poniedziałek, 25 listopada 2013

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Moje misie nie doświadczyły miłości. Ich codziennością był ból kłujących igieł, faszerowanie wszelakiej maści syropami domowej roboty, krojenie nożami, czy też koślawego zszywania rąk i nóg. Nie należałam do tych grzecznych dziewczynek, które największą przyjemność osiągają w nieustającym czesaniu i przebieraniu swoich lal. Moim powołaniem było zostać doktorem Ojboli. Potajemnie kradłam babci strzykawki i igły do insuliny, za pomocą których mogłam urządzić tajemny szpital dla pluszaków. Był to najprawdziwszy szpital na jaki pozwalała mi wtedy moja wyobraźnia. Wbijałam misiom zastrzyki z mleka i kompotu, czasami trzeba było podać atrament na jakieś cięższe dolegliwości. Kiedy już nic nie działało, trzeba było wykonać amputacje. W moim szpitalu nie było kolorowo, często musiałam podejmować różne drastyczne decyzje i przeprowadzać wątpliwych sukcesów operacje. Smutne misie gniły schowane w workach foliowych gdzieś z daleka od oczu mojej drogiej mamy, która znajdując taką śmierdzącą broń biologiczną, utylizowała je natychmiastowo. 

Już wiecie, dlaczego z mojego dzieciństwa nie została żadna pluszowa pamiątka, którą mogłabym wręczyć Helenie. Szczęśliwie córka nie odziedziczyła makabrycznych skłonności po swojej mamusi. Misiami, których zgromadziła już ponad kilkanaście bawi się często, chętnie i z delikatnością, którą mogę jej pozazdrościć. Korzystając z okazji obchodów Światowego Dnia Pluszowego Misia chciałabym opowiedzieć o jej głębokiej miłości do jednego wyjątkowego misia. Miś ów, ma już osiemdziesiąt siedem lat i został powołany do życia przez brytyjskiego pisarza Alana Alexandra Milne. Nie ma na świecie dziecka, który nie zna jego imienia: Kubuś Puchatek.

Odkąd znak towarowy Kubusia zakupiła firma Walta Disneya, ten sympatyczny miś bez trudu zawojował niemal cały świat. A miłość Helenki do tego głupiutkiego i słodkiego stworzonka zaczęła się właśnie od bajki, którą całą trójką zaczęliśmy oglądać na dobranockę. Po kilku odcinkach nowych przygód Kubusia Puchatka, w naszym gniazdu rozpoczęło się prawdziwe miodowe szaleństwo. I tak, córka przestała skakać na piłce a czynność ta została zastąpiona nazwą brykanie Tygryska. Nagle coraz częściej zaczęła się domagać miodku i opowieści o Prosiaczku. I tak, żółty, śmiesznie kiwający się podczas chodzenia miś, stał się niepodważalnym ulubieńcem każdej niemal rozmowy. W ślad za tym, w biblioteczce Helenki zaczęły pojawiać się książeczki z tym znanym misiem. Zarówno te dwie oryginalne książki Milne'a, jak i te pozostałe wydawane przez Wydawnictwo Egmont. 

Dziś chciałabym zaprezentować tytuł, który z wielkim hukiem wpadł na top listę książeczek Helenki w ostatnich dniach. Tą przepięknie wydaną książeczkę Kubuś i Przyjaciele - Świąteczne Opowieści, otrzymaliśmy od naszych przyjaciół z internetowego sklepu Fantastyczne Zakupy. Książka cudownie wpisuje się w klimat dzisiejszego dnia, za oknem pada śnieg, a my czytamy o zimowych, świątecznych przygodach bohaterów ze Stumilowego Lasu. Wszystkie te opowieści smakują jeszcze lepiej, kiedy włączamy muzyczną pozytywkę dołączoną do książeczki, a ta pozwala nam zachwycać się najpopularniejszymi około-świątecznymi piosenkami. I tak nucąc sobie "Jingle bells" zachwycamy się licznymi, pięknymi ilustracjami. Trzeba to przyznać, że książka jest wydana bardzo ekskluzywnie: okazała, twarda oprawa i grube, pięknie wyprofilowane strony. Jeśli i w Waszym domu mieszka wielki fan Kubusia i do teraz nie zaplanowaliście jeszcze, co kupicie na Mikołaja, ta książeczka z pewnością będzie doskonałym prezentem.  


14 komentarzy:

  1. Cudna książka! :D Kubusia Puchatka uwielbiam, aż dziw, że nie mamy żadnej Kubusiowej książeczki w naszej biblioteczce :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emma - dziw ;) Chociaż ja mam kilka, a sama żadnej nie kupiłam. Wszystkie jako prezent do nas trafiły.
      Makabryczny los miały Twoje misie ;) Chociaż na pewno starałaś się im tylko pomóc :D My takie mikstury dla kur u babci szykowaliśmy z kuzynem. Na szczęście były na tyle mądre, że unikały naszego karmienia. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ojej, dobrze, że kury nie dały się namówić na eksperymenty :)

      Usuń
    3. Dobrze dla nich :) My w dobrej wierze szykowaliśmy w dobrej wierze :) A i zapraszam do zabawy w sekrety. Szczegóły u mnie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ja uwielbiałam Kubusia Puchatka i mam do dziś książki A. Milne i pluszowego Kubusia, które Junior dostał "w spadku" ;) On też tak jak mam uwielbia pluszowe misie i chetnie się nimi bawi, nie zaśnie bez swoich 2 ulubionych ;) Nie wiedziałam nawet, że Misie mają swoje święto i to właśnie dziś!

    OdpowiedzUsuń
  3. Staś też lubi Kubusia Puchatka. Ta książka pewnie by się mu spodobała. Może Mikołaj pomyśli i taką w worku przyniesie.
    Ps. Twoje misie musiały znieść dużo, tak jak moje lalki, które też nosiły liczne ślady mojej opieki medycznej. Lekarzem na szczęście dla pacjentów, nie zostałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lalki zdecydowanie lepiej znosiły zastrzyki :) Ja również się cieszę, że los popchnął mnie w innym kierunku.

      Usuń
  4. Maja uwielbia KP i mamy chyba 3 książeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie makabryczne zabawy z dzieciństwa (:D) ale za to jakie kreatywne, ale nie chciałabym być na miejscu Twojej mamy gdy znalazła tak leczonego misia :)
    My też uwielbiamy Puchatka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama załamywała ręce i pamiętam, że nawet dokonywała prób reanimacji niektórych pluszaków. Niestety większość kończyła w śmieciach.

      Usuń
  6. Zawód "Ojboli " jak to nazwałaś , praktykowałam na swoich lalach :D czasami było nawet drastycznie :D :)
    Fajnie u Was :)
    obsewuję sobie :)
    i zapraszam do Nas na konkurs z firmą " Nie wierzę w bociana " - książkowe nagrody czekają ! :)

    Pozdrawiamy ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja, jak zwykle, przegapiłam dzień misia. Bo swojego z dzieciństwa mam :) W prawdzie jest płaski, bo traktowałam go jak poduszkę, ma jedno oczko przyszyte wyżej od drugiego (ach te moje zdolności!) i jest starszy ode mnie, bo podebrałam go dawno temu sąsiadowi, ale ciągle go mam :)
    Mój syn nie pała miłością do żadnego misia, może jeszcze za młody :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czemu moje dzieci jakoś nie pamiętają o Kubusiu. Żałuję, bo to bardzo sympatyczny miś.

    OdpowiedzUsuń