środa, 14 maja 2014

Pierdziołkomania!

Odkąd pojawił się u nas w domu, a było to dokładnie rok temu, przewrócił nasz bibliofilski świat do góry nogami. Pan Pierdziołka, bo o nim tu mowa, to nadal niekwestionowany lider wśród wszystkich książeczek w bibliotece Helenki. Pierwszy i drugi tom pana Pierdziołki niemal codziennie znajduję w jej rękach. Dziś możemy pochwalić się umiejętnością recytowania wszystkich wierszyków i rymowanek, które kryją się w ich wnętrzu. Obie książeczki to naprawdę majstersztyk wśród literatury dla dzieci. Dlatego kiedy usłyszeliśmy, że Partner naszego bloga, Wydawnictwo Zysk i S-ka, w odpowiedzi na liczne zapytania o losy Pana Pierdziołki, postanowił wydać jego kolejny tom, to niemal zatańczyłyśmy z radości.  

Jeśli kiedykolwiek mieliście w rękach wcześniejsze tomy, to raczej nie muszę polecać Wam tej nowej książeczki, bo pewnie bez mrugnięcia oka ją nabędziecie. Pozostałym chciałabym ją rekomendować jako obowiązkową pozycję każdej domowej biblioteczki. Od wczoraj wraz z Heleną cieszymy się przedpremierowym egzemplarzem "Sny i tobołki pana Pierdziołki" z fenomalnymi ilustracjami Kasi Cerazy. Przeczytałyśmy ją kilka razy i będąc szczera nie wiem, kto jest bardziej zachwycony jej lekturą. Ja, czy Helena. 

Książeczka podobnie jak jej poprzedniczki bogata jest w kolejną porcję rymowanek sięgających czasów naszego dzieciństwa. Lecz nie tylko. "Sny i tobołki pana Pierdziołki" podzielona została na trzy części. Dział si bon si bon poświęcony jest wierszykom, rymowankom i śpiewankom. Natrafiłyśmy w niej na kilka znajomych wierszy i piosenek, aczkolwiek największy chichot Heleny rozlegał się w trakcie słuchania zupełnie nieznanych jej rymowanek:

Szedł sobie kotek kulawy drogą, 
Antek sadysta kopnął go nogą.
"Ach, ty hultaju, w ząbek szarpany,
Pójdę naskarżyć do twojej mamy".

Ja zaś parskałam śmiechem z nieco katastrofalnych żartów:

Na podwórzu jest kałuża,
Coś z kałuży się wynurza.
Oczy, uszy pełne błota.
Ni to lew, ni hipopotam.
Dzieci krzyczą, to nasz tata,
Przecież dzisiaj jest wypłata.

albo

"Cóż to leży za placuszek?",
Pyta mały Tadeuszek.
"A to tatko nasz kochany,
Przez samochód rozjechany".

Druga część książeczki nosi tytuł Tralalala. Wyliczanki niegrzeczne i znajdujemy w niej rymowanki ostrzejsze, które nadają się raczej dla starszych dzieci. Ostatnia Senski penski. Narodowa mozaika to rymowanki poświęcone naszym zagranicznym sąsiadom, wśród których o zgrozo pojawiły się nawet żarciki o Adolfie H. Groteskowość wszystkich tomów pana Pierdziołki wzmacniają specyficzne ilustracje Kasi Cerazy. To one wzbogacają ich charakter i sprawiają, że Pierdziołkomania trwa w najlepsze i z pewnością nie grozi jej czytelnicze zapomnienie.

Link do recenzji wcześniejszych tomów: Jak Pan Pierdziołka oczarował mamę.

Premiera książki już za 5 dni. Szukajcie ją w księgarniach lub na stronie sklepu internetowego Wydawnictwa Zysk i S-ka.



9 komentarzy:

  1. Właśnie zastanawiałam się, czy Pan Pierdziołka ma znaleźć się u nas w domu :) Tak!

    OdpowiedzUsuń
  2. oj widziałam ja i jest w drodze do nas, naprawdę nieliczna książka z której ja śmieję się jak dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne ilustracje, chociaż tej ostatniej to moja Pati mogłaby się pzestraszyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha coś tak czuje że będzie to hit i u nas :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiamy!!! Razem z moją mamą i babcią :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to chętnie po nią sięgnę ;) !

    OdpowiedzUsuń
  7. interesująca książeczka :)ładnie opisałaś :)
    ależ Helenka ma cudne loczki :)
    trochę mi brakuje u mnie kokardek,no ale jakies tam loczki też są ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jednak zostanę przy Brzechwie,nie zrozumiem fenomenu tej książki nigdy.

    OdpowiedzUsuń