poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Trwaj tyl­ko w słońcu, bo nic piękne­go nie rośnie w ciemności.

Nie bez powodu w tytule postu pojawiły się te słowa Schillera, bowiem dziś słów kilka o słońcu, witaminie D i syntezie skórnej. Zagadnienie pojawiło się w mojej głowie nie bez powodu. Ostatnich kilka bardzo ciepłych, żeby nie powiedzieć upalnych dni sprawiła, że w końcu odsłoniliśmy to i owo w naszej garderobie i bez skrępowania oddaliśmy się pieszczocie rozkosznego słońca. 

Zabawa dzieci w piaskownicy to okazja do nawiązania niewymuszonych i całkiem sympatycznych rozmów ich opiekunów. Wiele się można nauczyć w trakcie takich towarzyskich pogaduszek. Czasami wywiązują się naprawdę arcyciekawe rozmowy. Dziś, pomimo całkiem ponurego dnia, wypłynął temat produkowanej pod wpływem słońca w naszej skórze witaminie D. I uwierzcie mi, ile osób zabrało głos w tej dyskusji, tyle teorii na ten temat. I tak usłyszałam, że tylko w temperaturze powyżej 25 stopni ciepła zachodzi owa synteza. Inna pani przeczytała gdzieś, że trzeba ponad godzinę się wystawiać na działanie mocnego słońca. Najbardziej ekstremalną teorię wygłosił całkiem miły starszy pan, który stwierdził, że te słońce musi przedostać się przez głowę, dlatego dzieci powinny często ściągać czapki. No cóż, po kwadransie słuchania takich koncepcji już sama nie byłam przekonana o swojej nieomylności w tym temacie. 

Po powrocie do domu sprawdziłam i odetchnęłam z ulgą. W naszej szerokości geograficznej synteza skórna jest możliwa już od miesiąca kwietnia, aż do samego września, pod warunkiem bezchmurnego nieba oczywiście. Ekspozycja ciała powinna wynosić nie mniej niż 18% jego powierzchni, zatem odsłonięte przedramiona i nogi wystarczają w zupełności. Optymalna jest 15 minutowa kąpiel słoneczna w godzinach od 10.00 do 15.00. Oczywiście nie można w tym czasie stosować filtrów ochronnych. Kremy te niemal całkowicie redukują syntezę skórną. Dlatego staram się smarować dzieci już na spacerze, wtedy mam pewność, że zanim filtr zacznie działać słońce zrobi już swoje. 

Zaraz mi ktoś zarzuci, że przecież wystarczy wprowadzić do diety dziecka ryby, jaja i mleko i już mamy problem niedoboru witaminy D z głowy. Ktoś inny powie, że słońce to zło ostateczne i należy się przed nim nieustannie chować. Obligatoryjnie też zobowiązuje się opiekunów dzieci karmionych piersią do suplementacji tej witaminy przez pierwszy rok życia niemowlęcia. I nie będę z tymi tezami polemizować, zgadzam się z nimi całkowicie. Odpowiednia dieta to najlepsza profilaktyka zdrowia i na co dzień przykładam do tego dużą uwagę. Mimo to są okresy w życiu dziecka, kiedy ma mniejszy apetyt i nie zawsze entuzjastycznie zjada przygotowane przez nas posiłki. Czasami te okresy się przedłużają. Czytam również sporo raportów według których około 80% dzieci w Polsce są nieprawidłowo odżywiane i mają znaczące braki tej jakże ważnej witaminy. Sam Instytut Matki i Dziecka w Warszawie alarmuje, że właściwie jedynie dzieci do pierwszego roku życia żywione są zgodnie z zaleceniami.  Jeśli dodamy do tego fakt, że dzieci spędzają coraz mniej czasu na świeżym powietrzu, robi się już całkiem nieprzyjemnie. A zatem powstaje pytanie: Czy 15 minut na słońcu bez filtra, narażą moje dzieci na skutki gorsze, niż konsekwencje wynikające z braku witaminy D? Nie uważam, żeby tak było! A może macie odmienne zdanie na ten temat? Podzielcie się nim!

8 komentarzy:

  1. hm, co do wit D, to jeden lekarz mi mówił-suplementować do maja, drugi mówi, suplementować do 3 roku zycia. Komu wierzyc? suplementuję... Co do słońca, to wiadomo, ze to najlepsza witaminka D;) Tylko nie wiedziałam o tych 18%, jak na razie dosc chłodno, więc na pewno tyle ciała młodemu nie odkrywam.;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podawałam wit. D synowi do końca pierwszego roku życia, a teraz jak najwięcej przebywamy na dworzu i na słońcu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też podawałam wit. D, ale przebywanie na słońcu też jest bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Małemu witamine D podaje w kropelkach i w jedzeniu. Ale niestety odziedziczył po mnie bardzo jasną karnacje więc też będzie musiał się smarowac dużą ilością kremu :/ Jak narazie i dzięku Bogu nie ma takich problemów. Ale i tak unikamy d,luższego przebywania na słońcu...

    OdpowiedzUsuń
  5. też wyskakujemy na kilka-kilkanaście minut bez filtrów na słońce w tych mniej gorących porach

    OdpowiedzUsuń
  6. http://theeniczka.blogspot.com/ Zapraszam do mojego małego świata :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My wystawiamy sie jak tylko słońce się pokaże , bo u nas zawiele go nie ma ;)
    Nam radzą podawać witaminki dopiero po roku , tak dla ciekawosci dodam .

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bardzo rzadko przed spacerem czy wyjściem na plac zabaw smaruję dzieci kremem z filtrem. Ale staramy się nie wychodzić między 12:00, a 15:00 jak jest skwar. A nie ukrywam, że smarujemy się w zasadzie tylko w lato, gdy eksponujemy niemal całe ciało - nad wodą.
    Z niczym nie można przesadzić i tylko zdrowy rozsądek nas uratuje. A na szczęście Twoim dzieciom Ty go posiadasz :)

    OdpowiedzUsuń