poniedziałek, 1 września 2014

Trudne dni.

Miarą siły rodziny jest to, jak radzą sobie jej członkowie w czasie choroby. Choroby, która dotyka wszystkich naraz. Doświadczyło nas to w ostatnich dniach sierpnia. Wirus łamał nas wszystkich dzień po dniu, aż w końcu wszyscy zalegliśmy bez siły. Już dawno nie czułam takiej niemocy, przez 3 dni nie mogłam zbić u siebie bardzo wysokiej gorączki. Jeśli dodać do tego dreszcze, zawroty głowy, bóle mięśni, zatok, gardła i ogólną słabość, to już w ogóle tworzy się ciekawa opowieść. Pozostali szczęśliwie nie mieli tak wysokiej gorączki, ale poziom marudzenia, złości, braku apetytu, płaczu, wrzasku, irytacji, gniewu i zmęczenia, wspiął się między nami na wyżyny. Przez kilka dni nieustannie biegaliśmy z odkurzaczem (aspirator akatarek), inhalatorem, maściami, sprayami, syropami, kroplami, chusteczkami. Noc nie przynosiła wytchnienia. Alicja zamieniała się w małą strażacką syrenę alarmową, a więc na zmianę nosiliśmy, kołysaliśmy, tuliliśmy, wyciszaliśmy. Helenie zaś trzeba było wiele razy zmieniać pościel i ją kąpać, gdyż spływająca do gardła wydzielina wywoływała u niej wymioty. 

Kiedy dotyka nas taka kumulacja złego, cały świat wydaje się mocno melancholiczny. Te trudne dni zmieniły nas w znerwicowanych zombie. Strzępki snu, które udało nam się podczas nich pozyskać dla siebie, nie dawały żadnego wytchnienia. Chyba nawet jeszcze bardziej rozdrażniały. Znieczulica nas dopadła. I chyba żeby jeszcze bardziej się pogrążyć, zaczęliśmy sobie przypominać ten czas sprzed dzieci, kiedy będąc chorym kładło się po prostu do łóżka, spało i odpoczywało. Ba, nawet zjadało się przygotowany przez rodziców/partnera/małżonka rosołek i wracało się do cieplutkiego łóżeczka. Niektórzy marzą o wakacjach w Grecji albo o nowych samochodzie, my marzyliśmy o kilku godzinach niezmąconego płaczem dzieci snu. 

Marzenie spełniło się przedwczoraj. Spaliśmy w nocy, uwaga! pięć godzin. Z jedną przerwą co prawda, ale mimo tego, było to niemal jak klepnięcie w plecy przez osobistego trenera dla naszego samopoczucia. Choroba w rodzinie ma w sobie element terapeutyczny. Nie pozabijaliśmy się, nikt się nie wyprowadził, nikt nie wyrzucił z siebie słów, których trzeba by było żałować. Dziewczynki wyzdrowiały i mają się dobrze. Helena debiutuje dziś w przedszkolu. Alicja odsypia nieprzespane noce. Mao przedłużył urlop i również odsypia, zdrowieje. A ja, po tygodniowej absencji od komputera, robię w końcu to, na co wcześniej po prostu brakowało czasu. Zdrowia dla wszystkich!  

4 komentarze:

  1. Nawzajem duzo zdrowka dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze że już pozdrowieliście to koniec wakacji nie był zaciekawy za to teraz będzie tylko lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy jest się rodzicem to właśnie najprostsze rzeczy jak sen są marzeniem czasem tak odległym...
    Cieszę się, że już jesteście zdrowi, teraz oby tak dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  4. no to nie za ciekawy finał lata... u nas marzenia podobne :)

    OdpowiedzUsuń