czwartek, 13 lutego 2014

Alicja po drugiej stronie lustra

Eric-Emmanuel Schmitt napisał: "Kochać to nie znaczy być szczęśli­wym 24 godzi­ny na dobę. Cza­sami znaczy to także cier­pieć, na­wet mo­men­ta­mi bar­dzo ciężko. Wszys­tko to ma jed­nak głębo­ki sens – po­dob­nie jak poród ko­biety, który jest bo­les­ny, ale który równocześnie przy­nosi życie. Trze­ba bo­wiem pa­miętać, że cier­pienie niesie ze sobą war­tość o ty­le, o ile wie­rzy­my, że idea, z po­wodu której się męczy­my, jest ważniej­sza od nasze­go ak­tual­ne­go sa­mopoczu­cia. Ludzie często kochają się, przeżywają sil­ne na­miętności – to by­wa wspa­niałe, ale praw­dzi­wym wyz­wa­niem jest trwały związek, w którym dwo­je ludzi ma szansę spraw­dzić siłę swo­jej miłości."

Te słowa towarzyszyły mi w drodze na sale operacyjną trzy dni temu, gdzie zgodnie z planem w godzinach rannych przyszła na świat mocno wyczekiwana Alicja. Stało się to w małym, kameralnym szpitalu, który został nam polecony przez ginekologa prowadzącego ciąże. W tym oto miłym, zacisznym szpitalu od pierwszego dnia pobytu czułam się bardzo przytulnie i spotkałam się z wielką troską przemiłego personelu. Uwielbiam miejsca, w których mam do czynienia z ludźmi, którzy wykonują swoją pracę z pasją. To niewątpliwie było właśnie takie miejsce. 

Poród przez cesarskie cięcie miał się odbyć przy znieczuleniu podpajęczynowym, niestety wystąpił problem z wkłuciem się w kręgosłup. Pojawiła się konieczność zastosowania znieczulenia ogólnego. Wybudzenia po tej krótkiej operacji nie zaliczam do przyjemnych doświadczeń, ale ekscytacja na myśl o spotkaniu z Alicją i tak przywołała ogromny uśmiech na moją twarz. Uśmiech, który towarzyszył mi przez całą drogę z sali operacyjnej do pokoju, w którym już czekał na mnie Mao z maleństwem na rękach.

Szpital, w którym rodziłam uczestniczy w ogólnopolskiej akcji "Pozwólcie nam się przywitać". Oznacza to, że bezpośrednio po porodzie kobieta ma prawo do nieprzerwanego dwugodzinnego kontaktu z dzieckiem "skóra do skóry". Ocena Apgar jest dokonywana na brzuchu matki. Ja mogłam poznać Alicję już kilkanaście minut po cesarskim cięciu i od tej chwili nie rozstała się ona ze mną do końca naszego pobytu w szpitalu. Dzięki takiemu podejściu do bliskości matki z dzieckiem, ten nasz pierwszy wspólny dzień był prawdziwie pełny i piękny. I nawet jeśli nie mogłam wstawać przez dwanaście godzin z łóżka, mając przy sobie Alicję i Mao czułam się w pełni szczęśliwa i spełniona. Pamiętam, że przy Helenie musiałam czekać do drugiej doby zanim mogłam nacieszyć się jej obecnością, tego pierwszego dnia leżenia i oczekiwania nie wspominam zbyt dobrze.

Alicja urodziła się z wagą 3910 gram oraz 57 centymetrów długości. Ma bardzo śniadą cerę i czarne, dość gęste włosy. Bardzo przypomina mi Helenkę, pomimo, że była ona znacznie drobniejsza, gdyż urodziła się z wagą 3270. I tu koniec podobieństw. Alicja jest dużo bardziej spokojnym dzieckiem. Helena była znacznie bardziej wymagającym noworodkiem. Alicja po napełnieniu brzuszka śpi mocnym, twardym snem do kolejnego karmienia. Nie przeszkadzają jej zabiegi higieniczne, hałasy i inne niedogodności. Rozdaje przesłodkie uśmiechy i wydaje się tak beztroska, że spoglądanie w jej twarz napełnia mnie bezbrzeżnym spokojem. 

