wtorek, 14 stycznia 2014

Buntowniczka bez wyboru.

Jeszcze niespełna kilkanaście dni oczekiwania na konsultację szpitalną dotyczącą ustalenia terminu porodu. Pewne jest jedno. Nie będziemy czekać do 40 tygodnia, a rozwiązanie odbędzie się metodą cesarskiego cięcia. Pogodziłam się z taką decyzją lekarza, świeżo mam w pamięci problemy i powikłania, które miały miejsce przy Helenie, w konsekwencji których poród i tak zakończył się cesarskim cięciem. Tym razem nie będę polemizować, ufam mojemu lekarzowi i jego ocenie sytuacji. Uskrzydlona jestem myślą, że czas noszenia maleństwa pod sercem się zakończy i nareszcie będę mogła dotknąć, usłyszeć i nacieszyć oczy. Cieszę się również, że zakończy się dla mnie trudny okres diety, przymusowego leżenia, zastrzyków z insuliną i nieustającego odmawiania sobie węglowodanowych przyjemności. Liczę również na to, że podobnie jak przy Helenie nie będę musiała wprowadzać w czasie karmienia diety eliminacyjnej. Już niedługo wszystko będzie wiadome.

Tymczasem Helena stawia milowe kroki w drodze ku samodzielności. Odkrywa w sobie pokłady dotychczas obcych jej emocji gniewu i frustracji. Brak możliwości spełnienia swoich wszystkich pragnień wyraża częstymi wybuchami złości, budząc w nas już nie tylko zadziwienie, ale również ucząc zupełnie nowych postaw wychowawczych. Uczymy się konsekwencji w mówieniu o swoich oczekiwaniach w stosunku do niej oraz nowych metod stawiania jej ograniczeń. Z rozbawieniem oglądamy wszystkie jej zamierzone próby manipulowania nami. Trudny to czas, nie znam nikogo, kto lubi doświadczać huśtawki takich skrajnych nastrojów.

Świadomi tego normalnego przecież etapu w rozwoju emocji, staramy nie dać się sprowokować do negatywnych emocji. Nasza złość nie przyniesie nic dobrego, prócz eskalacji frustracji. Choć przyznam, że zdarzają się i takie chwile, że spokojne przeczekanie napadu histerii kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku. Odszukałam sobie notatki z wykładów dotyczących socjalizacji dziecka, a w nich odnalazłam podkreślone zdanie, że właściwie przebyty okres buntu tworzy zupełnie nowe więzi między rodzicami, a dzieckiem. Co więcej, ten okres może również ukształtować pewne zachowania dziecka, które pojawią się w przyszłości. I tak na przykład, silne nadzorowanie i ocenianie emocji dziecka na tym etapie, może spowodować w przyszłości zachowania konformistyczne, ulegające. Lekceważenie złości i pobłażanie tym emocjom, może poskutkować utratą zaufania dziecka do otaczających go ludzi i świata. Jak widać, nie można lekceważyć tego okresu, ponieważ buntowi towarzyszy nauka zrozumienia otaczającego dziecko świata i jego w nim pozycji. To ważna lekcja.

Na swój własny użytek opracowałam sposób działania w przypadku wybuchu złości Heleny. I tak w momencie największej erupcji, która zazwyczaj przybiera formę histerii, odprowadzam córkę do jej pokoju i mówię jej, że kiedy się uspokoi i będzie gotowa spokojnie rozmawiać zapraszam ją do siebie. Słyszę jak niejednokrotnie wyładowuje swoją złość na zabawkach czy meblach, po czym kiedy przychodzi na nią uspokojenie, przychodzi do mnie i wtedy przytulając się rozmawiamy o tym, co się właśnie stało. Mówię jej o swoich uczuciach i oczekiwaniach, pytam ją o jej emocje. Wtedy zazwyczaj słyszę, że jest jej smutno ale też często zdarza się jej przeprosić za swoje zachowanie. Widzę, że mój spokój, cierpliwość i konsekwencja w tym co robię i mówię, są właściwych kluczem do sukcesu. Z każdym kolejnym razem wybuchy złości są słabsze, trwają krócej i kto wie, może samoistnie wygasną. A nawet jeśli okres buntu będzie trwał długo, to i w tym trudnym czasie trzeba znaleźć pozytywy. Po pierwsze wiem, że Helena prawidłowo się rozwija, po drugie, posłużę się cytatem Jana Jakuba Rousseau "Cier­pli­wość jest gorzka, ale jej owo­ce są słodkie".

8 komentarzy:

  1. u nas też troszkę histerii się wkradło :) wtedy mówię do niej cicho, powoli, nie krzyczę albo pytam czy już skończyła się złościć i to pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas histeria to chleb powszedni niestety i podobnie jak u ciebie syn uspokaja się na swoim łóżeczku, a po wszystkim przychodzi się przytulać, nie potrafi jeszcze powiedzieć przepraszam, ale ściska mnie mocno i sam daje całusa, a jak jest mu smutno to nawet zdarzy mu się cicho szlochać, żeby zakomunikować, że mu przykro.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudny to czas, my też mamy teraz fazę buntu. Wiem, co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas chyba też nastał okres buntu i histerii.Jeśli Bartek coś chce musi to mieć już,inaczej piszczy,wyje,płacze,skacze i robi różności.Wciąż pracuję nad sobą,bo czasem zdarza się wybuchnąć

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to, jak chyba każda mama 2-latka. U nas też histerie się zdarzają i robię dokładnie jak Ty. Junior idzie do swojego pokoju rozładować emocje, a jak się uspokoi przychodzi, przytula się i bawi się na nowo. Krzyki czy próba rozmowy, gdy wpada w złość nic nie dają i nie pomogą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie mogłam trafić tutaj w bardziej odpowiednim momencie jak właśnie dziś, po wieczornej histerii mojej dwulatki. Cały czas sobie powtarzam, że mój podniesiony głos nie wiele daje, a nawet może i nic, ale uczę się każdego dnia, że wychowanie dziecka to przede wszystkim praca nad samym sobą.
    Jeśli chodzi o metodę, którą stosujesz, a więc wyprowadzanie dziecka do pokoju aż się uspokoi to u mnie akurat jest tak, że mała jest tak wściekła, że sama wychodzi, ale zawsze wtedy się zastanawiam, czy to dobrze aby dziecko w takim momencie zostawało samo, czy z czasem nie zrodzi się w nim poczucie, że w takich chwilach musi sobie radzić samo (?)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam.
    Ja sobie nie radzę ze złością u Ali.
    Muszę wypróbować twój sposób.

    OdpowiedzUsuń
  8. odseparowanie to dobra metoda! Ja tak z Czarkiem dawałam radę, wychodziłam z nim, siadałam przy nim na podłodze - on się darł, histeryzował, a ja mu powtarzałam, że może się w każdej chwili przytulić. I kiedy się wyzłościł to przytulał się, a ja mu tłumaczyłam, że to nic złego, ze ma prawo się złościć, ale ja nie ustąpię.

    OdpowiedzUsuń