niedziela, 20 kwietnia 2014

To moje!

Wszystko zaczęło się w dniu, kiedy przyniosłam z piwnicy karton starych zabawek. Zachomikowałam w nim pluszaki do gryzienia, cacka piszczące, szeleszczące, świecące i grające. Ot mały raj dla niemowlaka. Kiedy tylko uporałam się z ich odświeżeniem i przyniosłam je do pokoju dziewczynek, moim oczom ukazał się nieskrywany zachwyt na twarzy Heleny. Nie wiem, czy jego źródłem był sentyment do tych zapomnianych zabawek a może po prostu sam fakt pojawienia się aż tylu nowych przedmiotów do zabawy. Helena przepadła na cały dzień, zabawiając się przyniesionymi przeze mnie przedmiotami, a ja otrzymałam piękny prezent w postaci odrobiny luźnego czasu dla siebie. Nawet nie sądziłam, że oto właśnie sama, na własne życzenie, włożyłam palec w paszczę lwa.

Następnego dnia w czasie naszych wspólnych igraszek na dywanie wyciągnęłam z pudełka kilka przyniesionych zabawek i zaczęłam je pokazywać Alicji. Nagle Helena porzuciła książkę, którą wówczas czytała i wyrwała z moich rąk zabawki, twierdząc dość stanowczo, że należą one do niej. Jej zachowanie zaskoczyło mnie zupełnie, tym bardziej, że przynosząc te zabawki, dałam jasny komunikat, że od teraz będzie się nimi bawić Alicja. Skąd wzięło się w niej to zupełnie nieznane wcześniej uczucie? Odkąd pamiętam uczyliśmy ją dzielić się wszystkim. Podczas zabawy z rówieśnikami również nie zauważyłam większych problemów z oddawaniem zabawek. Jak widać umiejętność podzielenia się czekoladą to zdecydowanie łatwiejsza czynność, niż oddanie młodszej siostrze swojej zabawki.

Pochyliłam się nad zagadnieniem socjalizacji Heleny w tym wąskim zakresie nauki dzielenia się. Nie chcę, aby edukacja w tym zakresie, przyjmowała formę nakazów i poleceń w stylu: "Daj jej te zabawki, jesteś starsza i nie musisz się już nimi bawić", albo "Należy się dzielić i natychmiast daj jej tą zabawkę". Niezwykłym refleksem wykazał się Mao, który w czasie sceny wyrywania przez Helenę z rąk Alicji grzechotki, zabrał ją do pokoju i opowiedział jej bajkę o dziewczynce, która posiadała cały pokój zabawek, ale ponieważ nie potrafiła się nimi dzielić z innymi dziećmi, skazana była na samotną zabawę, gdyż żadne dziecko nie chciało jej towarzyszyć. Usłyszana bajka nie podziałała od razu, ale odrobinę złagodziła problem.

Zastanawiałam się jak zabrać się za ten temat i wypracować swój autorski sposób nauki tej jednej z wielkich reguł porządkujących świat Heleny. Chciałabym nauczyć ją szacunku do własności, zachęcając do dzielenia, zamiast nakazując jej tego. Najlepiej to dać jej wybór. Znacznie lepiej brzmi: "Te zabawki kupiliśmy Tobie, ale jeśli zechcesz to możesz je oddać Alicji". I nieustannie ją chwalić za każdym razem, kiedy się podzieli. To niewąptliwie jest powód do dumy. Bo życie małego dziecka to pasmo wielkich wyzwań. A co jeśli Helena zdecyduje się nie dzielić? Wtedy będę musiała to uszanować.

Reasumując, nikt nie mówił, że uczenie zasad współżycia jest tak niewdzięcznym i trudnym zajęciem. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce panna Helena bezboleśnie i mądrze opanuje znaczenie słów "moje" i "twoje". Pomyślałam sobie również, że to właściwy czas na objawienie się tego egoistycznego zachowania. Właśnie teraz, kiedy Alicja nie rozumie jeszcze, dlaczego siostra zabiera jej zabawki. Szkoda by było, żeby tej nauki Helena musiała doświadczyć dopiero w przedszkolu, gdyż wtedy nie będę miała w tym udziału i żadnego wpływu na jakość tej nauki.

5 komentarzy:

  1. U nas było bardzo podobnie, starszemu bardzo spodobały się "świeże" zabawki. Ale kluczem do sukcesu było jedno - odnieśliśmy sie do jego potrzeby bycia starszakiem, "dojrzałym" bratem, a te zabawki są przecież dla maluchów. I podziałało. Bawili się razem ale bez wyrywania sobie z rąk. Tylko oczywiście kij ma dwa końce, brat pilnował żeby młodsza siostra nie podbierała mu jego zabawek i trzeba było tego mocno pilnować. Każde jednak zachęcaliśmy się do dzielenia się swoimi zasobami i jak na razie nauka nie poszła w las, dzieci się ładnie razem bawią, a wyrywanie sobie rzeczy jest znikome, ponieważ każdorazowo mówimy jakie są reguły dot. nowej zabawki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj u nas dzielenie się to spory problem dla młodszego. Ale starsza dzielnie świeci przykładem i to nas póki co ratuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Junior też nie potrafi się dzielić i ilekroć ktoś (jakieś dziecko) nas odwiedza, Synek nie chce dać się pobawić swoimi zabawkami, wyrywa i woła "moje". Nie wiem jak go tego oduczyć :(

    OdpowiedzUsuń
  4. czytam Twojego bloga już kilka dni od samego początku... dziś jestem przy tym poście i zastanawiam się jak teraz wygląda to dzielenie Helenki. U nas niestety starsza wyrywa wszystko co trzyma w ręku młodsza córka. Po upomnieniach jest różnie i czasem brak mi już sił do tłumaczenia, nie wiem na ile ono do niej dociera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest różnie. Chętnie dzieli się tymi mniej atrakcyjnymi zabawkami. Najgorzej jest z klockami lego. Wtedy najczęściej włącza się program "to moje klocki". Uparcie za każdym razem, kiedy widzę, że daje coś młodszej siostrze do ręki, chwalę ją za to głośno. Wie, że tego od niej oczekujemy. Jej umiejętność dzielenia się oceniam codziennie przy podsumowaniu dnia. Wypracowaliśmy w końcu taki system motywacyjny, który działa. Planuję już wkrótce napisać więcej na ten temat. Pozdrawiam

      Usuń