środa, 29 maja 2013

Mój pierwszy raz ... na NFZ

Kilkanaście lat byłam klientem pewnej dużej i znanej grupy medycznej. Przez zdecydowanie większą część tego czasu, abonament opłacała mi korporacja w której przyszło mi pracować, potem robiłam to sama, bo przyzwyczaiłam się do wysokiego poziomu obsługi pacjenta i tych wszystkich przywilejów, które dawał mi abonament. 

W ostatnim czasie cieszyłam się wspaniałym zdrowiem i odkąd naliczyłam, że minął rok w którym ani razu nie skorzystałam z usług przychodni postanowiłam rozwiązać umowę i zaniechać opłacania usług abonamentowych. Jak można się spodziewać prawo Murphy'ego zadziałało bardzo szybko ...

Otóż po niedzielnym kilkugodzinnym spacerze nad brzegiem jeziora wiatr dość mocno przewiał nasze głowy. Na efekty nie czekałam długo, bo już w poniedziałkowy wieczór odczuwałam pewien dyskonfort, który w dniu wczorajszym zamienił się w dość uporczywy, tępy ból prawego ucha. Domowe sposoby leczenia tego typu schorzenia nie zadziałały. Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z poradni na konto osławionego NFZ. 

Godz. 12.00 - Przyjmuje mnie internista (A), który dość szczerze przyznaje, że niewiele zna się na sprawach usznych i w zasadzie przepisałby mi antybiotyk, ale w końcu decyduje się skierować mnie do laryngologa, wypisując oczywiście stosowne skierowanie. 

Godz. 12.30 - Sympatyczne okienkowe Panie informują mnie, że najbliższy termin wizyty u laryngologa może mieć miejsce za 13 dni (na NFZ) lub za 5 dni (prywatnie). Ból osiągnął wyższy próg, myśl o czekaniu pięciu kolejnych dni ratując się tylko środkami przeciwbólowymi zdecydowanie mi się nie spodobała. Wychodzę na zewnątrz, żeby spokojnie pomyśleć. W głowie artykułuje się pytanie: Jak żyć Panie Premierze?

Godz. 13.00 - Po krótkiej konsultacji z zaprzyjaźnionym internistą (B), wracam do internisty (A) i pytam go, czy ma jakiś pomysł, jak szybciej mogę rozpocząć leczenie. Internista (A) przepisuje mi skierowanie do szpitala na ostry dyżur. Jest progres.

Godz. 14.00 - Szpital. Podchodzę o izby przyjęć. Stoję w długiej kolejce przyglądając się cierpiącym, krwiawiącym, a nawet mdlejącym pacjentom i robi mi się coraz bardziej dziwnie. Kiedy dochodzi moja kolej do okienka, sympatyczna Pani twierdzi, że nic mi tu nie pomoże i odsyła mnie na oddział laryngologiczny piętro wyżej.

Godz. 14.30 - Czekam na dyżurną pielęgniarkę, która niechętnie kieruje mnie do pokoju lekarzy. Zły czas, bo akurat spożywają oni posiłek. Czekam i ciepię, zaczynam żałować, że zostawiłam książkę w samochodzie, kontempluję plakaty i ból. 

Godz. 15.00 - Lekarze przyjmują mnie do pokoju i kiedy już zaczynam czuć klimat serialu Dr. House, zamiast diagnozy, bardzo szybko otrzymuję komunikat, że oni tu przygotowują pacjentów do zabiegów, a nie zajmują się wypisywaniem antybiotyków. 

Godz. 15.30 - Po konsultacji z zaprzyjaźnionym internistą (B) zmierzam do rejestracji przychodni specjalistycznych mieszczących się na terenie szpitala i proszę o możliwość widzenia się z laryngologiem. Kolejna sympatyczna Pani w okienku patrzy na mnie dziwnie i wychodzi zapytać lekarza, czy mnie przyjmie. Wraca i oznajmia, że lekarz jest skłonny mnie zobaczyć. Zaczynam się szczerzyć.

Godz. 16.00 - Wychodzę z receptą na antybiotyk, o którym mówił internista (A). Tak oto kończy się opowieść o czterech godzinach biegania za jedną receptą. Oto mój pierwszy raz z NFZ i prawdopodobnie ostatni, bo w poniedziałek ponownie wykupię abonament.

W tej całej historii najbardziej rozczarowujące jest to, że co miesiąc mój ukochany kraj dokonuje ogromnych potrąceń z moich przychodów, tak niewiele dając w zamian. A wyżej wspomniany fundusz otrzymując ode mnie kwotę kilkukrotnie przewyższającą wysokość płaconego przeze mnie abonamentu, nie potrafi nawet zbliżyć się do poziomu świadczeń oferowanych przez prywatne przychodnie. Czy to kiedykolwiek się zmieni? Chcę wierzyć że tak!

10 komentarzy:

  1. W publiczną służbę zdrowia od dawna nie wierzę, a jak już muszę, to od razu proszę o pomoc zaprzyjaźnionych lekarzy. Ja też stawiam na prywatną inicjatywę...

    OdpowiedzUsuń
  2. no widze, ze odkrylas Ameryke ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że ucho przestanie boleć :)

    A o NFZ można by wielotomową książkę napisać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tia... samo życie :P

    Chociaż ja mam częste przeprawy z uszami i parę razy miałam skierowanie do laryngologa, i wyobraź sobie, że przyjmowana byłam tego samego dnia. Może dlatego, że skierowania miałam z adnotacją "Pilne"?
    A prywatnie to zwykle w ogóle nie ma problemu z terminami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wskazuje na to, że zemścił się na mnie długi weekend.

      Usuń
  5. Prawda i tylko prawda... i jak tu żyć?

    OdpowiedzUsuń
  6. dlatego, do specjalistów w nagłych przypadkach warto domagać się skierowania na cito;)
    a na ból ucha antybiotyk nie jest od razu konieczny:) biorę, albo dzieciom podaję sprawdzony lek homeopatyczny i po sprawie.Ucho przestaje boleć i infekcja się nie rozwija:)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Mama Jaga, a mozna wiedziec jaki to lek ?
    Moj 4 latek czesto narzeka na uszy?

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. zależy od rodzaju bólu i czy jest wydzielina z ucha.My mamy przpisane leki przez moja homeopatkę na kaszel, infekcje nosogardła, itp i zawsze natychmiast pomagają.Napisz maila do mnie, bo to temat rzeka:)
    a napiszę wiecej:))

    OdpowiedzUsuń