czwartek, 12 września 2013

Rodzina wielopokoleniowa - relikt przeszłości?

Dawno, dawno temu, nikogo nie dziwił fakt, że pod jednym dachem pomieszkuje babcia, jej córka, wnuczka, a nawet i maleńka prawnuczka. Żeby nie powiało feminizmem w domach tych mieszkali również pozostali domownicy reprezentowani przez płeć przeciwną. Wielopokoleniowe rodziny mieszkające na jednej przestrzeni, oceniane są dziś jako relikt przeszłości, znak zacofania lub wynik złej kondycji ekonomicznej takiej rodziny. Dziś spotykamy się z takimi rozwiązaniami na wsiach, albo tam, gdzie faktycznie decyzje o wspólnym mieszkaniu determinuje kryterium ekonomiczne. 

Przyszło mi żyć w świecie, gdzie pierwszym marzeniem młodego małżeństwa jest pełna autonomia na swoim własnym M. I rozumiem to, bo rodziny bywają różne, a o problemach wspólnego życia można by książki pisać. Sama bardzo szybko musiałam stać się samodzielna i już w wieku 19 lat szukałam swojego miejsca z dala od rodzinnego domu. I może dlatego, że nie miałam tego szczęścia i czasu, by w pełni nacieszyć się własną rodziną, marzy mi się dziś wielkie siedlisko lub dom, wypełniony po brzegi kochającymi się ludźmi, napełnionego Rodziną. Ostatnio często zdarza mi się planować w głowie to miejsce. Widzę tam biegające małe dzieci, w licznym środowisku cioć, wujków, babć, dziadków, stryjków, kuzynów i własnego rodzeństwa. Uczą się tam, czym jest poczucie przynależności do wielkiej rodziny. Rodziny przez duże R. 

Widzę w tym rozwiązaniu zdecydowanie więcej zalet, niż wad. Wzajemna pomoc, troska, podział obowiązków, wspólna kuchnia, cudowna atmosfera do utrwalania rodzinnych tradycji, wymiana doświadczeń, wiedzy, wsłuchiwanie się w opowieści snute przez seniorów. W takim domu nie ma miejsca dla samotności, o którym to zjawisku coraz częściej opowiadają mi znajome mamy. I na koniec zupełny brak troski, kto zajmie się dzieckiem lub schorowanym dziadkiem, kiedy przyjdzie taka potrzeba.

To sfera planów i marzeń. A dziś? Helena uwielbia spotkania rodzinne, pewnie wychodzi z założenia, że im większe audytorium, tym lepsza zabawa. Z babcią jest związana bardzo mocno, to oczywiste, gdyż spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Ma również swoją ulubioną ciocię, na widok której zdarza jej się piszczeć z radości. Wszystkich pozostałych członków rodziny wita z ogromnym uśmiechem na ustach, bo gość w dom, to gwarancja fajnej zabawy. Ktoś kiedyś powiedział, że koła rodzinnego nie tworzy się cyrklem, zaczynam coraz lepiej rozumieć te słowa. 

Czy ważne jest dla Was utrzymywanie ścisłych i częstych kontaktów z rodziną? Co myślicie o rodzinach wielopokoleniowych? Nie ukrywam obaw, iż mało osób podzieli mój zachwyt rodzinami wielopokoleniowymi. A może jednak się mylę?

13 komentarzy:

  1. W teorii też mi się bardzo podoba taki pomysł. Albo na Wigilię. Nie dłużej. Mieszkałam z rodzicami rok życia dziecka, całą moją ciążę. Dopiero kiedy się wyprowadziłam zaczęli mnie traktować jak dorosłego człowieka i się nie wtryniają. Pomijam wtrącanie się w moje metody wychowawcze, ale pozwalanie kiedy ja zabraniam? Nie mogłam usiąść na dupie, bo ciągle "patrz, jak się bawi!", "patrz, jak idzie!", "patrz, jaki mądry!" - to nie było pomaganie w zajmowaniu się dzieckiem :) i do tego "UWAŻAJ, BO SPANIE" "uważaj, bo idzie do szafki" "uważaj bo stoi koło kontaktu", zero spokoju, bo wszyscy uważali, że muszę być w gotowości i wlepiać gały w dziecko. To tylko na temat dziecka. Na temat swobody własnej: zero. Nie ustalasz swoich zasad tylko żyjesz wobec zasad innych. Mojemu mężowi było trochę ciężko, bo on przyzwyczajony był do czegoś innego, a i ja się zmieniłam przecież, nie jestem dzieckiem i nie wykonuję poleceń. A raczej: nie powinnam wykonywać, a to robiłam. Poza tym jestem osobą, nad którą łatwo przejąć władzę, a nie znam prawie nikogo, kto by z tego nie skorzystał (oprócz męża). We własnym domu jeżeli nie chce mi się sprzątać po jedzeniu dziecka - nie sprzątam, bo mogę. jeżeli mam ochotę zostawić kubek po kawie na środku przedpokoju to zostawiam i nikt się nie pyta dlaczego, ani nikogo to nie denerwuje.
    Cieszę się, że mam tą możliwość samodzielnego decydowania o swoim czasie, rytmie dnia, a nawet o tym czy chcę się dzisiaj ubierać, czy raczej będę maszerować nago. Bo mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa Angelina, ale widzisz ja z natury jestem niepoprawną optymistką i wierzę, że z każdym człowiekiem się da dogadać przy odrobinie dobrej woli z każdej strony. A może po prostu nie spotkałam tych "całkowicie niereformowalnych". Wielopokoleniowość o której pisze ma wypływać z dobrowolności, każdy ma się tam dobrze czuć. Może faktycznie jestem utopistką. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Mogę się podpisać pod komentarzem Angeliny. Mieszkałam przez 5 lat sama z mężem i synkiem, od czerwca mieszkam z mamą i nie dziękuję, nie skorzystam z takiej opcji na dłużej. Kocham swoją mamę, rodziców, dziadków i w ogóle, ale zdecydowanie wole mieszkać tylko ze swoja małą rodzinką :)