Dziś, po trzech dobach wróciłyśmy do domu, gdzie czekała na nas rozentuzjazmowana Helenka. Przyznam szczerze, że największym wyzwaniem mojego pobytu w szpitalu, było właśnie rozstanie z córką. Tak bardzo za nią tęskniłam, że przy każdej rozmowie telefonicznej musiałam mocno starać się panować nad sobą, żeby się zanadto nie rozklejać. Samo powitanie siostrzyczki przebiegło niemal tak jak sobie to wyobrażałam, okrzyki radości, buziaczki, przytulanie, radosne oglądanie prezentów "od Alicji" i w ogóle szaleństwa panny Heleny. Pojawiły się również teksty w stylu: "bawimy się Alicja" albo "cześć, nazywam się Helenka, a Ty?", natomiast najzabawniejszym akcentem dzisiejszego dnia była niewątpliwie kąpiel Alicji, w którą zaangażowani byli wszyscy domownicy. Na Helenie spoczywało ważne zadanie, ponieważ była ona odpowiedzialna za umycie nóżek swojej siostrzyczce. Już po skończonej kąpieli, Helena głośno westchnęła i wyartykułowała te słowa, które wszyscy mieli w głowie - "Udało się!"

Dziękujemy wszystkim za miłe słowa i życzenia, cieszymy się, że możemy się z Wami podzielić naszym szczęściem.

27 komentarzy:

  1. Cudownie ! :D Gratulacje !!!!

    //Prado

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny post :) życzę zdrówka dla najmniejszej łódeczki Waszej przystani :))))
    Nooo i gratuluję rodzicom ślicznej kruszynki :))))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacja! Witaj Alicjo miło Cię poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję i życzę spokojnych i radosnych dni:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Pięknie to napisałaś :) zdrowia i uśmiechu na codzień

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest cudowna! Ogromne gratulacje, jak pięknie to wszystko ujęłaś w słowach ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogromne gratulacje. ZDrowia dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale piękna! Gratuluję tej cudownej kruszynki i cieszę się, że wszystko przebiegło dobrze. I sam poród przez cesarskie cięcie, że mogłas mieć malutką od razu przy sobie, - wspaniały. Ja się własnie obawiam drugiej cesarki, że nie będę mogła mieć maluszka przy sobie do drugiej doby(tak jak Ty Helenkę) a jednak jest taka możliwość. Ale musi być przy matce ojciec dziecka? do pomocy? Bo przecież podają płyny dożylnie itp, nie można wstać... jak to technicznie wygląda? Może jak znajdziesz troszkę czasu napisałabyś?
    Piękny miałaś poród i piękne pierwsze chwile. Wzruszyłam się. Pozdrawiam ciepło;)
    Megi W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Megi. Niewątpliwie pomoc się przydaje. I to bardzo. To prawda, że nie wolno podnosić głowy, ale możesz zmieniać pozycje leżenia do woli. Kroplówki w niczym mi nie przeszkadzały. Co do ilości czasu, który musisz spędzić na leżąco to sprawa indywidualna. Zalecenia anestezjologa w tej materii są bardzo różne. Ja musiałam leżeć 12 godzin, ale znam placówki w których jest to 6, a w innych 24 godziny. Po oznaczonym czasie od razu się uruchomiłam, dostawałam morfinę, paracetamol i ketanol, zatem ból nie doskwierał w ogóle. Od trzeciej doby radziłam sobie już zupełnie bez leków przeciwbólowych, czego i Tobie życzę! Powodzenia!

      Usuń
  9. Cudownie:)Alicjo witaj ślicznotko na świecie,rośnij zdrowo :)))
    Wielkie gratulacje dla Was :)))
    Piękny post...

    OdpowiedzUsuń
  10. wielkie gratulacje! 3majcie się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie! Prześliczna Alicja:))
    Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowna córeczka! Gratulacje dla całej Rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratulacje dla Was!!i zdrówka
    "Udało się"skąd ja to znam Maja mówi tak kilka razy dziennie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratulacje!! Niech Alicja rośnie zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję, wszystkiego dobrego dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna jest.
    Gratuluję serdecznie.
    Wymiary takie jak naszej Mani. Szkoda, ze ja po swoim cc nie mogłam pobyć z córką tak jak ty. Zazdroszczę.
    Trzymajcie się dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  17. gratulacje :) piękny cytat :) i córciaa również

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję serdecznie!!! Piękna dziewczynka,a kontakt "skóra do skóry" najważniejszy. Cieszę się, że miałaś taką możliwość i tuliłyście się z Alą od samego początku.
    Życzę dużo spokoju i miłości

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratuluje ! Jest piękna ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Gratulacje!;) Niech zdrowo i grzecznie rośnie;)

    OdpowiedzUsuń