piątek, 3 maja 2013

Zapiski taty - Oblicza złości



Natura układa pewne sprawy całkowicie poza naszą wolą. Uczucia w mojej opinii zdają się być domeną kobiecą, a działanie wydaje się być dla mnie domeną męską. Niemniej bez pełnej koegzystencji nasze bycie nie byłoby komplementarne. Lecz w sumie chciałem napisać o swoim wielkim i nieustającym zdziwieniu, jakie budzi we mnie obserwacja relacji, które połączyły naszą trójkę. O tym, że sporo relacji, które się między nami dzieją, ma w mojej ocenie właśnie takie biologiczne podłoże, chociaż z drugiej strony, zdają się być czystą magią.

Maleńka obecnie wiele spraw stara się załatwić krzykiem. Coś idzie nie tak, dajmy na to, drzwi dalej są zamknięte, zabawka nie daje się poruszyć, czy też nie ma natychmiastowej reakcji rodzica na słowo: Oć, Oć. Wszystkie wyżej wymienione sytuacje wymagają hałasu. Krzyk ten ma tak wiele kolorów, jak oczy Helenki. Od krzyku wysokiego, do niskiego poprzez zwyczajne wycie. Czasem mam wrażenie, że Maleńka upaja się ową chwilą. I w trakcie aktu wyzwalanej złości, Helenka bacznie obserwuje to, jak na jej emocje reaguje otoczenie, czyli my. Stanowi to ciekawe jak dla mnie, przeciwieństwo mojej złości, która jeśli już się objawia, bywa mocno destrukcyjna. 

Dla tego Małego Człowieka, złość jako forma ekspresji jest jednocześnie narzędziem do realizacji celów. Dla mnie z kolei złość jest przejawem wyładowania emocji. Jest takim odpowiednikiem upuszczania złej krwi. Zapytacie pewnie w tej chwili, czemu taki a nie inny tytuł owego posta. Ano każde z nas reaguje na złość inaczej, jednak u podstaw reakcji moich Pań leży spora dawka emocji właśnie. Ja odbieram to zupełnie inaczej. 

Dorośli maskują swoje czucie świata i innych ludzi. Maleńka jest czystym i pozbawionym śladów wychowania bytem. Jeśli coś czuje, okazuje to uczucie zupełnie bez krępacji. Ciężko mi czasem przekonać Mio, że za działaniem Maleńkiej nie stoi jakaś konkretna intencja, a tylko jakiś chwilowy imperatyw. Z drugiej strony, może to właśnie Mio ma rację żartując, że czasem nasz Szkrab wykazuje cechy tożsame z pewnym korpulentnym chłopcem, mieszkańcem South Parku? Faktem jest, że właśnie dzięki Córce mam niepowtarzalną szanse oglądać narodziny emocji, narodziny zrozumienia. 

Nadal nie mogę przestać się dziwić, obserwując naszą córkę. Ponad dwa lata temu była tylko abstrakcyjną ideą. Bliżej nie doprecyzowaną myślą. I Mio i ja mieliśmy świadomość tego, że chcemy mieć dzieci. Obecnie nasza idea ma nogi, głowę, donośny głos i jest całkiem materialną osobą. I to jest jedyny prawdziwy cud, który nigdy nie przestanie mnie zachwycać.

2 komentarze:

  1. Tak to wielki cud.
    Sama już nie mogę doczekać się naszego.
    A Pan Tata bardzo fajnie pisze.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, wrzeszczące dziecko to czyste, okazywane bez skrupułów emocje.
    I to od rodzica zalezy, jak nauczy dziecko nad tymi emocjami panować, jak je kształtować... :)

    OdpowiedzUsuń