poniedziałek, 17 lutego 2014

Horrory laktacyjne.

Nie zamierzam przynudzać o tym, jak piękną czynnością jest dla mnie karmienie piersią. Nie będę rozwodzić się o korzyściach dla matki i dziecka, o powstawaniu tej więzi, która wg mnie ociera się o transcendentalność. O tych truizmach pełno jest w gazetach, filmach, czy zdjęciach. Dziś słów kilka o horrorach laktacyjnych, gdyż jestem przekonana, że każda z kobiet decydująca się karmić piersią spotkała się z choć jednym małym thrillerem ocierającym się o ten temat. 

Moim osobistym horrorem podczas karmienia pierwszego dziecka były wątpliwości. Do szaleństwa doprowadzały mnie pytania: Kiedy będę miała pokarm po cesarce? Czy dziecko się najada? Czy się prawidłowo przystawia? Dlaczego tak się denerwuje przy piersi? Czy ja w ogóle mam pokarm? A jeśli tak, to czy wystarczająco? Dlaczego cały dzień wisi u piersi? Czy jak wyjdę na spacer, to czy w jego trakcie nie zacznie wrzeszczeć, bo będzie głodne? itp, itd ... Wyzwolenie się okowów lęku i niepewności przyszło dopiero wtedy, kiedy przełamałam się i przyznałam się przed sobą, że nie jestem w stanie sama sobie z tym poradzić. Wtedy zaczęłam korzystać z usług prywatnego doradcy laktacyjnego. To była właściwa decyzja.

Dziś jest zdecydowanie inaczej. Doświadczenie 1,5 rocznego karmienia Heleny zrobiły ze mnie ostoję spokoju i wprawy. Karmienie stało się przyjemnością. Pogodzona jestem z wszystkimi niedogodnościami, które towarzyszą takiemu wyborowi: notoryczny brak snu, ograniczenia w ubiorze, nawały, ból i pękające sutki, ograniczenia dietetyczne oraz całkowite oddanie dziecku związane z mlecznym terrorem. Celowo użyłam tego słowa, bo technikę terroru do perfekcji opanowała już tygodniowa Alicja, która niezbyt jest zainteresowana akcesoriami zastępczymi takimi jak uspakajający smoczek i przy piersi spędza około 10-12 godzin dziennie. Każdorazowe usiłowanie odmówienia jej tej niewątpliwej przyjemności wiąże się z zdecydowanym sprzeciwem. Co zrobić, że dobre rady doświadczonych matek mających dwoje i więcej dzieci, są dla mnie nie do zrealizowania. Ja po prostu nie potrafię jej odmówić tej bliskości. Świadoma jestem również, że to stan przejściowy. 

Horrory laktacyjne zaczynają się chwile po porodzie i mogą trwać nawet kilka miesięcy. W szpitalach (niestety) kobiety nie mają dostępu do doradcy laktacyjnego, który mógłby nauczyć je w jaki sposób przystawić dziecko do piersi, opowiedzieć co nieco o praktycznych aspektach karmienia. Podczas pierwszej ciąży sama czytałam tony książek o laktacji i karmieniu, ale teoria teorią, a praktyka praktyką. Wokół karmienia piersią narosło w świadomości ludzi sporo mitów. Wiele kobiet, którym nie udało się lub nie chciały karmić piersią czują się pod presją otoczenia z tego powodu gorsze, męczą ich wyrzutu sumienia. Niedawno przeczytałam artykuł laktacyjnej aktywistki, że kobiety które nie karmią piersią kradną swoim dziecom coś bardzo cennego. I pomimo, że sama jestem wielką entuzjastką naturalnego karmienia, mam w sobie wiele sprzeciwu dla takich opinii. Jak można wmawiać kobiecie, że wskutek sztucznego karmienia jej dziecko będzie chorowite lub dopadnie je zaniżone poczucie wartości? Życzyłabym sobie, aby każda kobieta, niezależnie od wyboru techniki karmienia swojego dziecka, czuła się z tą decyzją wspaniale i w pełni przeżywała ten cudowny czas macierzyństwa. Lęki, horrory i wyrzuty sumienia niech wylądują w koszu wraz ze zużytą pieluszką.

