wtorek, 16 kwietnia 2013

Nauczyłam się odpoczywać.

11 lat pracy w korporacji zmienia człowieka. Powoli i skutecznie zatracałam w sobie umiejętność odpoczywania. Praca wypełniała moją głowę tak bardzo, że wracając do domu byłam tak zmęczona, że nie starczało siły na nic więcej, jak paść na łóżko i oddać się w ramiona Morfeusza. Jakby było mało, wolne dni organizowałam w taki sposób, jakbym nadal była w pracy: spotkania, wyjazdy, zakupy, ruch, napinanie się. Jak można było się spodziewać, moja postawa często prowokowała spięcia w domu. Cisza nie przynosiła ukojenia. Niepokój towarzyszył mi nieustannie, brzęczał w tyle głowy.

Po kilku latach permanentnego stresu mój organizm zaczął wysyłać sygnały, że  nie jest mu ze mną dobrze: nerwobóle, bezsenność, problemy z ciśnieniem. Sporo czasu upłynęło, zanim rozpracowałam swój mechanizm działania w dwóch trybach. Jeden z nich to czas regeneracji, drugi to mobilizacja. Mój przełącznik trybów był zupełnie uszkodzony i ciągle chodziłam w trybie permanentnej mobilizacji.


Odejście z pracy było decyzją trudną, ale konieczną. I dopiero wtedy, kiedy pozwoliłam sobie na dłuższy odpoczynek od jakiejkolwiek pracy, zaczęłam wielki proces przeobrażeń. Pożegnałam wypalenie, włączyłam na jałowy bieg i wymyślałam scenariusze, co tak naprawdę chcę robić w życiu. Jak czas pokazał, zmiany przyniosły wiele dobrego. Nowa praca uskrzydlała i nic się nie zmieniło w tym temacie do dnia dzisiejszego. Zmiana diety, rezygnacja z dymka i alkoholu pozwoliła odetchnąć i zregenerować się mojemu ciału. I co najważniejsze, w naszym życiu pojawiła się tak oczekiwana Helenka!


W psychologii mawia się, że co siedem lat człowiek się przeobraża, zmieniając swoje podejście do życia, głównie poprzez metamorfozę myśli i postawy. Silnie odczuwam tą zmianę. W końcu nauczyłam się odpoczywać, czerpię radość z każdej wolnej chwili, lubię położyć się na trawie, patrzeć na chmury, obserwować ludzi. Kocham spacerować po lasach, nieśpiesznie chłonąć otaczające mnie dźwięki. Widzę więcej, czuję mocniej, oddycham głęboko. Ciekawie gdzie będę za 7 kolejnych lat?

11 komentarzy:

  1. ten tekst wyjęty jest wprost z mojej głowy :) czytałam właśnie artykuł o tym, że wystarczy 5 lat, by całkowicie zmienić swoje życie. W tym czasie można się przekwalifikować, zdobyć odpowiednią sumę pieniędzy itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba wyślę mojego męża do Ciebie na jakieś szkolenie z zakresu przełączania trybów ;))))))
    bardzo fajny post :)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpoczynek i spokój psychiczny jest bardzo ważny w życiu..

    OdpowiedzUsuń
  4. cudownie, że nauczyłaś się odpoczywać, to bardzo ważne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ważne,że udało Ci się nauczyć odpoczywać:)
    Bo to bardzo potrzebne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też się przeprogramowałam: zmieniłam priorytety, otoczenie, zminimalizowałam poziom stresu (korporacyjnego) do zera. Teraz tylko potrzebuję jakiegoś dobrego pomysłu na siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ważne, że zmiany wyszły na dobre!

    OdpowiedzUsuń
  8. To rzeczywiście wzięłaś się z zyciem za bary i wiele zmieniłas, nie kazdy to potrafi :)
    Fajnie, że Ci sie udało i że doszłaś do pewnych wniosków chyba dośc szybko, niektórzy się uczą odpoczywac dopiero po zawale :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O - mi zaraz minie 7 lat w korporacji. w tym tygodniu mam 'development discussion' i chyba pierwszy raz tak naprawdę nie wiem, co dalej chcialabym w korpo robić. A jakoś tak głupio powiedzieć "po prostu przetrwać ten rok". Może czas na zmiany?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja po siedmiu latach w Warszawie wróciłam na Mazury... coś jest w tej siódemce...

    OdpowiedzUsuń
  11. hmmm 7 podobno szczęśliwa liczba ;)

    OdpowiedzUsuń