      Usuń
  2. Marzy mi się taka rodzina...Z moją dzieli mnie 600 km. Wątpię by było to w ogóle dla mnie realne w dzisiejszych czasach... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ma plusy i minusy jak wszystko. Mi osobiście brakuje pomocy w postaci babci, o ile byłoby prościej, jednak samodzielność tez cenie sobie bardzo

    Moja przyjaciółka ze swoją rodziną mieszka w swoim domu, ale w domu obok mieszkają jej rodzice i mała siostra w domu z drugiej strony mieszkają dziadkowie, a na górze w domu dziadków siostra z mężem. Sytuacja wydawałaby się idealna bo kazdy ma swój dom podwórko a jednak są blisko. Myślicie że jest zadowolona?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mieszkam z rodzicami i 90-letnią babcią, którą nazywamy babcią staruszką.
    Pewnie, że bywają zgrzyty ale też lubię jak w domu jest dużo ludzi.
    Wystarczy, że rodzice wyjechali i tak pusto jakoś.

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam, ciepło,tradycja, historia, nawet legendy, rodzina to siła, rodzina wielopokoleniowa to mega siła

    OdpowiedzUsuń
  6. ja podzielam, z własnej woli mieszkam ze swoją rodziną u moich rodziców.
    wszak mamy dwa niezależne domy w jedneym doimu, ale zawsez razem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w takim razie zacofana ;) Dzięki rodzinie mojego męża jesteśmy tworem wielopokoleniowym, takim z prababcią i prawnuczką przy jednej ulicy. Każdy ma swoje autonomiczne miejsce, ale spotykamy się codziennie w ogrodzie, na spacerze, kawie - przy zachowaniu umiaru (dzięki Ci, Panie, za moją teściową) - uważam takie rozwiązanie za idealne z każdego punktu widzenia :) Moi rodzice pojawili się w naszym mieście 30 lat temu - rodzina została daleko. Teraz oni tam wrócili - a my tu tworzymy swoją historię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem fanką opcji mieszanej. Nasz nowy dom będzie dobudowany do domu rodziców ale jednak z osobną kuchnią (teraz prowadzimy wspólną z teściami i bywa trudno), osobnym wejściem i sypialnią do której nikt z szerszej rodziny nie zajrzy znienacka żeby zapytać jak się ustawia któryś tam z kolei program w pralce.
    Będziemy mieli szansę i nawet częstą sposobność widywać się z rodzicami, ciocią i wujkiem Bułki, w przyszłości, kto wie, może z jej rodzeństwem ciotecznym. Bardzo mnie to cieszy ale jednak dla zachowania integralności potrzebuję pewne rzeczy zrobić po swojemu a nie całe życie naginać się do porządku który 60 lat temu zapoczątkowała nieżyjąca już od 30 babcia M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś rodziny mieszkały razem bo też inne panowały warunki bytowe. Było zupełnie inne wychowanie, dzieci miały wpajany szacunek do starszych bez względu na to, czy starszy ma rację czy nie. ;)

    Ja bym chciała mieć taką duuużą rodzinę, jestem bardzo rodzinna-ale nie na co dzień. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Janigda nie miałam możliwości doświadczyć Rodzi przez duże„R". I bardzo żałuję. Myślę że byłoby te z kompke i dla dzieci i dla mnie (wspomniany problem samotności). Cóż pozostaje to kwestią marzeń.
    Z innej beczki -ja nawet myślałam kiedyś o życiu w komunie takiej gdzie pod jednym dachem kilka rodzin z dziećmi. W Polsce jest to jednak rozwiązanie mało popularne' więc jak na razie pozostaje mi to, co mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za literówki
      Piszę z telefonu

      Usuń