13 komentarzy:

  1. przede wszystkim - gratulacje!
    poza tym - ciekawe są te doświadczenia związane z karmieniem drugiego dziecka.
    co do wzbudzania poczucia winy... fakt. nikogo nie powinno się oceniać. nie i już. i tak, jak napisałaś, w polsce mity na temat karmienia są wciąż żywe, nie wiem, jakim cudem przy takim nieograniczonym dostępie do wiedzy, ale są. a nie powinny. żyję w kraju, w którym mitów brak. odsetek karmiących piersią jest ogromny. jest git. a gdy któras kobieta nie karmi - nikt jej nie zwraca uwagi. taki ogólnonarodowy zen :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wspaniale,ze karmisz druga coreczke. a pierwsza karmilas poltora roku? ja jestem na etapie planowania drugiej ciazy i zastanawiam sie jak bedzie z.karmieniem. niestety syn ma 17 mcy niedlugo a ja nadal nie mam okresu. czy jest mozliwe ze nie uda sie karmic drugiego malucha? a brodawki pękaja przy karmieniu drugiego maluszka? myslalam,ze mnie to ominie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Helenę karmiłam 18 miesięcy. Czy uda Ci się karmić drugie dziecko? Myślę, że wszystko zależy od Twojej motywacji. Co do pękających brodawek, to szczęśliwie nie doświadczyłam tej niedogodności, ale kto wie, co przyniesie przyszłość :) Trzymam kciuki za sukces w staraniach i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja nie karmiłam Syna piersią w ogóle i nie miałam nigdy z tego powodu wyrzutów sumienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) nie karmię i nie mam. nie dałam rady temu terrorowi przy pierwszej córce. poddałam się po miesiącu. dla mnie, dla nas, szczęśliwie. decyzja słuszna, dobra i najlepsza.

      Usuń
  4. Oj tak tych wątpliwości przy karmieniu trochę było, ale miałam duże wsparcie i sama też szukałam odpowiedzi na swoje pytania. I tak karmiłam ponad 2 lata. To był super czas i cieszę się, że mimo początkowych trudności dałam radę. Mój synek podobnie jak Twoja córeczka na początku cały czas chciał ssać, ale potem się to uregulowało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Post bardzo trafnie napisany. Szkoda tylko, że kobiety w ciąży ze swoim pierwszym dzieckiem nie dopuszczają do siebie, że dziecko i karmienie to... nie bajka w bujanym fotelu. Potem narasta frustracja i smutek, bo nie jest tak różowo jak w kolorowych magazynach. Ja karmiłam krótko, walczyłam długo, ciągle mam wyrzuty sumienia, ale nic już nie zmienię. Świat się dla mnie nie skończył, choć na początku myśli doprowadzały do szału.

    OdpowiedzUsuń
  6. A u nas tym razem problem z karmieniem. Mała nie chce cyca. Odciagam pokarm ale to nie to samo i czuję, że to koniec.
    I smutno mi i kaca mam z tego tytułu strasznego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja Pyza też w typie broszki: wisi na mnie ile jej pozwolić.
    A jak Twoje cukry? Unormowały się po porodzie? Pytam bo to jeden z moich ulubionych aspektów karmienia piersią: zapotrzebowanie spada o połowę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłka z radością stwierdziłam, że cukrzyca znów postanowiła mnie opuścić. Powoli schodzę z Insulatardu, za kilka dni w ogóle nie będę już się kłóć, Novorapidem nie obstawiam posiłków od dnia porodu. Wczoraj godzinę po niemałej porcji serniku 101 mg/dl. 9 miesięcy na to czekałam - rozkosz :)

      Usuń
  8. pięknie napisane :)
    przy Drugim dzieciu wszystko łatwiejsze jest :)

    OdpowiedzUsuń