czwartek, 24 lipca 2014

Lato to okres, kiedy jest za gorąco, aby robić to, na co w zimie było za zimno.

Lato nie jest moją ukochaną porą roku. Nie lubię upałów, nie znoszę przebywać długo na słońcu, nie opalam się. Irytują mnie tłumy ludzi w parkach, nad jeziorem, a nawet w moim ukochanym lesie. Nie przepadam za lepkością skóry wysmarowanej filtrami, nie lubię komarów, ani mokrej pościeli po dusznej nocy. Ta nielubiana przeze mnie pora roku nie broni się nawet tym, że wkłady do pieluch wielorazowych schną w kilka godzin oraz ogólną dostępnością sezonowych owoców i warzyw. Nie lubię i kropka.

Ale czego nie robi się dla dzieci. Lato to przecież ich czas na przygody, na długie wyprawy, na poznawanie nowych miejsc, na radość, na naukę i zabawę. Dlatego co rano pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Najczęściej nasze nogi niosą nas nad jezioro. To w mojej ocenie niemal idealne miejsce dla małych dzieci. Chłodzimy się w wodnym parku, budujemy zamki na piasku, bawimy się na placu zabaw i zajadamy letnie przysmaki. Ale przede wszystkim cieszymy się ze spędzonego wspólnie czasu. I w zasadzie moglibyśmy pozostawać na tym małym kawałku raju całe dnie, gdyby nie psuła go obecność innych ludzi. Ludzi, którym słońce wypala w głowie wyobraźnię. I to masowo.

Byliśmy świadkami różnych zjawisk wynikających z niefrasobliwości rodziców i opiekunów. Jednak najbardziej irytował mnie widok spalonych na raczka małych dzieci. Zaobserwowałam, że niewielu dorosłych używa filtrów do ochrony skóry swoich podopiecznych. A przecież przy tak ostrym słońcu bardzo łatwo o poparzenie słoneczne. Jeśli rodzice są masochistami i nie uznają kremów, to ich wola, ale serwować dziecku ból i narażać na gorsze konsekwencje, to już głupota.

Odrębnym tematem jest lekkie traktowanie golizny wśród najmłodszych. Miałam wrażenie, że tylko mnie niepokoi widok nagich dzieci po plaży. I to nawet tych starszych. A przecież dzieci to mali ludzie, też mają swoje prawa do intymności, bezpieczeństwa i higieny. Przede wszystkim higieny.

Byłam świadkiem wielu przejawów bezmyślności i lekceważenia. Na sam koniec pozostawiłam sobie zjawisko braku kontroli. Miałam wrażenie, że niektórzy rodzice przyjechali nad jezioro dla samych siebie. Ich dzieci przemieszczały się po całej plaży bez jakiegokolwiek nadzoru. Same brodziły w wodzie i wcielały w życie każdy, nawet najbardziej bezmyślny pomysł. Rodzice w tym czasie zajęci byli wpatrywaniem się w ekrany swoich telefonów, sączeniem piwa, czy po prostu rozmową lub spaniem. Tam gdzie jest woda, tam jest ryzyko utonięcia. Niewiele potrzeba do tragedii, czasami chwila nieuwagi.

Nie lubię lata. Wysokie temperatury sprawiają, że niektórzy stają się zbyt wyluzowani, mało czujni i lekceważą sytuacje, które mogą się skończyć nieszczęściem. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że konsekwencje za brak wyobraźni swoich opiekunów ponosi dziecko. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa, a kto tego nie rozumie, bądź lekceważy, niech lepiej zostanie w domu.

5 komentarzy:

  1. A ja lubię lato, uwielbiam wręcz. Kocham zapach olejków do opalania, grzejące słoneczko na twarzy, chłodny prysznic wieczorem. I nawet ten tłum też lubię, bo dzięki temu moje dzieci zawsze sobie jakąś koleżankę/kolegę przygruchają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie tylko na plaży dzieci sa zostawione same sobie przez rodziców, u nas na placu zabaw jest to nagminne matka na ławeczce pali papierosy a jej dziecko w piaskownicy zasmarkane bez swoich zabawek zabiera je innym dzieciom a matka tego nie widzi, można wymieniać i wymieniać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie lato mogłoby się nie kończyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj w klubie kochana! też nie lubię lata, chyba, że temperatura nie przekracza 18-20 stopni. I dlatego staram się wyjeżdżać na wakacje poza sezonem...Nie opalam się, dzieci wysmarowane w czapkach i koszulkach.:)
    Zgadza się, dzieci trzeba pilnować, zwłaszcza te małe- wystarczy sekunda nieuwagi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lato kocham. A co do bezmyślnych rodziców... Pojawiają się o każdej porze roku. Niestety.

    OdpowiedzUsuń