niedziela, 30 listopada 2014

Niedziela z książką Marii Strzykowskiej "Cybernuty wylądowały".

Jeśli chodzi o bajki dla dzieci, niewiele tytułów jest w stanie mnie zadziwić i zachwycić. Wychowana na arcydziełach gatunku: "Bajkach robotów" Lema, "Hobbicie" Tolkiena oraz wielu innych wspaniałych książkach, mam wysoko podniesioną poprzeczkę i trudno mnie usatysfakcjonować. Pomimo to, zawsze chętnie sięgam po te tytuły, które łączą w sobie magię, przygodę i wędrówkę. Dlatego tak dobrze czułam się czytając córce książkę autorstwa Marii Strzykowskiej "Cybernuty wylądowały", która pojawiła się w naszym domu dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

Pierwsze, co uderzyło mnie po przeczytaniu kilku pierwszych stron książki, to gmatwanina i bardzo silne zagęszczenie przygód, które co i rusz spadają na głowy głównych bohaterów opowieści. Tempo w jakim przeskakują oni z przygody na przygodę, przyprawiło mnie o lekki zawrót głowy. Takiej żywiołowości w snuciu opowieści już dawno nie uświadczyłam w literaturze dla dzieci. Sceny kolejnych wydarzeń pojawiały się z dynamiką, którą nie powstydziłby się dobry komiks. Pomimo tego pozornego dla mnie chaosu, córka z wielką uwagą i zaciekawieniem wsłuchiwała się w czytane przeze mnie rozdziały książki. Co więcej, w czasie ostatnich kilku dni nieustannie dopytuje mnie o losy tak polubionych przez nią śmiałków: cybernut, klucza wiolinowego, przemądrzałej i kłótliwej Grzechotnicy, pieska Milaska, misia Miodopijka, ośmiornicy Zuzanny, myszek Klaudynek oraz sympatycznych skrzatów Nutaczka i Plastka.

Cóż takiego spodobało się córce w ich przygodach? Z pewnością liczne podróże. Główni bohaterowie wędrują po świecie w poszukiwaniu tajemniczego skarbu. I tak kolejno, zgodnie z wskazówkami, które odnajdują, zwiedzają Polskę, Włochy, Egipt, Nepal i Japonię, USA, kończąc swe poszukiwania na pięknej Hiszpanii. Po drodze spotykają mnóstwo ciekawych postaci, również tych magicznych, które nie dość, że pomagają im w czasie wędrówki, to jeszcze oprowadzają ich po ciekawych miejscach, ucząc ich kultury i tradycji zwiedzanego przez ich kraju. Te poszukiwania przynoszą nam mnóstwo emocji i rozrywki. Przygody, którymi stajemy się świadkami są barwne, trzymają w napięciu i jak wskazuje na to tytuł książki, są pełne muzyki.

Kiedy patrzyłam na tą niemalże trzystu-stronicową książkę myślałam sobie, że to lektura na wiele jesiennych wieczorów. Kiedy po pięciu dniach wpatrywałyśmy się w ostatnią stronicę powieści byłam szczerze zaskoczona, że to już jej koniec. Dość niecodziennym bonusem do każdego rozdziału książki jest zestaw ćwiczeń zawierający zadania i krzyżówki podsumowujące wiedzę, którą przyswoili nasi bohaterowie, przemierzając poszczególny rejon świata. Daje to znakomity pretekst do pobudzenia dziecka do spenetrowania pokładów swojej pamięci w poszukiwaniu pozyskanych w czasie lektury informacji.  Brawa za tą kreatywną zabawę.

Zdecydowanie polecamy i zachęcamy do zakupu książki "Cybernuty wylądowały" na stronie Sklepu Zysk i S-ka.

Stron: 296. Oprawa: broszurowa. Rok wydania: 2014

3 komentarze:

  1. Pożyczam pomysł na książkę - dla naszego Starszaka :). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie niestety nie został zaszczepiony zapał do czytania, a szkoda. Za to synkowi czytam z zapałem i tę pozycję bądę miała w pamięci ;)

    OdpowiedzUsuń