wtorek, 12 listopada 2013

BFO, czyli Bardzo Fajny Olbrzym

Dwa tygodnie temu w szkole językowej Helenki obchodziliśmy święto Halloween. Początkowo miałam pewne wątpliwości, czy bardzo rzadkie obcowanie małej z telewizją, a co za tym idzie, zupełny brak znajomości wszelkiej maści potworów nie spowoduje, że córka będzie się bardzo bała tych wszystkich mrocznych niespodzianek przygotowanych przez prowadzącą nasze zajęcia. Niepotrzebnie się martwiłam. Zabawy z pajączkami, duchami, zjawami czy innych paskudami, wcale nie wzbudziły w niej lęku. Nawet znikające pod magiczną peleryną dzieci, zamiast zdziwienia wywoływały masę chichotów. I kiedy wracałyśmy z zabawy podśpiewując "The Incy Wincy Spider", przypomniałam sobie o odłożonej przeze mnie na półce książce, napisanej przez Roalda Dahl'a, pod tajemniczo brzmiącym tytułem "BFO". 

I kiedy już dokończyłyśmy wszystkie rozpoczęte książeczki, nieśmiało sięgnęłam po ten tytuł i rozpoczęłam jej czytanie Helence. I tutaj kilka słów wtrętu. Od pewnego czasu zauważyłam, że wszystkie pozycje książkowe, które posiadamy w swoich zbiorach, służące bardziej czytaniu, niż oglądaniu, są przez Helenę całkowicie akceptowane jedynie w czasie usypiania nocnego. Wtedy to właśnie obserwuję, jak córeczka pięknie koncertuje się na moich słowach i w ogóle nie zagląda mi do książki poszukując ilustracji. I w całej tej przyjemności pojawia się tylko jeden minus, bo tradycyjnie po kilku minutach słuchania, Helena zwyczajowo odpływa w ramiona Morfeusza. I tak czytanie jednej książki rozciąga się w nieskończoność. Tym razem było inaczej. Kiedy po pięciu minutach Helena już słodko spała, to ja sama, nie mogąc się oderwać od lektury, wsiąkłam w czytaną książkę na niemal 3 godziny, aż do ostatniej jej strony. Jej autor, Roald Dahl, okazał się pisarzem z ogromnym poczuciem humoru. W notce o nim doczytałam, że ze wszystkich stworzonych przez niego stworzeń najbardziej lubił BFO. Jestem przekonana, że tworząc Bardzo Fajnego Olbrzyma, najbardziej bawiło go układanie dialogów:

- Nie jestem pewna, co to może znaczyć - przyznała Sophie
- Znaczenie nie być takie ważne - BFO wzruszył ramieniem. - Nie mogę mieć zawsze racji. Czasami mam nierację.

- A, prukuszki! - rozpogodził się BFO. - My olbrzymy, puszczamy prukuszki przez cały czas! Prukuszka to wysłówka szczęścia. Prawdziwa muzyka dla naszych uszu ...

Większość dialogów była tak zabawna, że nie mogłam powstrzymać uśmiechu. BFO komunikuje się z innymi w bardzo specyficzny, niemal głupiutki sposób. Dodatkowo pomimo swojego wielkiego rozmiaru jest stworzeniem bardzo łagodnym i przyjacielskim, o czym przekonała się Sophie, dziewczynka z angielskiego sierocińca. Historia ich przyjaźni nie jest cukierkowa, bo pozostałe olbrzymy to stworzenia okrutne i straszliwe, a co najgorsze jedzące ludzi na pęczki. Jakich to forteli i sposobów użyją BFO i Sophie by uwolnić świat od Krwiopijaka, Ludzichrupa, Miesięzjada, Wyżerucha i pozostałych olbrzymów? No cóż, sprawdźcie sami! Ja z pewnością wrócę do tej książki kiedy już Helenka będzie trochę starsza. Obawiam się, że trudno mi będzie jej wyjaśnić dlaczego olbrzymi są kanibalami i jedzą ludzi jak truskawki.

Stron: 208.  Tłumacz: Jerzy Łoziński. Ilustracje: Quentin Blake.
Do kupienia w sklepie Wydawnictwa Zysk i S-ka w cenie 25 zł.

3 komentarze:

  1. super:)) Aniołowi by się spodobała ta opowieść :) może zakupię,niestety teraz mam masę innych wydatków :((

    OdpowiedzUsuń
  2. "Prukuszka to wysłówka szczęścia" bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń