czwartek, 19 grudnia 2013

Spokojne morze nie zrobi z Ciebie dobrego marynarza.

Pierwsza połowa grudnia daleka była od spokojnego dryfowania po morzu. Przede mną ostatni miesiąc ciąży i syndrom wicia gniazdka silnie steruje moją aktywnością. O ile pokój dziewczynek jest gotowy, a wyprawka dla Alicji jest już kompletna, to instynkt nakazuje mi ciągle sprzątać, odświeżać, prać, prasować, a co za tym idzie niemal ciągle jestem w trakcie działań porządkowych. 

I w tym pięknym czasie oczekiwania i radości, kiedy pływam na wysokich falach optymizmu i motywacji, nagle na mojej drodze pojawili się ludzie z wielką skłonnością do marudzenia oraz wywoływania w swoich rozmówcach współczucia. Eksperci nieustannego skarżenia się na swój własny los oraz nudne, trudne życie. Ludzie o których mowa to nie moi bliscy. Tak się składa, że natknęłam się na nich na placach zabaw i w parkach. 

W ostatnim tygodniu słońce codziennie rozpieszcza nas swoją obecnością, zatem w trakcie długich spacerów natykamy się na wielu podobnych nam wędrowców. Kimże oni byli? W grupie tych marudzących była emerytowana babcia z wnuczkiem, jak również dziadek, rencista z dwoma wnukami. Spotkałam też kilka mam ze swoimi pociechami oraz opiekunkę z trzyletnią dziewczynką. Helena jest dzieckiem bardzo komunikatywnym i bez skrępowania podchodzi do każdego malucha w zasięgu jej wzroku. A ja chcąc, czy nie chcąc, staję przed koniecznością wchodzenia w kontakty interpersonalne z ich opiekunami. I wysłuchałam ich historii. I stałam się powiernikiem ich pretensji, lamentu i żalów. Ich opowieści były smutne, straszne, irracjonalne ale też terapeutyczne. W ten oto sposób nasłuchałam się o zdradzającym mężu, o przemocy w rodzinie, o leniwej synowej, o wrednej teściowej, o pogrzebach, o chorobach, o braku środków do życia, o tym, że za ciepło, o tym, że za zimno, że dziecko jest złośliwe i niegrzeczne, że sika do majtek, że przedszkola za drogie, że politycy kłamią, że urzędnicy kradną ...

Uderzyło mnie to, że w czasie tych ostatnich kilku dni nie spotkałam chociażby jednej zadowolonej z życia osoby. Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o dzieciach, które w nosie mają wielkie problemy swoich opiekunów i tryskają radością z każdego, nawet błahego powodu. Z możliwości biegania z patykiem za gołębiami, z huśtania na huśtawce, ze zjeżdżania na zjeżdżalni, z krzyku i śmiechu, a nawet zwykłego ścigania się po trawie z rówieśnikami.

Wracając z tych spacerów analizowałam te splątane losy moich rozmówców i czułam jak rośnie moja irytacja i zmęczenie. Z tych doświadczeń bije jakiś brak spójności, bo z jednej strony większość ludzi deklaruje, że chcą być optymistami i chcą żyć tak, żeby cieszyć się z tego, czym obdarował ich los. A z drugiej strony otwierają swoje usta i nagle ich świat okazuje się czarnym i smutnym miejscem, od którego na domiar złego, nie chcą się uwolnić. Bo z każdym moim kolejnym pytaniem przywołana teściowa stawała się coraz mniej wredna, a synowa nie tak leniwa, jak to wyglądało na początku rozmowy. A złośliwe dziecko bywa niegrzeczne gdyż nie radzi sobie z rozwodem rodziców, a sika do majtek, bo ma niespełna dwa latka i przedwcześnie jest zmuszany do nocnika ...

Mao, były marynarz, nauczył mnie jaką wartością jest zmaganie się z przeciwnościami. Każdy z nas pływa na swojej łódce i walczy ze swoimi sztormami. Nie jest sztuką uciec z tonącego statku, nie jest sztuką pójść z nim na dno. Wyczynem jest go ocalić. I właśnie ocalenia resztek pozytywnych myśli życzę tym wszystkim smutnym, zagubionym ludziom z którymi zetknął mnie los. Niech myślą o  tych dzieciach, dla których są przecież nauczycielami i mistrzami, niech będą dla nich wzorem, nauczą ich pogody ducha i optymizmu. To naprawdę niewiele. To niezwykle ważne.

7 komentarzy:

  1. Ludzie lubią się żalić, jak się człowiek komuś wygada to mu lżej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. taki kraj taka ludzka mentalność.Spróbowali by w USA tak do Ciebie zagdać-hahaha ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bierzmy przykład z dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  4. niestety taka chyba polska mentalnosc,ze narzekamy ... ja staram sie nad tym pracowac,widziec to co dobre i przyznam,ze udaje mi sie!:-) chociaz jak sie przebywa i naslucha takich dolow to trzeba odchorowac. dlatego lepiej unikac,szczegolnnie w Twoim stanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem mam wrażenie, że ludzie lamentują dla zasady albo z przyzwyczajenia. Denerwuje mnie to. Zdarza mi się unikać takich rozmówców. Lubię przebywać z ludźmi, którzy pomimo wielu prawdziwych kłopotów mają dużo dobrego do powiedzenia. Od nich można garściami czerpać energię i mądrość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z jednej strony takie wieczne narzekanie jest złe, ale z drugiej strony - złe jest też gniecenie w sobie żalu i smutku oraz fasadowe udawanie, że wszystko jest super. Dużej jednak samoświadomości wymaga mądre wypośrodkowanie...

    pozdrawiam, Koralowa Mama

    OdpowiedzUsuń