sobota, 29 czerwca 2013

Procedury nadzwyczajne NFZ, czyli refleksje poszpitalne.

Spokojny, sobotni wieczór. Córka śpi, Mio ogląda film a w piecu piecze się pasztet. To całkiem dobry moment na podsumowanie minionego tygodnia. Chciałbym napisać o pewnym zjawisku, które szczególnie mocno uderzyło mnie w trakcie mojego z Helenką pobytu w szpitalu.

Wiemy dobrze jaki mamy system ubezpieczenia zdrowotnego. Sprawa jest banalnie prosta, płacisz jak za Lamborgini, a jeździsz Pandą. Niemniej z ekranu telewizora, portali internetowych słyszymy jedną mantrę: Podatniku jest dobrze! W górę serca wołam i radości ku powietrzu wznoszę. NFZ w swojej wielkiej i wszechzdrowotnej mądrości wie dokładnie, co i jak. Potężne komputery z pomocą potężnych biurokratów za pomocą wszechmocnych rozporządzeń mielą nasze składki, nas samych, no i najważniejsze nasze zdrowie. Wacik tyle, zastrzyk tyle, o przepraszam limit się skończył. Nomen omen już na drzwiach izby przyjęć przywitała nas kartka: Planowane przyjęcia wstrzymane. STOP. Limit z NFZ się wyczerpał. STOP. Nara ludziska, bez stopu!

Przypominam, że mamy czerwiec. Nie będę Was już zanudzał, ile płacimy składek, nie, nie. Szkopuł tkwi w czymś, czego NFZ nie obejmuje swoim cennikiem. A mianowicie zwykła ludzka uprzejmość oraz życzliwość. Naprawdę te dwie rzeczy nie kosztują wiele. Same z siebie unoszą się w naszych głowach, powietrzu obok nas, czy też w ścianach naszych domów. Lecz na próżno ich szukać w placówce służby zdrowia. I nic, że już Hipokrates wspominał w swoich pracach o tym, że kondycja psychiczna pacjenta jest równie ważna jak jego zdrowie. Nic to, że napisano gigabajty prac w temacie: korelacja pomiędzy kondycją psychiczną a zdrowiem fizycznym pacjenta. Nic, że po wiele razy słychać: Pacjent nasz pan. A w rzeczywistości wspomniany pacjent otrzymuje figę z makiem. 

Każde zadane przez pacjenta pytanie rodzi skrzywienie twarzy pracowników szpitala. Ot niech będzie dość prosty przykład. Przyjęto nas na odział około 3 może 4 nad ranem. Maleńka pada na twarz, marudzi, a ja nie mam przy sobie niczego, czym można byłoby ją zainteresować. Zauważam na parapecie okrągłe zamknięte pudełko po herbacie. Zaglądam do środka, a tam drewniane szpatułki. No to myślę, może to namiastka zabawki. Zatem bawimy się szpatułkami, Maleńka się uspokaja i w końcu zasypia. 

A rano pada z ust personelu pytanie:

- Gdzie są szpatułki?
- Tu proszę, fajna zabawa ...
- To nie jest do zabawy, to do badania! No wie Pan!
- Nie wiem, przecież można to pudełko było opisać markerem lub jakkolwiek i byśmy się tym nie bawili.
- Przecież to oczywiste, że to nie zabawka.

I w tym duchu podobnie. Słownie wszystko jest oczywiste i jasne dla personelu. Pacjent ma leżeć i  koniec. Co się czepia, że niby płaci? Wolne żarty, przecież płaci nam szpital. W sumie w ciągu całego pobytu może dwóch, trzech pracowników było w miarę normalnych. Ot, widać NFZ powinien i takie sprawy jak uprzejmość oraz życzliwość wycenić.

Zupełnie z inne beczki, czułem się jak kosmita widząc wszędzie słowo: MATKA. W każdym możliwym przypadku. Lodówka dla matek. Łazienka matki itp. itd. A ja ... cóż. 

Uśmiecham się w duchu i cieszę się, że jesteśmy już w domu. Miłego wieczoru!

13 komentarzy:

  1. Bo szpitale działałyby idealnie, gdyby nie pacjenci...

    OdpowiedzUsuń
  2. haha. Mi się podoba w szpitalu obchód - lekarz król dogląda, pielęgniarki skaczą dookoła, nikt się nie może odezwać, pacjentowi nic nie jest wyjaśniane, a jak się zada pytanie to nagle robimy sobie w lekarzu wroga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się... te obchody to normalnie cyrk :/

      Usuń
    2. Tak obchody są najlepsze. Pamiętam z porodówki, jak przed obchodem szorowane były parapety i podłogi (przy czym od każdej powierzchni była inna pani), była sprawdzana pościel, a potem przez cały dzień już mógł być chlew. Mogło nie być papieru w toalecie, pościel mogłaby być zakrwawiona itp.
      Tzw. służba zdrowia jest na naszym utrzymaniu, dlatego niejako dla nas pracuje. My płacimy, personel szpitala wykonuje dla nas usługi. Nie z łaski, ale dlatego, że my za to zapłaciliśmy. A mam wrażenie, że jest inaczej. Najlepiej byłoby im nie przeszkadzać, nie wymagać, siedzieć cicho i przepraszać za fatygę.

      Usuń
  3. Leżeć i czekać na właściwą diagnozę - taaak, mrzonki niestety

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znoszę szpitali, na samą myśl o tym, że mieliśbyśmy tam trafić gula staje mi w gardle...
    Życzliwość w szpitalu ? Jeśli się zdarzy to naprawdę jest rzadkość i trzeba ją bardzo doceniać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze, że w domu...a jak się po coś muszę zgłosić do szpitala w którym rodziłam, to mam ciarki do razu;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, nasza służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia.
    Po prostu płać i stul dziób- tak by było według nich najlepiej.
    Nie cierpię szpitali i żadnej formy służby zdrowia ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. no tak... leżeć i czekać na zbawienie :/
    zdrówka kochana i jak najdalej od tych miejsc ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja dla pocieszenia... powiem ze u nas nie jest duzo lepiej! :(

    najlepiej wcale nie chorowac to oczywiste szkoda ze musieliscie przez to przejsc :(
    pozdrawiam i zapraszam do nas

    OdpowiedzUsuń
  9. Leżenie po porodzie było dla mnie męką....odliczałam dni i godziny do wyjścia. Spotkałam tylko 1 życzliwą osobę która jakoś próbowała mi pomóc przy dostawianiu do piersi - a gdzie ci szumnie nazywani doradcy laktacyjni? Przemilczę. A najbardziej mnie wnerwiało gdy już jakoś tam załapał ssanie to przychodzili i go zabierali dosłownie odciągając od piersi....nie ważne że on głodny, że to nasza chwila najważniejsze szczepienia i badania itp. :/ :/ :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedno słowo: skur*ysyny.

    OdpowiedzUsuń