sobota, 4 października 2014

Subiektywnie o przedszkolu.

"Wszystkiego, co naprawdę warto wiedzieć nauczyłem się w przedszkolu" Robert Fulghum (filozof).

Już oswoiłam się z jej nieobecnością. Choć są jeszcze takie chwile, kiedy mam wrażenie, że zaraz wyskoczy zza firanki ucieszona, że udało jej się przede mną ukryć. Czasami wydaje mi się, że słyszę jej wesoły śmiech rozbrzmiewający w całym domu. Ale to tylko złudzenia, gdyż nasza młoda dama od miesiąca chodzi do przedszkola. A ja, wspólnie z Alicją codziennie tęsknie wyczekujemy na tą cudowną chwilę, kiedy odbieramy ją z przedszkola i idziemy razem na długi spacer.

Za nami pierwszy miesiąc przedszkola Heleny. Nie ominął nas incydent z katarem. Przeżyliśmy też kilka łez, trochę nerwów, parę spięć. Ale przede wszystkim sporo zachwytu. Entuzjazm do porannego wstawania do przedszkola nie ostygł. Helena, ranny ptaszek, na nogach przeważnie już od 6.00 rano, niczym kogut oznajmia nam pojawienie się dnia. Pośpiech nie jest stałym gościem naszej porannej codzienności. Jest czas na wspólne długie śniadanie, a nawet trochę zabawy. A w przedszkolu? Córka ma za sobą kilka nieudanych prób zdominowania pań przedszkolanek oraz pierwszą prawdziwą koleżankę do wspólnej zabawy. W ocenie opiekunek jest komunikatywna, samodzielna, chętnie uczy się nowych wierszyków, piosenek i zabaw, ale bywa też uparta, dominująca, daje do zrozumienia, że ma swoje własne zdanie. Nonkonformizm wyssany z mlekiem matki.

Ja sama z uznaniem patrzę na aktywne uczestniczenie przedszkola w projekcie "Małe ogródki", w którym przedszkolaki sadzą, sieją, poznają świat warzyw i owoców. Na terenie przedszkola odbywają się jarmarki zdrowej żywności. Uśmiecham się bezwiednie, kiedy patrzę na pięknie rozpisany jadłospis: kasza jaglana, ciasto czekoladowe z burakami, makaron z pełnego ziarna, pasta z soczewicy i cieciorki, ryby, szwedzki stół pełny owoców i warzyw, nawet budynie powstają wg domowego przepisu. Brawa dla przedszkolnych kucharek za sztukę kulinarną pełną zdrowia! Nie dziwię się, że Helena je chętnie i nie zdarzyło się jeszcze, żeby wróciła głodna z przedszkola. Kolejny pozytyw dotyczy leżakowania. Po niemalże roku pozbawionego drzemek, Helena wróciła do tego miłego zwyczaju. Szkoda tylko, że ta nowo odkryta tradycja nie działa już w weekend. Cieszy mnie również odznaczenie placówki tytułem "Przedszkole w ruchu", bo prócz odpowiedniej dawki aktywności fizycznej na terenie przedszkola, dzieci codziennie wychodzą na spacer i to niezależnie od pogody.

Nie żałuję, że posłałam córkę do przedszkola. To niezwykle ważny etap w nabywaniu umiejętności związanych z socjalizacją. Podoba się mi to miejsce również dlatego, że widzę uśmiech na ustach córki, kiedy przekracza próg przedszkola rano, jak również wtedy, kiedy wychodzi pełna wrażeń popołudniu. A to dla mnie najważniejsza wartość i największa rekomendacja.

6 komentarzy:

  1. My właśnie w poniedziałek wróci po długiej chorobie, Hania pokochała przedszkole pod pierwszej minuty i ogromnie się ciesze że tam przebywa

    OdpowiedzUsuń
  2. O! Które to przedszkole? Brzmi rewelacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. My trzeci rok drepczemy co rano do przedszkola i wszyscy je lubimy, i Młody, i my, rodzice, widząc jak dobry wplyw ma ono na jego rozwój....

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasz M też bardzo chętnie chodzi : ) A młodszy się cieszy z odbierania. Przedszkole to fajna sprawa jak sie na dobre trafi: )

    OdpowiedzUsuń