wtorek, 6 maja 2014

Kciuki w górę.

Historia lubi się powtarzać. Alicja podobnie jak Helena wzgardziła smoczkiem, a wszystkie moje próby przekonania ją do tego syntetycznego ustrojstwa, spotkały się co najwyżej z jej złością, a czasami nawet rozpaczliwym szlochem. Nic na siłę pomyślałam. Helena potrzebę ssania zaspokajała na mojej piersi, dedukowałam, że i tym razem będzie podobnie. Sama zainteresowana zaskoczyła nas innym rozwiązaniem, odnajdując się w ssaniu swoich słodziutkich kciuków.

Nie odkryję Ameryki pisząc, że potrzeba ssania u niemowlaka jest ogromna. W zasadzie jest najsilniejszym jego nawykiem sięgającym aż osiemnastego tygodnia życia płodowego. Powszechnie wiadomo również, że ponowne odkrycie kciuka to kamień milowy w rozwoju niemowlaka. I to właśnie stało się w ubiegłym tygodniu. Alicja spojrzała na swoją rączkę i postanowiła spróbować jak smakuje ten śmieszny, wystający palec zwany kciukiem. Doświadczenie się udało, czynność została wielokrotnie powtórzona i zapamiętana. Od tego czasu kciuki stały się najmilszym sposobem rozładowania emocji. Ssie je przed zaśnięciem, kiedy robi się zmęczona, w chwilach kiedy odzywa się w niej głód, złość, nuda. W jakieś mądrej książce przeczytałam, że silne unerwienie górnych dziąseł niemowlaka i stymulowanie ich własnym kciukiem, daje mu ogromną fizyczną przyjemność. Stąd zrozumiałe, że ta raz odkryta rozkosz tak szybko stała się nawykiem.  



Wraz z tym nowym zwyczajem obudziła się we mnie obawa, że to ssanie pozostanie jej przez cały okres dziecięcy i zaczęłam odczuwać niepokój o zgryz Alicji w przyszłości. Sięgnęłam do literatury i natychmiast przyszło na mnie uspokojenie. Otóż większość ortodontów twierdzi, że ssanie kciuka nie ma większego wpływu na zgryz w dziecięcej buzi. Wpływ ten pojawia się wyłącznie w przypadku dzieci, które mają predyspozycje do słabego zgryzu. Natrafiłam również na opinie psychologów dziecięcych, którzy uważają, że ssanie kciuka jest niezwykle przydatne w nauce umiejętności samo-uspakajania się niemowlaka. Cóż, wszystko wskazuje na to, że nie ma co walczyć z naturalną potrzebą córki. Co więcej, nie wyobrażam sobie wdrażać w życie propozycji spotykanych na forach internetowych dotyczących oduczania ssania kciuka. Pomysły ekspertów Nie-znam-się-ale-się-wypowiem dalekie są od moich standardów postępowania z dzieckiem. Krępowanie rąk? Zakładanie rękawiczek? Smarowanie rąk jakąś ochydą? O nie, dziękuję! Jestem cierpliwa, postoję, poczekam. Kciuki nie lizaki, nic im nie będzie.

15 komentarzy:

  1. Jak chce to niech ssie :) Słodziutka panienka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Junior też nie tolerował smoczka i nawet mnie to cieszyło, ale nie potrzebował zastępstwa w postaci kciuka, więc ten "problem" mieliśmy z głowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgryz to jedno, ale stan palca i paznokcia na kciuku to inna sprawa... Sama jestem przykładem i nie jestem zadowolona z moich paznokci :/
    Miejmy nadzieję, że małej szybko przejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właściwe podejście.
    Śliczna ta wasza Alusia.

    OdpowiedzUsuń
  5. No pewnie,masz rację :)
    foto słodkie :)Ala ślicznota,jak Helena :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne zdjęcie, bo że Córka piękna, to oczywiste :) U nas i smoczek i kciuk są be i tylko pierś pomaga, albo przytula się i bez niej zasypia, ale jednak ja muszę być i to najlepiej, żeby mógł jakiejś części ciała dotknąć, bo przez bluzkę, to już nie jest to samo. Starszy z moją bluzką zasypiał, bo o zapach chodziło i do tej pory jak się denerwuje, czy jest zmęczony, to po nią sięga, przytula się i zalicza odlot ;) Mam takie dwie specjalnie dla niego i mu je jedynie wymieniam i piorę. Ważne, że działa. Kciukiem też bym się nie przejmowała, ważne, że znalazła swój sposób i potrafi sama się zrelaksować i uspokoić. No i na smoczki już nie wydasz ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas Bartek nie rozstaje się z kciukiem.Doi jednego i drugiego na przemian,odkąd jednego tak wyssał,że miał jedną ranę.Nie ma sposobu na to,chyba samo musi przejść.Ja wypróbowałam już chyba wszystkie mądre rady.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja córka też nie lubi smoczka, przynajmniej na razie, syn też długo nie chciał, potem jednak się przekonał, natomiast po skończeniu roku sam zrezygnował ze smoka-znaczy wyrzucił go, potem sobie o nim przypomniał, ale ja już mu nie dawałam. Kciuka nie ssał .

    OdpowiedzUsuń
  9. Śliczniusia :-))
    z kciukiem jest jedne problem - trudniej odstawić ;-)
    niektóre dzieci też mają tak silny odruch ssania ze przy długim ssaniu kciuka niestety go odkształcają ... dlatego trzeba to kontrolować ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam kiedyś pogłoskę, że ssanie kciuka jest o tyle niebezpieczne, że dziecko robiące to nagminnie może sobie wyżłobić dziurę w podniebieniu i przez to mieć jakieś problemy ortodontyczne i logopedyczne, ale że moje dzieci smoczkowe to nie zagłębiałam się w temat. Pewnie Ty wszystko dokładnie już sprawdziłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Śliczna córcia! A ssanie kciuka-faktycznie, dobry samouspokajacz. Mój nie używał ani smoczka, ani kciuka, więc jak się budził, to nawoływał mnie- nie muszę mówić, że tak jest do dziś, więc nocki mam zarwane mimo tego, że młody ma 19 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje dzieci też bezsomkowe. A czy kciuk ssały? Rany nie pamiętam, ale na pewno nie stosowałam kciukoodstraszaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiedzi
    1. Dziś używa kciuka wyłącznie przy zasypianiu. Choć nie zawsze. Na szczęście coraz częściej o nim zapomina.

      Usuń