czwartek, 11 kwietnia 2013

Głosu nie mają, zdrowia dodają

O walorach zdrowotnych ryb pisać nie będę, bo szkoda czasu na tak oczywiste oczywistości. Dziś napiszę o wątpliwościach, które nachodzą mnie podczas ich kupowania. Tak się składa, że zdrowe ryby, rekomendowane przez dietetyków, jako te zawierające dużo kwasów omega 3, bywają jednocześnie na liście ryb zakazanych wg WWF, gdyż na skutek ich nadmiernych połowów grozi im wyginięcie. Co więcej ich połowy szkodzą środowisku. I bądź tu mądry. 

Na naszym stole najczęściej goszczą śledzie (nasz faworyt, wielka bomba kwasów omega 3, witaminy D i jodu), makrela, łosoś, tuńczyk, dorsz, morszczuk i pstrąg. Z dużymi rybami i drapieżnikami nie przesadzamy, gromadzą dużo rtęci, więc jemy je bardzo rzadko. Mowa tu o tuńczyku, czy na przykład takiej makreli. 

Kolejny element budzący moje wątpliwości to glazurowanie ryb, czyli doskonałe oszustwo na kliencie. Niedawno kupiłam mrożonego dorsza, który po rozmrożeniu ważył o połowę mniej. To pompowanie wody do środka ryby jest po prostu nieuczciwe. Kupowanie ryb świeżych, pomimo, że ich cena jest wyższa gwarantuje, że kupuje się wyłącznie rybę, a nie pół litra zmrożonej wody o smaku ryby. 

Od kilku lat rozsmakowaliśmy się w mirunie, oczarowała nas ona swoim mocnym, intensywnym smakiem. Jest poławiana na terenie najczystszych oceanów i może dlatego ma takie wyjątkowe walory smakowe. Mięso ma bardzo delikatne, białe i smaczne. Miruna sprzedawana jest w skórce.

Ryba po grecku  
Dziś szybki przepis na
mirunę z duszonymi warzywami

Potrzebujemy:

1 kg miruny

2 cebule
4 marchewki
2 pietruszki
seler
opcjonalnie: mały por

koncentrat pomidorowy
2 liście laurowe
4 ziela agnielskie
sól, pieprz
cytryna



 

Warzywa przygotowuję podobnie jak do ryby po grecku. Ale ponieważ nie wykładam gotowej potrawy do naczynia w celu jej schłodzenia, tylko podaję na ciepło pozwoliłam sobie nazwać posiłek po swojemu. 

A zatem najpierw cebulka do miękkości, potem pozostałe starte na grubych oczkach warzywa. Po chwili zalewam je szklanką wody i duszę z przyprawami do miękkości. Na koniec dodaję 2-3 łyżki koncentratu oraz sok z połowy cytryny i jeszcze kilka minut pozostawiam na ogniu.

Mirunę nacieram sokiem z cytryny, przyprawiam wyłącznie pieprzem i odrobiną soli. Pieczę ją w panierce z domowej bułki tartej. Upieczoną przykrywam kołderką ciepłych i parujących warzyw.

9 komentarzy:

  1. Siedzę w pracy i .. zjadłabym takie pyszności.. mniam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja najbardziej na świecie lubię halibuta... konsumowanego w nadmorskiej przystani... Rybki nas goszczą m.in raz w tygodniu. Wszyscy je kochamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jakie pyszności..... mmmmmm :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. O ludu muszę spróbować :) . Szkoda, że młode moje nie lubi ryb :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, aż ślinka leci jak się patrzy na to Twoje jedzonko.;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. mój synek uwielbia ryby. Generalnie są zdrowe, ale jak wiadomo: ryba rybie nie równa.. szkoda, że spożywanie ryb w naszym kraju jest takie niskie, a jeśli już ktoś po nie sięga to wybiera pangę albo tuńczyka z puszki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam ryby, ale tak jeszcze miruny nie robiłam może czas spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przepadam za rybami, póki co ze smakiem zjadam tylko łososia norweskiego.
    Kiedys zajadałam się sandaczem, okoniem itp., ale to na świeżo. Nie smakuja mi po prostu mrozone ryby a do morza mam za daleko :)

    OdpowiedzUsuń