piątek, 10 maja 2013

Myślę, więc biegam. Biegam, więc gonią mnie psy.

źródło: http://www.jakoloruje.pl


Dwieście metrów obok naszego domu stoi piękny park. Za dnia to nasze miejsce wypadowe na spacery z córką, a po zmroku to moje ukochane miejsce do biegania. Oddaję się tej aktywności niemal codziennie. Wspominam czas, kiedy zarzekałam się, że bieganie to nie sport dla mnie. Na szczęście przełamałam się i bardzo szybko zmieniłam zdanie.

Motywowała mnie przede wszystkim utrata wagi i ogólna poprawa kondycji. Potem zauważyłam, że bieganie doskonale działa na psychikę, rozładowuje stres i podobnie jak przy medytacji pozwala spokojnie przemyśleć różne tematy, jak również podjąć jakieś ważne decyzje. Co prawda daleka jestem do biegów długodystansowych, ale w moich przyszłościowych planach jest doświadczenie kiedyś stanu euforii biegacza, kiedy to endorfiny powodują odczuwanie fizycznej przyjemności.

Kiedyś biegałam rano. Rozruszana "pompka" i dotlenienie dawało mi energię na cały dzień. W tym roku biegam późnym wieczorem, bo tylko o tej porze mogę znaleźć dla siebie tą wolną godzinę. Lubię biegać późną jesienią i wczesną wiosną. Wtedy park jest cichy i opustoszały, mogę całą swoją uwagę skoncentrować na sobie. Za nami kilka ciepłych wieczorów, które natychmiast wyciągnęły do "mojego" parku sympatycznych starszych panów, piwkującą młodzież, obściskujące się pary i w końcu panów żulów. 

O ile starsi panowie i obściskujący się zakochani są nieszkodliwi i w żadnym wypadku nie przeszkadzają mi w bieganiu, o tyle żule i pobudzona młodzież już tak. Zastanawiam się, czym takim prowokuję te dwie wymienione grupy ludzi, że notorycznie jestem przez nich zaczepiana i złośliwie komentowana. Ciekawskie spojrzenia mnie bawią, nawet prowokują do wykonania koszulki z napisem UFO, ale łapanie za łokieć, zastępowanie drogi czy bieganie za mną, irytują mnie mocno.

Teksty w stylu: 

- Jak już biegniesz, to skocz nam po flaszkę,
- Leć szybciej do chłopa, bo ci stygnie,
- Jak masz tyle energii, to mi mieszkanie posprzątaj
czy 
- Aleeeeeee konnnndycjaaaaa ... są na porządku dziennym.

Ktoś powie: załóż sobie słuchawki, puść muzykę i ignoruj. I tak robiłam do czasu, kiedy boleśnie zderzyłam się z jadącym za mną rowerzystą. Od tego czasu wolę być czujna i nasłuchiwać co się wokół mnie dzieje. 

Nie jestem terminatorem. Zdarzają się gorsze dni. Wtedy zadaję sobie pytanie: Po cholerę latasz babo po tym ciemnym parku? Ludzie Cię zaczepiają, psy Cię gonią. Nie lepiej tak na kanapie z książką? I przytakuję sobie cichutko. A następnego dnia i tak naciągam dres i lecę bo ... bo tak się składa, że bieganie uzależnia niemal tak mocno, jak dobra książka.

Mio

9 komentarzy:

  1. kiedyś biegałam regularnie, a teraz jakoś nie mogę się zebrać... ale w weekend przywożę buty i od przyszłego tygodnia zaczynam. Mam nadzieje, że wpadnę w rytm, tak jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama kiedyś wieczorami biegałam.
    Ale na szczęście ominęły mnie takie beznadziejne komentarze.;/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mio zazdroszcze tego biegania. U mnie na razie tylko rower treningowy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe, ja na razie nie miałam takich przygód ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to. Moją największą zmorą są psy. Choć idiotycznych komentarzy też się nasłucham. Ja również łyknęłam bakcyla. Uwielbiam biegać:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja mam pytanie z innej beczki :) jak wyśrodkowałaś LinkWithin i jak zrobiłaś z niego kółka? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Instrukcję wysyłam na e-maila :)

      Usuń
    2. dzięki ;) dotarło, już okiełznałam temat ;)

      Usuń