czwartek, 7 marca 2013

Tatusiowie na spacerze - typologia

Słońce obudziło miasto. Parki, place zabaw i zielone skwerki zapełniły się w końcu dziećmi i ich opiekunami. Uwielbiam obserwować zachowania ludzi, patrzeć jak się wzajemnie traktują, jakie style relacji ich łączą. Studia socjologiczne zrobiły swoje i na zawsze odmieniły mój sposób patrzenia na ludzi. 

Ostatnio moim celem stali się tatusiowie. Otóż przy wnikliwej obserwacji wyjawia się obraz kilku ciekawych typów zachowania jakim swoje dzieci traktują ojcowie. Poniższą typologię proszę potraktować z przymrużeniem oka, bo tak właśnie traktuje ją autorka niniejszego posta.
I tak wyodrębniłam na własny użytek pięć typów tatusiów na spacerze.

Tatuś nieobecny duchem. Obowiązkowe rekwizyty to telefon w ręku, czasami komputer przenośny na kolanach. Ten typ charakteryzuje się bardzo małym skupieniem uwagi na swojej pociesze. Pełna koncetracja przeznaczona jest dla urządzenia trzymanego w ręku. Często prowadzi długie telefoniczne rozmowy, bywa tak, że ma nałożone słuchawki i skoncentrowany jest na słuchaniu radia/muzyki. Na pytania dziecka rzuca krótkie odpowiedzi typu: tak, nie, nie wiem, później.

Tatuś weekendowy. Częstym rekwizytem jest aparat fotograficzny. Nadrzędnym celem tatusia weekendowego jest utrwalanie miłych chwil spaceru z pociechą na fotografiach. Dziecko ma za zadanie pozować, radość z zabawy jest na drugiej pozycji. To całkiem zrozumiałe, nie wiadomo przecież kiedy pojawi się kolejna okazja, aby weekendowy tatuś mógł wrzucić fotografie na znany serwis społecznościowy i pochwalić się znajomym jak aktywnie spędza czas ze swoim dzieckiem.

Tatuś zaangażowany. Nie odstępujący swojej pociechy nawet na krok. Ciągle stymulujący do przemieszczania się i wspólnej zabawy. Aktywnie słuchający i rozmawiający ze swoim dzieckiem. Autentycznie czerpiący przyjemność ze wspólnej zabawy. Aż miło się patrzy, niestety to rzadkość.

Tatuś uległy, słaby. Na wszystkie zachcianki dziecka odpowiada pozytywnie. Co więcej traktowany jest przez swoje dziecko jak kolega. Często dziecko woła go po imieniu. Nie stawia dziecku ograniczeń, jest ciągnięty z miejsca na miejsce zgodnie z rytmem narzuconym przez dziecko.

Tatuś dyscyplinujący. Pouczający, zakazujący, moralizatorski. Sprawia wrażenie, że nie jest szczęśliwy będąc w danej chwili w tym miejscu. Wszystko mu przeszkadza, stopuje inicjatywy dziecka do rozmaitych zabaw, ostrzegając go nieustannie przed: brudem, niebezpieczeństwem i innymi często wyimaginowanymi wrogami. 

Koniec tych szufladek. Uciekam na spacer, oczywiście jako matka zaangażowana.





5 komentarzy:

  1. jestem szczęściarą T. to ojciec zaangażowany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę , że tatusiowie mają coś z każdego typu, tylko z jednego więcej, z drugiego mniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne spostrzeżenia!
    Podoba mi się ten post;)
    Nasz jest z tych zaangażowanych, na szczęście praca mu pozwala być często w domu i razem wychodzą spacerować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby tych zaangażowanych było więcej.
    Fajne spostrzeżenia i powiem, że .. słuszne:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te spostrzezenia mozna spokojnie odniesc także do mam.

    OdpowiedzUsuń