piątek, 24 maja 2013

Budowanie autorytetu rodzica

Autorytety. Niewiele ich w moim życiu. Na ręce pijanego drwala można by policzyć. Większość już nieżyjących. Ale nie o tym chciałam dziś pisać. Ostatnio często słyszę, że niemal każdy rodzic chce być autorytetem dla swojego dziecka. Tylko czym jest ów autorytet?

Kiedy rozmawiam na ten temat z zaprzyjaźnionymi młodymi rodzicami najczęściej słyszę dwie definicje. Jedni mówią, że autorytet to doświadczenie, kompetencje, wreszcie wiedza. Inni natomiast wskazują na władzę i prawo do kontrolowania i dysponowania życiem swojego dziecka. W definicji jednych i drugich można znaleźć trochę racji. Z tymże Ci drudzy dość często doświadczają ogromnego rozczarowania w momencie, kiedy ich władza nad dzieckiem przestaje działać.

Małe dziecko szybko uczy się żyć według zasad postawionych mu przez rodzica. Dyscyplina w oparciu o system nagród i kar wydaje się być skuteczna tylko do czasu, kiedy w głowie dziecka władza rodzicielska nie straci swojej mocy. Sama dobrze pamiętam mój budzący się bunt przeciwko rodzicom, brak zgody na ich władzę nade mną. Przyszedł czas, że kary i nagrody przestały odgrywać jakiekolwiek znaczenie w moim wychowaniu. To ja sama musiałam zbudować swój świat w oparciu o własny dekalog. Wtedy poszukiwałam autorytetów na zewnątrz.

Mamy też liczną grupę rodziców, którzy budują autorytet na swoim doświadczeniu, mądrości i wiedzy. I właśnie tą drogą chciałabym podążać. I nie oznacza to, że nie zamierzam wywierać wpływu na swoje dziecię. Uważam, że ono potrzebuje i takich relacji. Nie widzę nic złego w tym, że będę głośno artykułować dziecku moje potrzeby dotyczące jego zachowania. Ale nie muszę stosować kar w sytuacji braku realizacji moich oczekiwań. Nie chcę stosować przymusu. Z drugiej strony nie zamierzam też dziecku ustępować. Naoglądałam się efektów bezstresowego wychowania. Nie zamierzam powielać błędów innych. 

Chcę kroczyć środkiem. Być jak Mistrz Yoda, często powtarzać sobie jego słowa: "Pamiętaj czego się nauczyłeś. Ocalić cię to może!". Bardzo chciałabym za 20-30 lat usłyszeć z ust Heleny, że jestem jej autorytetem. Czy na to zasłużę? Czas pokaże!

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny tekst, a temat super rozwinięty. Chciałabym też żeby kiedyś Tosia powiedziała że jestem jej autorytetem.. ja i mężuś. Jak tego dokonać... Powoli się tego uczymy! Zgadzam się z Tobą c do kar. Wolę Tosie chwalić, mówić często jak bardzo ją Kocham, a przede wszystkim nie zabraniać. Co będzie jak Tosia będzie w sklepie chciała wejść np. do empiku, a ja powiem NIE ! Będzie krzyk, płacz i tupanie nogami. Nauczyliśmy się my jak i Tosia że wejdziemy do sklepu Tosia obejrzy chwilkę i wychodzimy z uśmiechem. To samo z TV po co zakazywać. Jak włączymy i przez 30 sekund obejrzy to jej ciekawość jest zaspokojona i bawi się dalej. Chcielibyśmy tak Tosie wychować żeby jak najmniej zakazywać czy zabraniać ( nie lubię tego słowa ). Bezstresowe wychowanie nie wchodzi w gre.. mam znajomych którzy tej zasady się trzymają i co. Mała ma 3 lata i rządzi nimi na całego, ustawia ich jak pod murem, muszą skakać wokoło niej bez zająknięcia. Jak dla mnie to jest przerażające.. czy ci rodzice będą autorytetami NIE ! Tak mi się wydaje ale jak będzie to nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super tekst :) Ale tak naprawdę ciężko jest wycyrklować. Najważniejsze to mieć w sobie dużo siły i przekonania, że to co się robi jest dobre :) No i słuchać dziecka, przede wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ladnie i madrze napisane. Chyba kazda z nas dazy do osiagniecia podobnego efektu roznymi sposobami. Jednym sie to udaje, drugim nie do konca, a innym na tym nie zalezy bo maja inne priorytety. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń