niedziela, 27 stycznia 2013

Pieluszkowe opowieści

Nie jestem eko-mamą. Wszystkie moje ekologiczne wybory były racjonalne i służyły przede wszystkim zdrowiu i wygodzie mojego dziecka. Jedną z pierwszych decyzji, które podjęłam będąc jeszcze w ciąży, dotyczyła używania pieluch wielorazowych. Postanowienie to pojawiło się w ślad przeczytanego artykułu, w którym drobiazgowo wyliczono, że statystyczny niemowlak wskutek nakładania na niego pieluszek jednorazowych wytwarza rocznie tonę śmieci. To nie koniec. W większym stopniu wstrząsnęła mną wiadomość, że ta tona pieluszek rozkłada się 500 lat. Słownie: pięć wieków! Ta wizja śmieciowego testamentu przemówiła do mojej wyobraźni i szybko zaczęłam interesować się, jak można tego uniknąć.

 Po lekturze kilku internetowych stron poświęconych pieluchom wielorazowym byłam już całkiem nakręcona na ich zakup. Wybór jest przeogromny: kolorowe otulacze, przeurocze pieluchy formowane, wesołe modele z kieszonką, pieluchy składane, mieszane, z rozmaitych tworzyw, jednym słowem: cuda, wianki. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałam się na zakup modeli z kieszonką. Ponieważ założyłam, że będę uruchamiać pralkę co drugi dzień, wyliczyłam, że na każdy dzień potrzebne będzie mi minimum dziesięć pieluszek. Jednorazowo kupiłam ich czterdzieści. Kwota, którą zapłaciłam, to półroczny koszt kupowania pieluszek jednorazowych. Czyli nie dość, że ekologicznie i zdrowo, to jeszcze ładnie, a ponadto oszczędne. Tym bardziej, jeśli w zamyśle planuje się kolejnych potomków, wtedy suma oszczędności robi się całkiem przyzwoitą kwotą. Dzięki sprytnym napom pieluszki są regulowane i rosną wraz z dzieckiem, zaczynaliśmy ich zakładanie przy wadze 3,5 kg, dziś Helenka ma 11 kg i nadal pasują. Ba! są jeszcze dodatkowe cztery napy, a co za tym idzie, całkiem spora rezerwa na kolejne kilogramy.

Abstrahując od fenomenalnego wyglądu pieluszek, przez półtorej roku ich używania nie wydałam ani złotówki na kosmetyki przeznaczone do dziecięcej pupy. Żadnych pudrów, balsamów, kremów, maści. Ponieważ pieluchy są wykonane z naturalnych tkanin, pozbawione są również chemii obecnej w jednorazówkach, skóra dziecka jest zdrowa, a przy odpowiednio częstej zmianie pieluch podrażnienia nie mają prawa się zdarzyć. 

Mamy stosujące pieluchy wielorazowe podkreślają, że ich dzieci znacznie szybciej uczą się korzystania z nocnika, wynika to z faktu, że dziecko czując, że ma mokro, chętniej pozbędzie się tej nieprzyjemności korzystając z toalety. My stawiamy pierwsze kroki w sadzaniu córki na nocnik, zatem nie mamy na tym polu doświadczeń.

Uniedogodnieniem jest częste pranie. Na szczęście czas prania w rzece i bali minął bezpowrotnie. Nie odczułam też znaczącego zużycia prądu, podwyżka sięga kilku złotych miesięcznie. Podobnej wielkości podwyżka dotyczy wody. Proszku nie używam wiele, a antybakteryjny środek przeznaczony do prania pieluszek kosztuje 18 zł. Używa się go łyżeczkę na pranie, jedno opakowanie starcza na 2-3 miesiące. 

Osobiście za jedyną wadę uznaję konieczność częstego sprawdzania czy pieluszka jest sucha. W dobie bardzo szybkiego życia oczekujemy wygody i decydujemy się na wybory, które  nie ograniczają naszego czasu. "Pośpiech jest w głowie" -  mawia mój mąż, zatem żyjmy wolno i cieszymy się każdą chwilą, nawet tą poświęconą na zmianę pieluszek.






1 komentarz: