poniedziałek, 30 grudnia 2013

Ja chcę wszystko!

Jak każdy rodzic cierpliwie czekałam na poszczególne etapy rozwoju Helenki. Cieszyłam się z każdego milowego kroku w rozwoju fizycznym czy emocjonalnym. Teraz z zachwytem przyglądam się jej sukcesom na polu zachowań społecznych. Niczym katarynka zawsze będę powtarzać, że umiejętnością, mającą dla mnie najważniejsze znaczenie w rozwoju dziecka, była biegłość mowy. Bo to właśnie zdolność komunikacji, dzięki której córka może w jasny sposób wyartykułować swoje myśli, są dla mnie największym cudem rozwoju dziecka. Tym samym czas domysłów odszedł w zapomnienie. 

Miesiąc grudzień w mojej pamięci pozostanie okresem wielkich wyzwań związanych z końcową fazą ciąży i jednoczesną opieką nad żywiołową dwulatką ze wzmożoną potrzebą używania słowa: CHCĘ! Ten oto pozytywny czasownik zawładnął językiem Helenki i determinuje każdą naszą wspólnie spędzoną chwilę. W czasie jednej godziny potrafię usłyszeć frazę "CHCĘ" kilkadziesiąt razy. Nieustannie: Chcę to! Chcę tamto! A jednak chcę coś innego! Chcę wszystko mamusiu! W jednej minucie potrafię odebrać szereg komunikatów: chcę napić się soczku, przeczytać książeczkę, nakarmić rybki, ułożyć puzzle, przytulić misia, napić się kakao, posłuchać piosenki o małpkach oraz pohuśtać się na huśtawce. Chcę! A ja pokornie spełniam te wszystkie zachcianki. I z rosnącą irytacją patrzę, jak pożądany miś po kilku sekundach zostaje porzucony, książeczka ląduje z powrotem na półce, a kubek z niemal pełną zawartością kakao powraca na stół. Jedno jest pewne, chwilę potem pojawia się kolejna potrzeba chcenia czegoś nowego. 
 
Szczerze mówiąc, coraz częściej łapię się na refleksji, że mam do czynienia z komiksowym Jokerem. Ten lekko sadystyczny psychopata ze specyficznym poczuciem humoru, nie zważa na moją ociężałość ostatniego miesiąca ciąży i wyśmienicie bawi się zamęczając swoją matkę chaosem rozmaitych komunikatów i żądań. Życiowe ADHD Helenki nie pozwala mi odetchnąć. Leżeć w domu mogą tylko koty, pod warunkiem, że robią to poza zasięgiem rąk córeczki. Dla mnie to malum prohibitium, czyli czynność zakazana. 

Te doświadczenia skrzywiły mnie tak bardzo, że nie potrafię znaleźć w sobie zrozumienia na utyskiwania spotykanych w trakcie spacerów mam rówieśników Heleny, twierdzących z rozczarowaniam, że ich pociechy nie chcą chcieć, że są pasywne, że nie chcą się bawić, że apatia, że brak inicjatywy. Że najchętniej siedziałyby tylko przed telewizorem. A ja pytam, co zrobić z dzieckiem, które co kilka sekund komunikuje, że czegoś chce? A jeśli zapał do "chcenia" okaże się aktywnością długoterminową? Oczyma wyobraźni widzę taką oto rozmowę z Heleną za kilka lat: - Mamo zapisz mnie na kurs malowania, gotowania i tańca. A w międzyczasie zajęć z gitary, tenisa i śpiewu na które już chodzę, chciałabym jeszcze nauczyć się jeździć na koniach. No i chciałabym też znaleźć trochę czasu na capoeira. Zrobisz mi kakao? Mamo czy Ty mnie słuchasz? Proszę powiedz mi, czy mogłabym nauczyć się kaligrafii. Mamusiu. Ja chcę! 

13 komentarzy:

  1. Hahaha :D
    No, Matko, to ciężkie masz życie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam w klubie, mi też trafił się taki egzemplarz i też co 2min słyszę "mamooooooo" i co chwilę chodzi o coś innego ;) Możliwości są nieograniczone, a moje dziecko się nigdy nie męczy ;)

    Nie wyobrażam sobie opieki nad moim energicznym Smykiem i bycia w ciąży- podziwiam, że dajesz radę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój synek ma tak samo, ciągle coś, ciągle chce czegoś nowego... A ja padam ze zmęczenia wieczorami, ledwo znajdując czas na posiłki. Tak było od początku i jego chęć chcenia się nic a nic nie zmieniła;)

    OdpowiedzUsuń
  4. taaaa, znamy, znamy... pamiętasz: http://naprzekor.blogspot.com/search?q=chc%C4%99-to-mie%C4%87 :)

    OdpowiedzUsuń
  5. o rany.
    znam to.
    u nas to samo.
    wszystko chce.
    i wszystko sama.
    chce w jednej chwili jeśći, bawić się, oglądać TV, czytać, przytulać, iśc na spacer.
    i oczywiście wszytsko sama :)

    OdpowiedzUsuń
  6. o rany,to wszystko przede mna:-) podziwiam Cie,ze dajesz rade z ostatnim miesiacem ciazy i dwulatka, chociaz pewnie czasem ciezko. tule jednak dostajemy,ile jestesmy w stanie udzwignąć:-)) koty to mają dobrze! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie chcę zbytnio martwić, ale u nas to się nie zmieniło do tej pory :P

    OdpowiedzUsuń
  8. A u mnie jest tak, że Staś woła chcę i jeszcze na tym samym oddechu od razu woła nie chcę. Na szczęście już coraz częściej wie, czego chce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Najpierw się uśmiałam setnie, a potem... nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji - z jednej strony, radość, a z drugiej, brak sił. Powodzenia - na pewno dasz sobie radę, a Helenka może troszkę odpuści? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ahaha slodkie to ale pewnie meczace ;) swietny blog pierwszy raz tu jestem ale bardzo mi sie podoba bede zagladac :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to wyyyyyyyyy teraz poznalam juz tu bylam :* hahaha

      Usuń
    2. dopiero teraz widze ze juz w drodze kolejna dzidzia i to lada dzien bedzie :) ale suuuuuuuper

      Usuń