środa, 22 października 2014

Co ląduje w brzuszku niemowlaka? Czyli jak gotuję dla ośmiomiesięcznej córki.

Nie mogę zagwarantować moim dzieciom bezpieczeństwa i pokoju na świecie. Nie mogę obiecać, że uda im się spełnić wszystkie swoje marzenia. Nie jestem w stanie ochraniać je tak, aby w ich otoczeniu pojawiali się wyłącznie prawdziwi przyjaciele i serdeczni ludzie. Ale będę mogła powiedzieć, że w czasie ciąży i w pierwszych trzech latach ich życia zrobiłam wszystko, aby styl ich życia i właściwe odżywianie miały jak najlepszy wpływ na długość i jakość ich życia w przyszłości.

A jeśli chodzi o zdrowie, nie wyznaję kompromisów i dlatego w diecie moich dzieci nie ma miejsca dla mleka modyfikowanego, obiadków ze słoików oraz niezdrowego jedzenia. Gotowanie stało się moją osobistą pasją i sprawia mi ogromną przyjemność. Obiecałam, że zaproszę Was do naszej kuchni i opowiem o tym, jak gotuję dla mojej ośmiomiesięcznej córki. Ostatnio było dużo teorii, dziś nieco praktyczniej o moich pomysłach na komponowanie posiłków dla niemowlaka karmionego piersią.

 
Na początek przyda się garść teorii:Zapotrzebowanie kaloryczne - około 80 kcal na 1 kg masy ciała dziecka
Białko (mięso, ryby, nabiał, jaja, oraz niektóre zboża i rośliny strączkowe) - dziennie nie mniej niż 1 g / kg masy ciała dziecka.
Tłuszcze (masło, oleje, oliwy) powinny stanowić 30-40 % dziennego udziału w diecie dziecka
Węglowodany (zboża, rośliny strączkowe, ziemniaki, cukier) powinny stanowić 55-60% dziennego udziału w diecie dziecka.


Śniadanie: Produkty zbożowe gotowane na wodzie (najczęściej: kasza manna, płatki owsiane, kasza jaglana, ryż) - zmiksowane i podawane z sezonowymi, świeżymi owocami oraz niewielką ilością masła lub nierafinowanego, tłoczonego na zimno oleju. Co drugi dzień produkty zbożowe (jak wyżej) podawane z całym jajem.

Obiad:Tu wreszcie można się wykazać swoją kulinarną wyobraźnią. W moim przypadku przygotowanie obiadu zaczyna się od spaceru na targowisko, gdzie poszukuje sezonowych, zdrowo wyglądających, świeżych warzyw. W wielkim uproszeniu dzielę je według zawartości poszczególnych witamin.

Kwas foliowy, witaminy B2 i B6 - buraki, szpinak, zielony groszek, pomidor, fasolka.
Witamina E i K - jarmuż, brokuły.
Białko roślinne - fasola, bób, groch, soja, ciecierzyca, soczewica.
Witamina C - kapusta, kalarepa, cukinia, papryka, pomidory, pietruszka, seler.
Beta-karoten - marchew, kalafior, dynia, sałata, groszek, fasola szparagowa, szpinak.

Upolowane przeze mnie warzywa, stanowią produkt wyjściowy każdego obiadu. Co do ich ilości, to po pokrojeniu, można by nimi wypełnić przyzwoitej wielkości szklankę. Wybieram jedno warzywo lub stosuję dowolne konfiguracje, np: dynia z marchewką, soczewica z pomidorem, buraki z ziemniakiem, itp. Gotuję je na parze lub w małej ilości wody, dodając do nich 10 gramowy kawałek mięsa lub ryby. Z mięs wybieram drób, wołowinę, królika i jagnięcinę, z ryb przeważnie gatunki tłuste i morskie. W zależności od wybranego przeze mnie warzywa dodaję do niego pasujący produkt zbożowy (kasze, ryż, makaron domowy lub ziemniaki) oraz przyprawy. Wszystkie składniki miksuje z dodatkiem małej łyżeczki oleju lnianego, rzadziej masła. Dzięki temu codziennie tworzę nową kompozycję smaków i wartości odżywczych, a dziecko przyzwyczajone do szerokiego wachlarza smaków, nie grymasi i zazwyczaj zjada całą przygotowaną przeze mnie porcję. 

Podwieczorek:Owoce. Kilka dni temu wprowadziliśmy do diety córki domowy jogurt i wszystko wskazuje na to, że będzie on częściej powiał się w jej diecie. Po dodaniu do niego kilka kawałków świeżych owoców, może być znakomitym pomysłem na podwieczorek. Od czasu do czasu przygotowujemy przecierowy sok. Ale zdecydowanie wolę, aby córka jadła świeże, sezonowe owoce.

