wtorek, 10 grudnia 2013

Nie można przeżyć życia bez przytulania.


Virginia Satir mawiała „By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie.” Helena, mimo, że nie czytała podręczników tej nieżyjącej już amerykańskiej psychoterapeutki, traktuje te zalecenia bardzo poważnie. Powiedziałabym nawet, że znacznie podnosi statystykę, przytulając się do wszystkiego począwszy od ulubionych pluszaków, poprzez domowników i gości, kończąc na drzewach i obcych ludzi spotkanych w czasie spaceru. 

Przypominam sobie taki okres w jej rozwoju, wypadający na czas, kiedy zaczęła samodzielnie chodzić. Wtedy to pęd poznawania przez nią świata nie szedł w parze w obdarowywaniem się bliskością. Całowanie, przytulanie a nawet głaskanie nie było już tak atrakcyjne, jak bieganie za motylkiem czy kotkiem. Ciężko mi było wówczas pogodzić się z tym, że Helena tak szybko dojrzała i stała się tak samodzielna emocjonalnie. Na szczęście po kilku miesiącach wszystko wróciło do normy. 

Nie będę tu pisać truizmów o tym, jak dotyk niezbędny jest do prawidłowego rozwoju dziecka. Wystarczy spojrzeć na spowolniony rozwój umiejętności motoryki i obniżone zdolności układu odpornościowego u dzieci pozostawionych w sierocińcach. Przytulanie to piękny rytuał budowania więzi emocjonalnych, a co za tym idzie poczucia bezpieczeństwa. I o ile dzieci mają bliskość zapisaną w naturze i szczodrze obdarzają nas uściskami, to my dorośli często zapominamy o potrzebie wpadania sobie w objęcia. Bardzo spodobało mi się odkrycie, że przytulanie się jest najskuteczniejszym sposobem leczenia wszystkich przejawów tzw buntu dwulatka. To doskonały sposób wyciszenia emocji nie tylko dziecka, ale również i rodzica, który również może odczuwać zdenerwowanie w takich sytuacjach. My przytulamy się tak długo, aż Helena wypowie słowa: "już mi lepiej". Zaraz potem wracamy do zabawy, a po gniewie czy złości nie pozostaje nawet wspomnienie. A zatem przytulajmy się tak często, jak tylko możemy. Bierzmy wzór z naszych dzieci. Potem przyjdą konwenanse, dystanse interpersonalne i ilość uścisków zacznie się kurczyć, z my stracimy tą magię i siłę. Przytulanie jest dobre na wszystko!

12 komentarzy:

  1. Super:)Naprawde pięknie napisane!!Racja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez przytulasów nie da się żyć. Amen.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, przytulanie w rodzinie to podstawa. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mój Misiek przytula się NIEUSTANNIE. Większość swego życia. Jest to o tyle trudne, że od 3 lat mamy ciagle zwiazane ręce... Za to w trudnych chwilach Igi jest bardzo kolczasty. Próba przytulenia potęguje tylko wybuch wściekłości. Niezła zagwozdka, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmmm, chyba Cię rozumiem, bo im Młoda jest starsza tym bardziej przypomina w zachowaniach Igiego z Twoich opowiadań...

      A co do przytulania, to u nas jest podobnie. Z tym, że Młoda nie potrafi zasnąć nie trzymając mojej ręki, piersi lub po prostu nie dotykając mojej skóry.

      Usuń
  5. masz calkowita racje! przytulanie dobre i dla dzieci i rodzicow, rozladowuje napiecie i buduje bliskosc. sliczna masz coreczke!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przytulanie jest cudowne, bliskie. I dokładnie jak napisałaś - działa na bunt. Kiedy o tym pierwszy raz przeczytałam to mocno się zdziwiłam, ale teraz sprawdzone - działa.

    OdpowiedzUsuń
  7. a mamy żyć bez niego nie mogą :) ja jestem uzależniona od tulasów mojego dziecka:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy Franio przytula się do mnie, próbując mnie objąć swymi malutki rączkami moje serce wypełnia nieopisane uczucie !!! Polecam to wszystkim rodzicom

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja teraz potrzebuje że sto usciskow dla przeżycia, biedne me dziecię ;)

    OdpowiedzUsuń