wtorek, 21 maja 2013

Tęskniwszy

Mogłam nadrobić zaległości, obdzwonić znajomych, pobyć sama z sobą, zrobić sobie idiotycznie wyglądającą maseczkę na twarz, zobaczyć głupiutką komedię romantyczną, przemyśleć kilka projektów, zaplanować kolor ścian w sypialni, poczytać książkę, napić się wina, napisać wiersz. Miałam do dyspozycji tyle wolnych wieczorów. Mogłam naprawdę wszystko. Ale tuż po położeniu Helenki do łóżeczka niemal każdego wieczora wpadałam w stupor. Tęskniłam.

Mao wyjechał na kilka dni. Te kilka samotnych wieczorów skłoniło mnie do refleksji i przemyśleń na temat samotności oraz rutyny wspólnego bycia. Przetacza się przeze mnie doświadczenie uczucia braku i poczucia więzi. Więzi utrwalonej kilkunastoletnim byciem w związku. Codziennymi rytuałami, wspólnymi śniadaniami, rozmowami, dzieleniem obowiązków i pasji oraz po prostu fizyczną bliskością. Wspólne bycie staje się rutyną i oczywistością. A moja tęsknota jest protestem przeciwko oddaleniu się od tej normalności i uznaniem łączącej nas silnej więzi. Dobrze, że te chwile rozłąki są rzadkie i trwają krótko.

Warto mi było oddać się tej tęsknocie i oczekiwaniu. Dowiedziałam się czegoś o sobie. Przekonałam się, że nie jestem istotą stworzoną do oczekiwania. Wyczekiwanie mnie wypala. Gdyby Mao zaprzedał duszę wojsku i nadal służył w marynarce, usychałabym. Nie jestem w stanie zaakceptować żadnego zawodu, gdzie rozstania są częścią wspólnego życia. Nie jestem stworzona do samotnych wieczorów. Nie jestem stworzona do tęsknoty.

14 komentarzy:

  1. pięknie piszesz ;) jednak czasem dobrze jest zatęsknić, ale tylko na krótko...ja też nie wyobrażam sobie, że mój mąż wyjeżdża do innego kraju do pracy, a ja zostaję z Maksiem sama...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie to napisalas. Czasem oplaca sie na jakis czas rozstac, by uzmyslowic sobie jak duzo ta ukochana dla nas osoba znaczy. Ja mam bardzo podobnie jak Ty. Pozdrawiam Cie goraco :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żeby docenić związek najpierw trzeba nauczyć się zyć samemu...
    Kiedys nie wyobrazałam sobie zycia z kims w rozłące. Teraz myslę inaczej, chyba dojrzałam do lepszej miłości. Wiekszej i prawdziwszej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super to obrałaś w słowa.
    Rozłąka to nie jest miły okres dla żadnej ze stron, ale nieraz może nam wiele uświadomić.;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie lubię tęsknić, ale często brak mi samotności

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to obrałaś w słowa.
    Takie chwile w samotności, z dala od siebie pokazują nam jednak jak jesteśmy sobie bliscy i wbrew pozorom są nam potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  7. tak sobie czytam Twoje notki i muszę Cie pochwalić za ogrom pracy włożonej w prowadzenie bloga. Dodaje do obserwowanych, żeby móc częściej tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Jako osoba uzależniona od czytania, aż boję się zaglądać do Ciebie :) Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Ślicznie to napisałaś.
    Gdy mój mąż zaczął pracować na zmiany zaczęłam też tęsknić za tym aby po prostu zwyczajnie był blisko.

    OdpowiedzUsuń
  9. jakbym słyszała swoje myśli!

    OdpowiedzUsuń
  10. pięknie napisane! ja rzadko tęsknię, bo mam zawsze deficyt samotności

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też nie nadaję się do samotnych wieczorów. Zawsze tęsknię, rozłąka to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń