poniedziałek, 28 października 2013

Na film, czy na reklamy?

Od czasu do czasu zdarza mi się wyjść do kina, ostatnio nawet dość często. Odkąd niemal wyginęły wszystkie mniejsze studyjne kina w mojej okolicy, ustępując swoje miejsce wszechobecnym multipleksom, zrobiło się nie tylko drożej, ale również repertuar filmów stał się mniej atrakcyjny dla bardziej wymagającego widza.

I tak oto w miły, ciepły czwartkowy wieczór wybrałam się z trójką moich miłych koleżanek na seans "AmbaSSady". Co niewątpliwie jest ogromnym sukcesem, udało nam się przekroczyć próg kina w miarę punktualnie. Film według planu rozpocząć się miał o godzinie 21.00. O godzinie 21.30, po niemal trzydziestu minutach oglądania reklam, zaczęłyśmy nerwowo rozglądać się po niemal pustej sali, a po popcornie i innych smakołykach pozostało już tylko wspomnienie. Kiedy już poziom znudzenia oglądania treści reklamowej osiągnął szczyt wytrzymałości, na dużym ekranie rozpoczęło się wyświetlanie napisów startowych filmu. Zegarek wskazywał godzinę 21.42. Wskutek tego nieplanowanego opóźnienia, seans zakończył się grubo po 23.00 i zamiast planowo pójść z dziewczynami do jakieś miłej kawiarni w celu wymiany wrażeń po-filmowych,  z oczami ledwo otwartymi wymieniłyśmy kilka pośpiesznych uwag i rozjechałyśmy się do domów.

Czy to uczciwe, że zmusza się widza do oglądania ponad 40 minut reklam? Moja irytacja w tym temacie jest zrozumiała, gdyż odkąd kilka lat temu w naszym gniazdku pojawił się dekoder telewizyjny z możliwością przewijania czasu programów, stałam się zupełnie wolna od konieczności oglądania spotów reklamowych. To niemoralne, że wraz z biletem za który płacę, otrzymuję w gratisie obowiązek oglądania reklam, trwających niemal tak długo, jak połowa filmu!

Jakiś czas temu w Gazecie Wyborczej rzucił mi się w oczy wywiad z rzecznikiem prasowym największego multipleksu w Polsce, który twierdził, że puszczanie tak dużej ilości reklam pozwala im na sprzedaż biletów w rozsądnej cenie. Naprawdę jestem skłonna zapłacić te kilka złotych więcej, byleby film rozpoczynał się o godzinie podanej na bilecie oraz za zwolnienie z obowiązku prania mózgu obrazami, których nie chcę oglądać. Po ostatnim doświadczeniu postanowiłam, że do kina będę z premedytacją wchodzić z półgodzinnym spóźnieniem. Zaczynam też z większą życzliwością patrzeć na usługę wypożyczalnia filmów oferowanych przez telewizję kablową. Powiedzcie mi, czy jestem przewrażliwiona i tylko ja widzę ten problem dotyczący lekceważącego stosunku do kinowego widza? Czy Was również irytują coraz dłuższe reklamy w kinie?

14 komentarzy:

  1. Mam takie same wrażenia jak Ty. Współczesne kina zapraszają przede wszystkim na reklamy. Do tego ten repertuar. Już tęsknię za latem, kiedy to wybiorę się na jakiś festiwal i tam naoglądam się "dobrych" filmów za cały rok.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gruba przesada! 40 minut? Wlurzam się na sama myśl o takiej stracie czasu... Ja nie lubię multipleksów nie tylko ze względu na repertuar i reklamy - nie znajduję też przyjemności w fundowanym mi tam hałasie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ale Ci dobrze, mi się marzy takie wyjście, z babkami, albo do kina, albo do teatru, już te reklamy nawet zdzierżę

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę ja nie pamiętam kiedy byłam ostatnio w kinie :-) ja od razu wolę iść pogadać z koleżankami ale 40 min reklam to gruba przesada pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. 40 minut,no szok! u nas jest 15 min reklam,ale nazywam to kwadransem akademickim dla spoznialskich. ale 40 minut to masakra jakas:/

    OdpowiedzUsuń
  6. o rany, to długo w kinie nie byłam. stanęłam na etapie, że trwały one ok 10 minut i w sumie je lubiłam, bo były inne niż w TV, z reguły śmieszne i zabawne.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja w kinie byłam ostatnio chyba w podstawówce ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. jeszcze film dla dorosłych ok ale gdy idziesz z dzieckiem i ma 40 min reklam to dopiero przesada ....

    OdpowiedzUsuń
  9. Rok temu byłam w kinie, ale ciągle chodzi mi po głowie i chyba nawet te reklamy mi nie będą przeszkadzać;) Byle tylko obejrzeć jakiś film;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w kinie byłam jakieś 2 tyg temu na bajce ze wzglądu na posiadanie małego dziecia, oczywiście reklamy 30 min przez reklamy zjedliśmy popcorn, no i naprawdę moje dziecię przetrwało pół godziny reklam plus godzinę fimu reszta filmu zaczęła być już mało ciekawa bo się jej znudziło jak na 2 latkę i tak duzo wytrzymala, myślę że bez reklam dałaby radę dobrnąć do końca fimu a tak co zaczęła spacerować po sali, na której była jedynie nasza 3 a fakt jeszcze rozumiem że póści się dajmy na to zapowiedź jakiegoś filmu który ma być w kinie ale wszelkie reklamy zabwek przed filmami itp są naprawdę zbędne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a reklamy przed bajką dla dzieci, gdzie większość widowni to dzieci, to przesada.

      Usuń
  11. dlatego do kina zawsze się spóźniam co najmniej 15-20 min:)

    OdpowiedzUsuń
  12. o jak ja dawno nie byłam w kinie...

    OdpowiedzUsuń