środa, 15 maja 2013

Niech mocz będzie z Tobą!

Mamy przesympatycznych sąsiadów. Zdecydowana większość z nich to mili ludzie w dojrzałym wieku, cieszący się jesienią życia na emeryturze. Mają to charakterystyczne ciepło w oczach i luz, na który stać wyłącznie tych, którzy nigdzie się nie śpieszą i cieszą się każdą chwilą życia. I lubią rozmawiać z każdą napotkaną znajomą osobą. To bardzo miłe spotkania. Uśmiech i wymiana kilku zdań niewiele kosztuje, a dzięki temu wszyscy czują się serdeczniej i bliżej siebie. Wczoraj, wracając z spacerów, spotkaliśmy miłą, straszą panią z pieskiem. Krzaki bzu i konwalie pachniały oszołamiająco, miło było stanąć i dać się unieść tym zapachom. Helena porwała smycz i zajęła się pieskiem, a ja wysłuchałam opowieści. 

Pani z pieskiem nie cieszy się dobrym zdrowiem, swoimi licznymi chorobami mogłaby obdarować sporo zdrowych ludzi. O chorobach mówi dużo i z pasją. O metodach leczenia również. Dzięki naszej wieloletniej znajomości dogłębnie nauczyłam się znacznia słowa hipochondria. Wczoraj zostałam przyuczona na temat walki z częstymi infekcjami gardła, z którymi ów miła pani walczy od kilku dobrych lat. I nagle wydało mi się, że się przesłyszałam, bo zmierzając do końca opowieści, obwieściła mi szeptem, że udało jej się pokonać ten problem dzięki płukaniu gardła własnym moczem. Dopytałam się grzecznie i faktycznie się nie przesłyszałam, moja miła sąsiadka wyleczyła się moczem.

Ilekroć słyszałam o tej metodzie leczenia, wydawała mi się ona dość odpychającym i niezwykle oryginalnym sposobem leczenia. Mimo to, wiele razy słyszałam, że urynoterapia ma swoje duże grono zwolenników i długą tradycję w medycynie niekonwencjonalnej. Oglądałam nawet jakiś dokument o lekarzu, który leczył z wielkimi sukcesami dolegliwości skórne wyłącznie przy pomocy moczu. Ciekawość, co też takiego kryje się w ludzkim moczu, że traktowany jest jako lek, zaciągnął mnie przed komputer. Po godzinnej eksploracji kilkunastu stron na ten temat, trochę złagodziłam moje postrzeganie tego sposobu leczenia. 

Doszukałam się dwóch teorii tłumaczących lecznicze właściwości moczu. Pierwsza z nich mówi o tym, że zawarte w moczu toksyny wprowadzone do organizmu mają właściwości uzdrawiające. Wydała mi się dość nieprawdopodobna. Druga jest ciekawsza. Picie toksyn zawartych w moczu powoduje, że organizm zaczyna się bronić przed ich działaniem, a co za tym idzie wzrasta jego odporność. Ot taka szczepionka z moczu.

Naczytałam się o wielu sposobach stosowania urynoterapii. Otóż przy problemach skórnych mocz wciera się w skórę, w rany, otarcia. Metoda jego użycia zależy od dolegliwości, które chce się wyleczyć. A lista schorzeń, którą leczy się moczem jest imponująca. Ludzie wypowiadający się na temat leczenia zachwycali się jej efektami. Czy faktycznie mocz leczy, czy może działa jak placebo. Nie doszukałam się żadnych wiarygodnych badań naukowych, które potwierdziły skuteczność tej metody leczenia.

Lubię eksperymenty i testy, ale w przypadku urynoterapii nie zamierzam sprawdzać jej skuteczności. Dla mnie elementem medycyny naturalnej jest uważne wsłuchiwanie się w swoje ciało. A ponieważ ciało pozbywa się tych toksyn z moczem, dlaczego mam sobie wyrządzać krzywdę i wprowadzać je z powrotem. Z drugiej strony jestem pełna zrozumienia dla osób mocno schorowanych, które są skłonne wypróbować wszystkiego, aby doprowadzić swoje ciało do dobrej kondycji. Co myślicie na ten temat?

12 komentarzy:

  1. mam koleżankę, która traktowała twarz moczem.. próbowała wszystkiego, by poprawić problemową skórę.z kolei, jak urodziłam synka, proponowano mi smarowanie mu języka moczem, żeby zapobiec pleśniawkom. Nie próbowałam, pleśniawek nie było. Może to faktycznie placebo..? ps. mamy taki sam nocnik :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmm, nie będę sprawdzać tej teorii;)na gardło wolę cholinex albo inne "normalne" leki;) ale jedno wiem - krem z mocznikiem (czyli jednym ze składników moczu; w tym przypadku otrzymany syntetycznie) jest rewelacyjny w leczeniu skórnych dolegliwości. Moje ręce zniszczone zmywaniem i częstym moczeniem, zaleczyły się tylko takim specjalnym kremem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kompletnie nie wierze w uleczalną moc moczu.
    No jakoś tego nie czuje!:D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. sprawdzać właściwości moczu nie zamierzam... tak dla zasady... i zdrowia psychicznego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ponoć natura ma dla nas antidotum na wszystkie choroby tylko trzeba je odkryć ;)
    JA się nie zarzekam że nie spróbuję chociaz na dzień dzisiejszy nie widzę takiej opcji :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raczej też nie odważę się na poznanie tej metody:)

    OdpowiedzUsuń
  7. my z tej serii mamy nakładkę na deskę sedesową ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do metody sąsiadki, to mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała jej testować :P

      Usuń
  8. Mamy ten sam typ nocnika. Niestety dziecko z niego ucieka i z nauki siusiania nici :P

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja się nie zarzekam, bo wiele razy słyszałam i czytałam o świetnych efektach leczenia różnych schorzeń moczem. N razie (odpukać) nie mam potrzeby takiego eksperymentowania, ale nie jestem nastawiona na "fuj" ;]

    OdpowiedzUsuń