poniedziałek, 5 maja 2014

Opowiem wam o moim smutku. Po swojemu.


W pierwszym roku życia dziecka koncentrujemy się niemal wyłącznie na jego rozwoju fizycznym. Każdego dnia obserwujemy jego aktywność i z radością rejestrujemy wszystkie zmiany. Cieszy nas to, że rośnie, samo uczy się zmieniać pozycję leżenia, siada, wstaje, raczkuje oraz chodzi. Jeśli zaś chodzi o rozwój emocjonalny, początkowo naszą uwagę ograniczamy do oceny zachowań skupionych wyłącznie wokół śmiechu i płaczu. Kiedy niemowlę staje się małym dzieckiem, jego zadowolenie i rozżalenie ma znacznie więcej odcieni i znaczeń. Oczywiście, niektóre dzieci długo jeszcze artykułują swoje emocje jedynie gestem, ruchem ciała. Ale bywają i takie dzieci, które dość szybko uczą się werbalnie mówić o swoich uczuciach. 

Helena ku naszej radości zaczęła mówić bardzo szybko, a zasób jej słów zwiększał się lawinowo. Obecnie, jako 2,5 latka komunikuje się przyzwoicie i mówi pełnymi zdaniami. Pomimo to, bardzo długo to ja próbowałam interpretować jej emocje i mniej lub bardziej celnie, starałam się je nazywać po imieniu. Na samodzielne komunikaty o swoich emocjach Helena kazała nam czekać dość długo. A kiedy zaczęły się one w końcu pojawiać, nie zawsze były dla mnie zrozumiałe. Bo na przykład, był taki etap, który charakteryzował się tym, że kiedy dopadała ją frustracja, wypowiadała słowa: - zgubiłam klucz. Ponieważ nigdy nie zdarzyła nam się przygoda z utratą kluczy, zupełnie nie rozumiałam skąd te negatywne uczucia łączyły się w jej głowie z takim oto wydarzeniem. Z każdym dniem coraz częściej słyszałam z jej ust słowa precyzyjnie i zrozumiale opisujące to, co w danej chwili czuje.

Zmierzając do zakończenia tej przydługiej opowieści o nazywaniu emocji, chcę podzielić się z Wami słowami, które usłyszeliśmy z jej ust wczorajszego dnia. A wierzcie mi, rozbawiły nas one setnie. Otóż odrobinę znudzona zabawą w domu Helena, patrząc przez okno balkonowe na obficie padający deszcz, powiedziała: - Jest mi dziś smutno. Nie mam urodzin. Nie przyszli goście. Nie ma prezentów. Nie ma tortu i balonów. Po czym, jakby nic się nie stało, wróciła do układania puzzli. Zamurowały nas te słowa, a chwilę potem wybuchnęliśmy rechoczącym śmiechem. Było to niewątpliwie najbardziej oryginalne wyznanie przygnębienia, jakie kiedykolwiek słyszałam z jej ust. Ale to nie koniec opowieści. Dzisiejszy ranek należał to tych arcyradosnych i kiedy po śniadaniu wygłupiałyśmy się na łóżku, Helena powiedziała: - Mamusiu jestem szczęśliwa. I po chwili dodała: - Mam urodziny. Przyjdą goście. Będzie tort i prezenty. Tym razem Helena śmiała się ze swoich słów wraz ze mną. Zapytam zatem jak Wy się dziś czujecie? I proszę, nie zawiedźcie mnie oczywistymi odpowiedziami.

15 komentarzy:

  1. Nic nie powiem, żeby nie zepsuć nastroju, który mam po przeczytaniu tego pięknego tekstu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się pod tym podpisuję ;)

      Usuń
    2. to ja również się podpisuję pod tym :)

      Usuń
  2. Ja zdecydowanie nie mam dziś urodzin, bo mi smutno , gdyż wróciłam z cudownego urlopu i już tęsknię za morzem i zapachem gofrów.. Żal mi, że nasze "wakacje" się skończyły i trzeba było wrócić do szarej codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będą balony, tort, prezenty i gości - tak się czuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A u nas dzisiaj cieplutko i leniwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie też rozbawiły te słowa :)
    a nie była zawiedziona barkiem gości, balonów etc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goście się pojawili, ale o balonach i torcie zapomniała :)

      Usuń
  6. A ja zazdroszczę tej komunikacji z dzieckiem. Mój synal nic nie chce mówić, nie chce powtarzać nic... Sama nie wiem skąd to, bo ja gaduła jestem, więc chyba po mężu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nadrabia w innych aktywnościach :)

      Usuń
  7. Ja czekalam na pierwsze slowa syna dlugo... i zaraz po skonczeniu 3 lat ruszyla lawina... przyczynkiem byl, tak mysle, szpital. Bardzo przezyl moj pobyt i po tygodniu uslyszalam "mamusz kofam cie choc do domu juszz.." poplakalm sie... to byl najmocniejszy wybuch smutku do tej pory u niego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja czekalam na pierwsze slowa syna dlugo... i zaraz po skonczeniu 3 lat ruszyla lawina... przyczynkiem byl, tak mysle, szpital. Bardzo przezyl moj pobyt i po tygodniu uslyszalam "mamusz kofam cie choc do domu juszz.." poplakalm sie... to byl najmocniejszy wybuch smutku do tej pory u niego.

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest cudowne, kiedy dziecko wyraża swoje uczucia. Ja wciąż słyszę od mojej córki, zdania mamo dzisiaj jestem uśmiechnięta, albo nudzi mi się. mówi co czuje w danej chwili. I to jest arcy ważne, kiedy dziecko dzieli się swoimi emocjami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze może świętować jak w Alicji z Krainy Czarów - codziennie swój dzień nieurodzin ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No ja jeszcze przed chwilą nie miałam urodzin, ale teraz już mam. I nie wiem, czy to piwko tak podziałało, czy czytanie pozytywnych tekstów :)

    OdpowiedzUsuń