Kolacja:Podobnie, jak na śniadanie przygotowuję produkty zbożowe gotowane na wodzie (kasza manna, płatki owsiane, kasza jaglana, ryż) - zmiksowane i podawane z owocami lub warzywami.

Tak w dużym skrócie wyglądają posiłki mojej córki. Obecnie zjada cztery posiłki stałe, a dodatkowo jest karmiona piersią na żądanie. Przyznaję, że nie jestem wykwalifikowanym dietetykiem ani technologiem żywności, o zdrowej kuchni wszystkiego uczę się sama. Być może zdarza mi się popełniać błędy, ale jeśli dziś, albo jutro, nauczę się czegoś nowego, z pewnością dokonam stosownej korekty. A wierzcie mi, że uczyć się uwielbiam prawie tak bardzo, jak gotować dla moich bliskich.

I na koniec kilka żelaznych zasad w żywieniu naszych dzieci:

Staram się utrzymywać 3 - 4 godzinne przerwy pomiędzy posiłkami. 
Nie kupuje dzieciom przekąsek i słodkich napojów.
Posiłek nie trwa u nas dłużej niż pół godziny.
Jemy w kuchni, nigdy nie karmię dziecka przed telewizorem czy monitorem.
Cieszymy się jedzeniem, podczas posiłków podsuwam do rączki dziecka małe kawałki miękkich warzyw lub owoców, wiem, że dotykanie jedzenia i brudzenie się nimi to ogromna frajda. 
Do ukończenia przez dziecko 1 roku życia, nie używam soli i cukru. Potem rzadko i w małych ilościach. Cukier staram się zastępować miodem.
To ja decyduję o tym, co dziecko je. Dziecko decyduje o tym, ile zje.

Życzę Wam wielu miłych chwil spędzonych w kuchni. 

7 komentarzy:

  1. mądry i przydatny post... ja niestety, nie zawsze tak mądrze postępuję. Przyznaję, nie zawsze trzymam się żywieniowych zasad, no ale pracuję nad tym ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A czemu jesteś na nie jeśli chodzi o mleko modyfikowane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam Cię do lektury poniższego artykułu, szczególnie od fragmentu "Ukrywane fakty o mleku modyfikowanym, czyli bomba z opóźnionym zapłonem". Już kilka lat temu spotkałam się z opracowaniem wyników tych badań, wiedza z nich płynąca wystarczająco zniechęciła mnie do MM.
      http://zielonyzagonek.pl/mleko-modyfikowane/

      Usuń
    2. Przeczytam w wolnej chwili na pewno.
      Ale co w sytuacji gdy mleko mamy kończy się a maluszek ma zaledwie 3 m -ce?

      Usuń
    3. Z moich doświadczeń największa ilość znajomych mi mam, decyzję o zaprzestaniu karmienia podjęły właśnie w pierwszych trzech miesiącach życia dziecka. Powody, dla których uzasadniały tą decyzję to najczęściej obawa, że ilość pokarmu jest niewystarczająca, trudnościami w trakcie karmienia albo ulegając wpływowi "życzliwej" osoby namawiającej do dokarmiania MM. Wszystkie te powody można by było skorygować w trakcie jednej wizyty u doradcy laktacyjnego. Sama korzystałam z porady takowego i dziś jestem przekonana, że jeśli mama chce karmić, to będzie to robić, niezależnie od problemów pojawiających się na jej mlecznej drodze :) Uściski dla Ali i Mani :)

      Usuń
    4. Nie nie chodziło mi o sytuację w których koniec karmienia jest od nas niezależny.Osobiście tez nie zgadzam się z karmieniem mm gdy nie ma ku temu powodów. Sama jednak walczyłam o karmienie naturalne i przy Mani nie udało się mimo wielu prób .Zrobiłam co mogłam a mleko po prostu się skończyło.I co wtedy?Nie mogłam przecież wprowadzić zup bo była za mała.
      Ale rozumiem że nie o takiej sytuacji mówimy.
      Buziaki dziewczyny od nas:)

      Usuń
  3. Temat mm to jak kij w mrowisko:-) jestem tez przeciwnikiem, synka karmilam 2 lata bez kilku dni, nie wyobrazm sobie karmic mm noworodka..

    Za to daje obiadki ze sloiczka. Dlaczego? Nie potrafie zbyt urozmaicenie gotowac,tez oracuje, zatem mniej czasu,ale nadrabiam w weekendy, a synek nie chce jesc tak chetnie domowego jedzenia. Woli sloiczki,i nie chce probowac domowego,niesttety...

    Podxiwiam Cie za pasje do gotowania i swiadomosc,ze to co robisz jest najlepszym startem dla Twoich corek. W temacie slodyczy mamy takie samo zdanie, moj syn nie jadl nigdy lizakow, cukierkow czy czekolady.
    Aby wiecej takich swiadomych mam!

    OdpowiedzUsuń