolejne zestawy klocków Lego. Teraz one są jedynym mrocznym przedmiotem pożądania naszych dzieci i coś czuję, że długo to się nie zmieni.

No chyba, że przyniesiesz książkę, miłości córki do czytania nie są w stanie przyćmić nawet klocki Lego.

Pamiętacie o konkursie
   

10 komentarzy:

  1. U nas przez lata rządzą pet shopy , młodszy wykazuje jako takie zainteresowanie lego , jak tylko coś tam się kręci ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój Syn też ma zdecydowanie za dużo zabawek, ale klocków Lego nie posiada ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. klocki lego są świetne :)u nas Majka ma dwa zestawy, ale na mikołaja pewnie dostanie kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas władzę objęły samochodziki, ale mam zamiar sprezentować synkowi lego duplo i zobaczymy co z tego wyniknie :) Też raczej się staramy nie zasypywać dzieci zabawkami.

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas różnie mamy posegregowane zabawki w jednym są same autka w drugim pociągi w trzecim puzzle i co jakiś czas chłopaki wyjmują to co chcą raz kilka dni bawią się autami potem kilka dni pociągami i też jest zabawa oczywiście małe figurki z Kinder niespodzianek na szczęście się gubiąa bo wynoszą je z domu :D i przede wszystkim co jest zepsute jest usuwane... a wyrośnięte zabawki trafiaja do pudła sprzedarzy a kasa z nich idzie na nowe

    OdpowiedzUsuń
  6. Hop, hop...wyniki konkursu z Lego już są:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowna wiadomość na koniec mocno zakręconego dnia. Dziękujemy!

      Usuń
  7. Lego u nas to podstawa codziennych zabaw, nie ma z nimi czasu na nudę ;)

    OdpowiedzUsuń