piątek, 21 listopada 2014

Nie ma dzieci – są ludzie. Sztuka mówienia "NIE".


Są taki dni, kiedy wstajemy rano przysłowiową lewą nogą. Źli, niewyspani, zirytowani zmęczeniem, które narasta od dłuższego czasu. Bo choroba, bo ząbkowanie, bo po prostu czasami się człowiekowi nazbiera. I nagle dziś, kiedy i nas dotknęła zaraza lewej nogi, kiedy nasze poranne-zombie-szuranie-nogami oznajmia wszystkim domownikom początek dnia, nagle w ustach naszej córki, pojawiło się dość ekscentryczne, jak na jej leksykon słowo "NIE". I to wypowiedziane wielokrotnie.

Słowo, które przecież tak rzadko gości na jej ustach, bo zdążyła już przyzwyczaić nas do tego, że z entuzjazmem reaguje na wszystkie nasze propozycje i zalecenia. I przecieramy zombie-oczy ze zdziwienia i słuchamy zaskoczeni jej deklaracji. "Nie chcę wstawać", "Nie chcę jeść śniadania", "Nie chcę myć zębów", "Nie chcę się ubierać", aż do tak nieprawdopodobnego wyznania: "Nie chcę dziś iść do przedszkola".

Jej sprzeciw dość natarczywie narusza nasz otępiały spokój. I niby gdzieś tam w zombie-nie-dość-dobrze-działającym-mózgu wiemy, że to wyrzucane bezwiednie z jej ust "NIE" jest tylko wstępem do prawdziwego dialogu, potrzebą zwrócenia uwagi na swoje potrzeby. A mimo to, nasze paskudne samopoczucie podpowiada nam, że należy pokazać jej, kto tu rządzi i do kogo należy prawdziwe prawo do mówienia słowa "NIE".

Śniadanie ucisza emocje, oczy zatrzymują się na wiszącym na tablicy cytacie Janusza Korczaka: "Nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy". Intelekt zaczyna górować nad emocjami. Inteligencja emocjonalna sadowi się w odpowiednim miejscu. Zombie-stan off-uje. No i padają pytania. Drążymy przyczyny porannego buntu. I nagle okazuje się, że ona również źle spała, że ją również często budził płacz młodszej, chorej i ząbkującej siostry. Że boli ją głowa, że czuje się źle. Tak jak i My. Tylko, że my zarezerwowaliśmy te uczucia wyłącznie dla siebie, nie wpadliśmy na to, żeby dać jej prawo do czucia się równie paskudnie. 

Rozmowa i ciepłe kakao rozładowuje. Żartujemy z tego, że trzy godziny snu to przecież luksus. Potakujemy, że jeszcze tylko 14 zębów i będzie całkiem przyzwoicie. Wieszczymy, że za trzy lata będziemy się w śmiali z naszego obecnego stanu. Patrzymy na uśmiechniętą córkę, przygotowującą się do wyjścia z domu i już wiemy, że dobrze jest wyjść poza schematy i nie zakładać z góry, że "NIE" dziecka, to zamach na nasze rodzicielskie prawo stanowienia. Chwilę po ich wyjściu przypomina mi się tekst piosenki "Wolność" z jednej z ulubionych płyt córki. I już rozumiem, że za słowem "NIE" kryje się również rodząca się umiejętność niezależności, autonomii, wolności.

Joszko Broda - Dzieci z BrodąNawet małe dziecko dobrze o tym wie, Kiedy pierwszy raz mówi mamie „NIE”.
Wolny to jest ten, kto dobrze o tym wie, Że może mówić „TAK” i może mówić „NIE”.
 
Otrzymaliśmy dziś piękny prezent od naszej córki. Wypowiadając słowa "NIE" podarowała nam wielką lekcję. Być może następnym razem umiejętniej odnajdziemy za tym słowem jej prawdziwe potrzeby i emocje. Tylko w głowie brzęczy mi pytanie: Czy to my wychowujemy nasze dzieci, czy to one uczą nas tego, jak być dobrymi rodzicami? Odpowiedź jest oczywista.

3 komentarze:

  1. Ważny tekst, dzieci nie są tylko odbiorcami, same mogą nauczyć nas bardzo dużo i pozwalają zrozumieć - też siebie samych. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham te teksty. Tak czesto zdaza mi sie zapominac kim jest moj syn... Na szczescie swiadoma bledow popelniam je corwz rzadziej.

    OdpowiedzUsuń