niedziela, 28 kwietnia 2013

Cucumis L. - palce lizać!

Ogórki małosolne 
Ogórki małosolne - przekąska na którą czekam zawsze z utęsknieniem. Niby nic, ot trochę ogórków, wody, przypraw, soli oraz czasu, a tu takie cudo nad cudami. Chrupiące, z twardą skórką, wydają ten charakterystyczny odgłos: chruuppppp.

Co jest ważne by nasze ogórki były podobne do tych ze wstępu? Ano parę spraw, które mogą być dla Was oczywiste, niemniej pozwólcie, że podzielę się tutaj nimi z Wami.



1. Ogórki - zawsze zwracam uwagę na wszelkie defekty, jak i nieprawidłowości zapachowe owych zielonych zuchów. Nie ma co ryzykować, gdyż jeden zepsuty ogórek załatwi naszą przekąskę w całości. Zatem wybieramy tylko zdrowe sztuki. 

2. Naczynie do kiszenia. Ja preferuję tak zwaną kamionkę, niemniej jeśli chcecie mieć chwilę radości z podpatrywania, możecie użyć słoja. Z tym, że w tym drugim przypadku, nie należy ustawiać naczynia w miejscu mocno nasłonecznionym. Niezwykle ważna jest czystość. Pozostałości płynu do naczyń, bród, czy też resztki jedzenia, to wrogowie dobrych ogóreczków. Jeśli któraś z tych rzeczy się zdarzy, ogórki mogą mieć charakterystyczny smak mocznika.

3. Czynnik czasu. Jest istotny zarówno dla smaku, jak i trwałości naszych zielonych przyjaciół. Jeśli robimy je w wersji małosolnej to maksymalny czas kiszenia to 3 dni, potem można śmiało chrupać.

4. Sól oraz przyprawy. W wersji ortodoksyjnej, opublikowanej drukiem po raz pierwszy w Wólce Koszeckiej około 1525 roku, znajdziemy wskazówki, by użyć li tylko czosnku, chrzanu, kopru oraz soli. Co do proporcji autor urywa wywód, gdyż wieś owa spłonęła za czary. Co do mojego doświadczenia, to regulując ilość składników, otrzymujemy właściwy dla nas smak. Ja obecnie dorzucam jeszcze troszkę liścia laurowego oraz ziele angielskie. Jeśli idzie o sól, to na kilogram ogórków używam 1 płaską łyżkę stołową.

5. Woda najlepiej przegotowana oraz schłodzona. Koniecznością jest to, by zakryła całkiem nasze ogórki, gdyż inaczej ich części wystające ponad jej poziom ulegną zepsuciu. 

W naszym domu, kilogram tak przygotowanych ogórków znika w tempie zawrotnym. W moim przypadku, niemalże każda wyprawa do kuchni, pieczętowana jest owym miłym odgłosem: chrupppppp. I do czasu, kiedy ze sklepów nie znikną ogórki gruntowe, domowa kamionka nie zazna odpoczynku.

Mao

9 komentarzy:

  1. ja nie przepadam, ale chyba jestem jedyną w całej mojej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać ogórków :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. my też wszyscy uwielbiamy!robimy i zajadamy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie przepadam za małosolnymi ogórkami.:)
    Chociaż czasem skuszę się i pojawi się na mojej kanapce:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas ogórki zawsze robi moja mama i znikają w mig ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham małosolne!!!! to moje absolutne zboczenie żywieniowe,potrafię pochłonąć cały słoik na raz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mniam! :)
    przy okazji zapraszam po odbiór nominacji :)
    http://w-sumie-czemu-nie-by-ulaa.blogspot.com/2013/04/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  8. u nas wszyscy wcinają takie ogóreczki.ja robię około30słoików litrowych na sezon i szybko znikają.

    OdpowiedzUsuń