piątek, 24 października 2014

Emocje rodziców.

Tove Jansson: Jak się gniewać, to się gniewać - stwierdziła mała Mi, obierając ziemniaka zębami - Trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś gniewa się nie tak, jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka.

Nikt nie rodzi się idealnym rodzicem. Oczywiście, można przeczytać tysiąc podręczników, zobaczyć dziesiątki filmów, uczęszczać do szkoły rodzenia, godzinami słuchać rad i porad znajomych par, ale kiedy przychodzi ten właściwy czas, nagle spotykamy się z uczuciem bezradności i onieśmielenia. Z głowy wyparowuje cała pozyskana wiedza, a to dziecko, które tak pięknie wizualizowaliśmy w naszej wyobraźni, które mieliśmy tak umiejętnie pielęgnować, staje się naszym jedynym prawdziwym nauczycielem. To właśnie ono prowadzi nas do nieznanych obszarów naszych emocji, to ono udziela nam lekcji nowej społecznej roli, roli rodzica. 

O emocjach dzieci mówi się wiele i chętnie, przyznaję to wdzięczny temat. O emocjach rodziców się milczy, bo to temat trudny i mocno subiektywy. A przecież po przyjściu na świat pierwszego potomka równowaga psychiczna większości rodziców ulega lekkiej dezorganizacji. Przyznaję, że w czasie pierwszych tygodni poznawania tej malutkiej istoty, towarzyszyły mi bardzo silne emocje. Z jednej strony czułam bezgraniczne szczęście i euforię. Z drugiej ogromny lęk i poczucie bezradności, szczególnie wtedy, kiedy zdarzało mi się nieumiejętnie odczytywać potrzeby dziecka. Spektrum emocji rozszerzał się wraz z nowymi niedogodnościami: problemy z kolkami, z karmieniem piersią. Bywało tak, że potworne zmęczenie włączało we mnie nieznane wcześniej ogromne pokłady złości i frustrację. Potem dochodziły inne stresory. Do dziś mam przed oczami wspomnienie pierwszej prawdziwej choroby i nocną jazdę do szpitala. Panika przeplatana z wściekłością na opieszałość i obojętność pracowników kliniki. A kiedy niemowlak przeobraża się w małe dziecko, wtedy dopiero jego zachowania potrafią wywołać w nas skrajne emocje. Komu nie zdarzyła się sytuacja, że dziecko nagle wybiegło na ruchliwą ulicę, trwale ubrudziło nieprzyzwoicie drogą, ulubioną sukienkę, albo położyło się na podłodze w sklepie żądając zakupu jakieś zabawki. Bunty dwulatka, trzylatka, itd., testowanie wytrzymałości i siły rodzica, próby dominacji i nauka upartości. Oto nasza codzienność.

Każda emocjonująca chwila związana z rodzicielstwem, a szczególnie taka, kiedy narażeni jesteśmy na utratę spokoju i równowagi, stanowi test naszego charakteru. Niektórzy są mistrzami opanowania, błyskawicznie redukują niekorzystne emocje. Niektórzy stosują wycofanie, liczą do dziesięciu, wychodzą do innego pokoju. Są i tacy, którzy idą na łatwiznę i dają upust swoim emocjom krzykiem, biciem, innymi formami agresji. Rozładowywanie negatywnych emocji rodzica jest ważną umiejętnością. Dlaczego w procesie przygotowywania do roli rodzica, nikt nie uczy nas w jaki sposób wyładowywać swoje emocje tak, aby nie szkodzić sobie i najbliższym? Gdzieś czytałam, że problem wybuchów złości rozwiązuje nauka asertywności, ktoś inny jako najlepszy lek na złość reklamował aktywność fizyczną. No fakt, czy potrafisz się złościć w trakcie robienia pajacyków? Dla niektórych efektywnym resetem złych emocji jest spacer. Jak panować nad własną złością, foszkami, humorkami, smuteczkami? Każdy sam musi wypracować swój autorski sposób. I nie ważne czy będą to medytacje, afirmacje, czas poświęcany własnym pasjom, czy skakanie na jednej nodze. Ważne, żeby był skuteczny.

Los obdarował mnie choleryczno-melancholijnym temperamentem, zmuszając tym samym do ciężkiej pracy nad sobą. I mimo, że marzę sobie, aby żyć niczym mistrz zen, nie jest to dla mnie naturalne środowisko. Redukcję złości w kontaktach z dziećmi doprowadziłam do całkiem przyzwoitego poziomu, bardzo dużo dla mojego opanowania daje mi rozmowa o swoich emocjach, lub po prostu przytulenie dziecka. Nie jestem święta i nie będę ukrywać, że zdarza mi się krzyknąć na dziecko, ba, nawet wymierzyłam mu klapsa, ale chwilę po tym czułam się bardzo podle a krtań ściskała mi absolutna porażka. Wiem, że to nie jest droga, którą chciałabym podążać w procesie wychowywania dzieci i szokują mnie wyniki badań wskazujące, że aprobatę takiego wychowania deklaruje 61% społeczeństwa, a niemal 33% rodziców uważa, że bicie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Mała Mi ma racje. Unikanie okazywania uczuć złości również nie jest rozwiązaniem. Tym samym pokazujemy swoim dzieciom, że należy tłumić okazywanie emocji. A przecież to normalne uczucie. Uczmy się mądrze "wydmuchiwać" złość na zewnątrz. Tłumaczmy naszym dzieciom, że czujemy złość i co spowodowało w nas tą emocję. To pomaga nie tylko nam, ale ma ogromną siłę wychowawczą.

Na koniec jeszcze jeden ulubiony muminkowy cytat:

Tove Jansson: Iluż to rzeczy potrzebuje rodzina, żeby przeżyć normalnie choćby jeden dzień!

3 komentarze:

  1. Ja mam plan zakupić moje ukochane Muminki dla Pyzy , niech czyta ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak, święte słowa! Chyba wydrukuję se napis na ścianę "Wydmuchaj Emocje" :D

    OdpowiedzUsuń