niedziela, 12 maja 2013

Ke, ke, jeeeee, uha, uha - czyli rzecz o komunikacji.

Lubię słuchać monologów naszej córki. Zazwyczaj prowadzi je z lalką, kotem, ścianą, czy też widokiem za oknem. Maleńka stara się komunikować z każdą cząstką świata, która zdaje się dawać jakieś szanse na odpowiedź. Są chwile, że próby nawiązania rozmowy są bezowocne, dotyczy to przede wszystkim mówienia do ryb w akwarium. Niemniej ta początkowa komunikacja ma dla nas cudne kolory.

Poza wyrazami oczywistymi i dobrze rozumianymi, córka nadal jeszcze posługuje się całym mnóstwem tych mniej zrozumiałych:

Ka - oznacza w świecie Helenki wiele rzeczy, od książki poprzez truskawki, a skończywszy na piłce, czy biedronce.

Miau - to kot, od kilku tygodni domowe koty nazywa po imieniu: zuzia, cesio i ytka.

Podobnie w przypadku całej grupy dźwiękonaśladowczych wyrazów, typu: hau, muu, bee, mee, ihaa, huhu, koko, itp. 

Baba - prócz babci i żaby, są też chwile, kiedy Helenka mówiąc baba pokazuje na siebie. W końcu co baba, to baba.

Ko - to jajko, ki - kwiatki, mi - mój, miś, psi - śpi.

Przepięknie w jej ustach brzmi słowo: pingwin, na zawsze i kocham cię. Można je słuchać bezustannie.

A dźwięk naśladujący świnkę zawsze powoduje nasz rechot. Jest po prostu boski.

Patrząc na powyższe, kod językowy Helenki jest dość łatwy do złamania. Słowo należy dopasować albo do pierwszej sylaby, a częściej do ostatniej. 

Tych drobnych słów jest całe mnóstwo, teraz słyszę za plecami: ke, ke, jeeeee, uha, uha. Cóż to może znaczyć? Szkoda, że nikt nigdy nie pozna znaczenia tych dźwięków. Jeśli spytam o to w przyszłości Helenkę, to pewnie nie będzie pamiętać. Pozostają nam tylko domysły. Dość niezdarne próby dopasowania dźwięku do rzeczy, sytuacji, czy też przedmiotu. 

Jest to niezwykle fascynujący, jak dla mnie, proces rodzenia się zdolności komunikacji. Poza wyrazami Maleńka używa też gestów. W sumie jest to już całkiem nieźle wykształcona zdolność komunikacji. Wiele wody pewnie jeszcze upłynie zanim całość tego procesu ulegnie zakończeniu i będziemy mogli toczyć rodzinne rozmowy. Niemniej każda chwila przybliża ten moment. 

Mao

4 komentarze:

  1. Super sobie już Twoja pociecha rozmawia:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też lubie jak Maja mówi po swojemu albo próbuje powtarzać po nas :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Hihi u nas to było śmiesznie bo ja po polsku a pyza do mnie po angielsku na to ;)

    OdpowiedzUsuń