wtorek, 7 maja 2013

"Lekarze" - historia prawdziwa.

Wczoraj wieczorem zerknąłem przez ramię Mio, gdy oglądała coś na ekranie telefonu. Moim oczom ukazał się obraz świata idealnego. Cudna oraz niesamowicie uporządkowana rzeczywistość serialu telewizyjnego. Poczytałem potem trochę o tej produkcji i parsknąłem śmiechem. Dlaczego producenci, reżyser, scenarzyści i cała nasza "śmietanka" filmowa pokazują nam tak fałszywe obrazki? Jaki jest cel w pokazaniu rodzinie Kowalskich takich cudów na ekranie? Przedstawiony wyidealizowany obraz uporządkowanego i dokonującego cudów szpitala jest bardzo nie polskie. Dodatkowo ta cyfrowa laurka wydaje się być mocno podobna do innego serialu zza wielkiej wody. Wyobraźnia popracowała i powstała wizja, jak mogłyby wyglądać prawdziwe sceny szpitalne na podstawie moich kontaktów z naszą służbą zdrowia.

Scena pierwsza. 

Czas akcji: marzec 2012.
Miejsce akcji: szpital gdzieś w Polsce.
- Dzień dobry, mam boleści...
- Chwila, EWA się sypnęła i informatyka szukamy, a Pan z czym?
- No boli mnie tak jakoś...
- Aha, no mnie też czasem boli, hehe. A do jakiego lekarza pan to chce?
- No nie wiem, w sumie mam skierowanie do urologa.
- O kochany, prawie koniec limitu no ale masz pan szczęście. Wizyta już 29 listopada.
- O! To dziękuje, poczekam cierpliwie.

Scena druga.
źródło: Internet

Czas akcji: sierpień.
Miejsce akcji: rano w pracy bohatera.
Dzwoni komórka. Ring, ring .
- Halo, halo.
- Czy to pan Szczęściarz?
- Tak, słucham. 
- No dzwonię bo się termin zwolnił, może pan przyjść jutro.
- Jutro?
- No jutro albo w listopadzie kochany.
- No to będę jutro.

Scena trzecia.

Czas akcji: jutro w sierpniu.
Miejsce akcji: gabinet.
Ściany nie najgorsze. Monitor LCD na biurku, nawet jest klima. Lekarz widać doświadczony, zadbany. 
- Dzień dobry panu. Pan z NFZ?
- Tak proszę pana. A ...
- No tak, to ma znaczenie, bo wie pan, limity rzecz święta!
- No wiem, wiem i tak mam...
- Szczęście, oto co pan ma. Przecież miałem pana widzieć w listopadzie.
- Skąd pan wie?
- No czyta się akta, to się wie, ale powiem panu pewien sekret, umowę o pracę mam tutaj do września, potem idę na swoje. A że jestem jedyny urolog to...
- No co pan mówi?? Czyli listopad to...
- Tak! Właśnie tak proszę pana. Ma pan szczęście, a tak poza tym, to mi wygląda na coś poważnego. Zresztą co ja będę pana okłamywał, nie mogę pana położyć na oddział, bo nie mamy łóżek. Zatem w sumie ma pan pecha. Niemniej z tego co wiem, już w styczniu ma być mój zmiennik. Zatem będzie pan przyjęty w pierwszej kolejności. Więc w sumie ma pan jednak szczęście, a ten nowotwór nie wygląda na złośliwy ...


Scena czwarta.

Czas akcji: listopad
Miejsce akcji: cmentarz. W tle słychać dźwięki drugiej sonaty fortepianowej Chopina.

7 komentarzy:

  1. no ja bym się jednak nie śmiała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też. I żartów w tym temacie nie lubię...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie to polskie.... aż dreszcz bierze :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, ale napisane świetnie ;)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powinieneś pisać scenariusze do polskich seriali.
    No niestety zawsze w każdym serialu pokazywanym na małym ekranie jest wszystko piękne i idealne aż rzygać się chce.
    Może robią to,bo my Polacy lubimy pomarzyć? Kto wie!:)

    OdpowiedzUsuń